Czego chcą millenialsi?: List otwarty do Antonio Navalóna

Artykuł opublikowany 25 czerwca 2017
Artykuł opublikowany 25 czerwca 2017

W artykule opublikowanym przez hiszpański dziennik El País, felietonista Antonio Navalón powątpiewa, czy millenialsi mają jakąkolwiek polityczną lub społeczną wizję przyszłości, sugerując, że oprócz nowych filtrów na Instagramie świat niczego im nie zawdzięcza. Powiedzmy, że mamy na ten temat inne zdanie.

Określenie Millenialsi, zapożyczone z angielskiego, odnosi się do osób urodzonych między latami osiemdziesiątymi a rokiem dwutysięcznym. Wraz z rozpoczęciem nowego tysiąclecia, określenie „millenialsi” szybko zyskało na popularności, stopniowo nabierając rozbieżnych konotacji: z jednej strony millenialsi kojarzeni są z innowacjami, z drugiej strony często są traktowani jako kozły ofiarne, winne wszelkim nieszczęściom dzisiejszych czasów.

Osoby z nostalgicznym nastawieniem do przeszłości mają tendencję do kładzenia dużego nacisku na związki między millenialsami i mediami społecznościowymi. Dosyć powszechny pogląd na tę kwestię opiera się na przekonaniu, że młodsze pokolenia są od serwisów społecznościowych uzależnione, oraz że korzystanie z nich jest szkodliwe i doprowadziło do obojętności na otoczenie, czy wręcz do  ogólnego ogłupienia.

To przeświadczenie, szeroko rozpowszechnione w Hiszpanii, jest przedmiotem artykułu napisanego przez felietonistę i biznesmana Antonio Navalóna. W swoim reportażu Navalón zarzuca całemu pokoleniu ludzi urodzonych na przestrzeni trzech ostatnich dekad jakoby zależało im jedynie na liczbie lajków, komentarzy i followersów Autor pyta też, czy „w ogóle jest sens budowania dialogu z ludźmi, którzy nie posiadają funkcji słuchania”?

Tym sposobem Navalón przejawia poglądy typowe dla determinizmu technologicznego, równocześnie pokazując, iż nie dostrzega on żadnego postępu czy nawet potencjału wśród młodzieży. Navalón przedstawia poniekąd apokaliptyczną wizję przyszłości, pisząc, że „skoro millenialsi do niczego nie dążą, a nasza przyszłość jest w ich rękach, to przyszłość jest w szczerym polu”. Wszystko, absolutnie wszystko wydaje mu się być regresem społecznym oraz politycznym, do tego stopnia, że „dzisiejszą młodzież” uważa za wyzutą z jakichkolwiek wartościowych postaw obywatelskich czy poczucia odpowiedzialności, oraz za winną zjawisk takich jak na przykład dojście Donalda Trumpa do władzy.

Artykuł ten wzbudził wiele kontrowersji, doprowadzając do tego, że wielu kolegów po fachu Antonio Navalóna, nawet tych publikujących w tym samym dzienniku, wystąpiło w obronie młodego pokolenia. Wkrótce „Antonio Navalón” stało się jednym z Trending Topics , a sam autor dorobił się prześmiewczych zmian na swojej stronie na Wikipedii. W efekcie Navalón oficjalnie wycofał się z wcześniej zaprezentowanych opinii, co zakomunikował – uwaga, uwaga – za pomocą Twittera.

Mimo wszystko, Cafébabel postanowiło odpowiedzieć na poglądy zaprezentowane przez Navalóna, przede wszystkim w celu pokazania, że wbrew jego zarzutom, millenialsi potrafią słuchać. W swoim artykule Navalón napisał, że „chciałby zobaczyć chociażby jeden wytwór millenialsów, który nie jest filtrem na Instagramie lub aplikacją na komórkę”. Twoje życzenie jest dla nas rozkazem, Antonio. Co więcej, przedstawimy Ci nie tylko jedno, ale wiele osiągnięć millenialsów nie związanych z portalami społecznościowymi.

Millenialsi w ruchu

Żeby nie szukać daleko, chciałabym Ci przedstawić na przykład Pau, dwudziestotrzyletniego muzyka oraz studenta sztuk audiowizualnych. W zeszłym roku był uczestnikiem programu Erasmus+, w ramach którego pojechał na uniwersytet w Darmstadt w Niemczech. Poruszony ubóstwem wśród uchodźców napływających do Niemiec, wraz z innymi poznanymi na wymianie muzykami postanowił zorganizować koncert charytatywny na rzecz azylantów. – To, z czego byliśmy najbardziej dumni, to fakt, że   udało nam się przyciągnąć ludzi z bardzo różnorodnych kultur: Wietnamczyków, Turków, Kurdów, Syryjczyków, Hiszpanów, Niemców, itd. Opłaty za wejście były dobrowolne, ale w końcu głównym celem całego przedsięwzięcia było zjednoczenie się za pomocą muzyki i próba poprawienia samopoczucia ludności napływowej w Niemczech. To, co było w tym wydarzeniu najpiękniejsze, to widok jedności i braterstwa jakie narodziły się wśród muzyków, zarówno tych przyjezdnych, jak i tych lokalnych – wspomina Pau.

