Czego Hiszpanie mogą nauczyć się od Bułgarskich demonstrantów?

Artykuł opublikowany 30 lipca 2013
Artykuł opublikowany 30 lipca 2013

Jeszcze w 2012 roku pomysł organizowania wykładów o skutkach strajków okupacyjnych w London School of Economics wydawał się być czymś niepojętym. Jak się jednak okazało, było to w pełni uzasadnione. W ciągu kilku ostatnich lat protestanci obalali rządy na południu. Dziś ilość naukowych konferencji oraz artykułów poświęconych temu niegdyś nieistotnemu tematowi jest, delikatnie mówiąc, godna uwagi 

W 2013 roku to samo “okupacyjne” zjawisko dotarło do południowo-wschodniej części Europy, tym samym zmieniając bezpowrotnie tamtejszą scenę polityczną. Protesty, które rozpoczęły się w Mariborze na Słowenii w listopadzie 2012 roku, trwają do dziś w Bułgarii, Grecji i Turcji. Wspomniane ruchy unaoczniły podobieństwa systemów politycznych na dwóch różnych krańcach kontynentu i dały upust oburzeniu obywateli wielu krajów europejskich.

Wschodnia fala

Podobnie jak demonstranci z południowo-zachodniej części Europy, mieszkańcy wielu krajów na wschodzie kontynentu skarżą się na różnorodne problemy, z którymi muszą się codziennie zmagać. Należą do nich kłopoty z oszczędnościami, prywatyzacja, korupcja, bezrobocie oraz kryzys wartości państwa opiekuńczego. Problemy są te same, różnice zaś są widoczne w sposobie, w jaki rządy poszczególnych krajów odpowiadają na owe skargi. Fala ostrego krytycyzmu zapukała również do drzwi bułgarskiej demokracji i sprawiła, że centroprawicowy rząd Bojko Borisova ustąpił. Przez 35 dni mieszkańcy bułgarskich miast gromadzili się, aby wyrazić swoje niezadowolenie ze zjawiska dobrze znanego w Europie Południowej – kumoterstwa i poufnych spotkań rządowych. Bułgarscy obywatele wyrażają głośno swoje pretensje, a urzędnicy (z policją włącznie), a nawet niektórzy politycy, tacy jak prezydent Bułgarii Rosen Plevneliev - opowiadają się po ich stronie. 

Większość analityków sądzi, że żądania protestujących doprowadzą do przełomu politycznego w Bułgarii. Podobnie było tego lata w Turcji, gdzie demonstracje przeciw budowie centrum handlowego w stylu otomańskim w miejscowym parku przekształciły się w ruchy antyrządowe, które swym zasięgiem objęły wiele tureckich miast. W Bułgarii 80% społeczeństwa popiera protestantów. Istnieje ogromna szansa, że ich demokratyczne postulaty zostaną zrealizowane, zważywszy na to, że odległe protesty przyczyniły się do upadku słoweńskiego i bułgarskiego rządu w styczniu i lutym, a także do porażki niepopularnej polityki (system opieki zdrowotnej w Rumunii). Przykłady Bułgarii i Rumunii, które wciąż uważane są za kraje drugiej kategorii w Unii Europejskiej, udowadniają, że w tych krajach zdanie społeczeństwa jest bardziej brane pod uwagę przez rząd, niż ma to miejsce w krajach takich jak Włochy czy Hiszpania.  

Hiszpańska niemoc

Podobnie jak miało to miejsce w Bułgarii, w Hiszpanii demonstranci zebrali setki tysięcy podpisów pod petycją o odwołanie rządu. Ludzie gromadzą się na ulicach hiszpańskich miast domagając się dymisji rządzących. Jednak w przeciwieństwie do reakcji władz w Bułgarii, rząd Mariano Rajoya zupełnie się tym nie przejmuje. 

A zatem reakcja na protesty premiera Bułgarii, Plamena Oresharskiego – a mianowicie jego propozycja przeprowadzenia wcześniejszych wyborów, jest antytezą tego, czego oczekiwano od hiszpańskiego rządu. Bezskutecznie protesty Hiszpanów trwają od 15 maja 2011 roku, co sprawiło, że nadano im nazwę Ruchu M15. Rząd Rajoya, u władzy od 2012 roku, kategorycznie odrzuca możliwość zoranizowania wcześniejszych wyborów. Wydarzenia minionego roku okryły partię rządzącą hańbą z uwagi na liczne przypadki korupcji: sprawy Gürtel czy Bárcenas stawiają w bardzo złym świetle nie tylko członków partii, lecz także samego premiera Hiszpanii. Liczne łapówki, pranie pieniędzy, czy oszustwa podatkowe stanowią nieodzowne elementy skandali, które doprowadziły do tego, że czołowi członkowie partii premiera słowem "obrzydliwa” określają atmosferę na hiszpańskiej scenie politycznej.

Dzisiejsza Hiszpania jest zupełnie innym krajem niż ten, który zapamiętałam w 2009 roku, kiedy wyjeżdżałam do Serbii. Teraz wyedukowani Hiszpanie wychodzą na ulice błagać o pomoc w wyżywieniu swoich rodzin. Prawie 300 tysięcy młodych ludzi opuszcza kraj w poszukiwaniu lepszego życia. Dzieci chodzą do szkół głodne, chciwi i kłamliwi urzędnicy bankowi pozbawiają starszych ludzi oszczędności, zaś hiszpański rząd bezczynnie się temu wszystkiemu przygląda. W tak ciężkiej sytuacji, nawet cudowne hiszpańskie słońce nie jest w stanie złagodzić cierpienia narodu, który od lat oddaje się bezowocnym protestom. Hiszpania i Bułgaria borykają się z tymi samym problemami. Od nastawienia rządów tych krajów zależy jak długo potrwa niedola ich mieszkańców.