Kolejnym przykładem może być Luz, dwudziestopięcioletnia ilustratorka używająca sieci społecznościowych w celu uświadamiania ludzi o problemie uprzedmiotawiania kobiet. Pod pseudonimem artystycznym @LubaDalu publikuje na Instagramie swoje rysunki nawiązujące do feminizmu intersekcjonalnego, polityki i społeczeństwa. – Zaczęłam publikować moje prace na serwisach społecznościowych ze względu na łatwość i szybkość z jakimi można to robić. Potrzebuję tylko telefonu i dostępu do Internetu, którymi zawsze dysponuję. Moją motywacją jest nagląca potrzeba zaangażowania się w inicjatywy zwalczania nierówności, które panują w naszym społeczeństwie. Jestem zagorzałą zwolenniczką poglądu, że podstawowym celem takich inicjatyw powinna być edukacja i rozpowszechnianie wiedzy na temat istniejących problemów – tłumaczy Luz.

Mogłabym przedstawić też Dafne, jedną z wielu millenialsów, którzy łączą swoją edukację z aktywizmem. Dafne zajmuje się przede wszystkim prawami LGBTQ+, ruchem wolnej kultury oraz feminizmem. Dodatkowo wspiera finansowo oraz udziela się w mediach, z którymi się identyfikuje, a także przestrzega diety przyjaznej dla środowiska. – Moim zdaniem, gdy ktoś już raz zacznie się angażować w problemy otaczającego go świata, to naturalna koleją rzeczy będą angażować się coraz bardziej – mówi Dafne, tłumacząc swój udział w coraz to bardziej różnorodnych akcjach dotyczących odpowiedzialności etycznej i społecznej.

Poproszona o krótki opis pokolenia millenialsów, Dafne odpowiada: – Ciężko jest mi znaleźć jeden konkretny przymiotnik. Na pewno mogę powiedzieć, że znam osoby, które używają mediów społecznościowych żeby zawierać nowe znajomości i za pomocą tych sieci organizują potem wydarzenia lub spotkania w świecie realnym. Znam też osoby, które są zainteresowane hackerstwem, darmowym dostępem do oprogramowania, osoby, które surfują po Internecie żeby doinformować się i zbudować krytyczną opinię na temat tego co dzieje się wokół nich, i tak dalej. Widziałam też przykłady nawiązania współpracy międzypokoleniowej za pomocą sieci społecznościowych, dzięki którym obie strony uczą się od siebie i pomagają sobie wzajemnie.

Akcje glokalne

Przykładem intersekcjonalnej i międzypokoleniowej współpracy jest Lucía, młoda publicystka, która niecały rok temu wraz z czterema znajomymi założyła SaveDreams. SaveDreams jest lokalną organizacją założoną w Ibi, miejscowości zamieszkanej przez niewiele ponad 20 000 mieszkańców. Dotychczas grupa organizowała koncerty i podobne wydarzenia celem zebrania funduszy, które później przekazali na rzecz fundacji ochrony zwierząt, fundacji na rzecz osób cierpiących na Alzheimera, czy centrum opieki nad osobami niepełnosprawnymi w swojej okolicy. Chociaż sama Lucía uważa, że sieci społecznościowe rzeczywiście mogły nas uzależnić czy nawet omamić, uspokaja: – Jesteśmy pokoleniem ludzi nonkonformistycznych i odważnych, co jest odzwierciedlone w liczbie młodych, którzy wyjeżdżają za granicę i tam zaczynają życie od nowa, tak jak kiedyś musieli to zrobić nasi dziadkowie.

Albert dla odmiany wyjechał nie po to, by ułożyć własne życie od nowa, lecz po to, by ratować życie innych. Po ukończeniu studiów o ochronie środowiska doszedł do wniosku, że świat akademicki nie przyczynia się znacząco do bezpośrednich działań na rzecz natury, w związku z czym postanowił wyjechać na Wyspy Owcze, by dołączyć do organizacji Sea Shepherd zajmującej się ochroną fauny morskiej. Obecnie Albert pracuje nad powstrzymaniem grindu, czyli tradycyjnego uboju waleni do którego dochodzi co roku na Wyspach Owczych.

W międzyczasie w Hiszpanii zajmuje się promowaniem akcji prowadzonych przez Sea Shepherd na różnych portalach społecznościowych. – Wkład osób, które mają motywację, żeby przemierzyć tysiące kilometrów po to, żeby chronić życie zwierząt jest nieoceniony. To właśnie te osoby mogą później podzielić się swoimi doświadczeniami i tym, co widzieli ze swoimi znajomymi, a co za tym idzie przyczyniają się do szerzenia wiedzy o środowisku naturalnym i jego potrzebach. Chociaż to prawda, że millenialsi są uzależnieni od portali społecznościowych, to jako koordynator działań Sea Shepherd na takich portalach jestem przekonany, że bez nich nie bylibyśmy w stanie dotrzeć do tak dużej liczby osób – podsumowuje Albert.

Więc czego chcą millenialsi?

Jak zapewne już widzisz, Antonio, nie wydaje się, żeby młodzieży brakowało zainteresowań. Czego w takim razie chcą millenialsi? Przede wszystkim, aby nie mówiono o nas w sposób uogólniający, żeby nie wrzucać nas wszystkich do jednego worka. Mając na względzie kwestie bardziej istotne, millenialsi chcą, czy raczej chcemy, dążyć do ograniczenia działań mających negatywny wpływ na środowisko naturalne, osiągnięcia bardziej wyrównanych i sprawiedliwych relacji społecznych, zarówno na poziomie globalnym, jak i lokalnym, oraz doprowadzenia do równouprawnienia płci czy nawet zatarcia rozróżnienia między nimi.

To jest nasz plan: działać, i to w realnym świecie. Używać sieci i świata wirtualnego jako narzędzi służących zwiększeniu naszego zasięgu działania. Moje pokolenie, jak widzisz, nie potrzebuje aby mu mówić, co ma robić. Mamy swoje własne pomysły, które sami jesteśmy w stanie wprowadzić w życie.