Czerwona linia między 2002 a 2005 rokiem

Artykuł opublikowany 18 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 18 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Dlaczego we Francji, a nie gdzie indziej palą się przedmieścia ? Wyznaczamy czerwoną linię, która łączy sukces Le Pena w wyborach prezydenckich w 2002, odrzucenie Konstytucji Europejskiej w maju 2005 i ostatnie zamieszki na przedmieściach.

Od wielu lat Francja wiedzie prym na arenie międzynarodowej ze względu na swoje wybory polityczne i rozwój społeczeństwa. Bardziej niż inne kraje europejskie. Austria z Jorgem Haiderem z pewnością dużo o niej mówiła, jednakże ksenofobiczna partia rządząca zbiera tylko 5% przychylnych opinii w sondażach. Holandia także zagłosowała „NIE” w referendum Konstytucyjnym, jednak kraj tulipanów nigdy nie był tak bardzo utożsamiany jak Paryż z tekstem którego autorstwa byłego prezydenta Valerego Giscarda d’Estaing. W ostatnim dziesięcioleciu żadne państwo nie zaznało takiego wybuchu przemocy ulicznej jaka dotknęła Francję przez te trzy tygodnie. Francja bardziej niż inne państwa przeżywa obecnie wyraźny kryzys swojego modelu społeczeństwa.

Ci którzy zagłosowali „Nie” w 2005 roku, sprzyjali Le Penowi w 2002

Istnieje czerwona linia łącząca sukces Le Pena w wyborach prezydenckich w 2002 roku, „Nie” na Europejską Konstytucję i starcia na przedmieściach. Z sondażu wykonanego przez IPSOS wynika, że 63% tych, którzy zagłosowali „Nie” 29 maja przyczynili się do katastrofy z 21 kwietnia 2002 roku: 32% głosując wyraźnie na Le Pena i 31% wybierając innego kandydata lewicy niż Lionel Jospin, nie pozwalając mu na przejście do drugiej tury. Te dwie polityczne rodziny – reakcyjna prawica i konserwatywna lewica – wspólnie bały się i boją emigracji. „Polski Hydraulik” Laurenta Fabiusa brzmi być może bardziej szykownie, niż „Arab” Jean-Marie Le Pena, jednakże meritum jest to samo.

Tym bardziej alarmujący jest związek między debatą wyborczą, skupiającą się na braku poczucia bezpieczeństwa a aktualnym stanem przedmieść. Na stronie internetowej Partii Frontu Narodowego, Le Pen próbuje skorzystać z okazji odwołując się do niepokojącego video z hasłem „Le Pen to przewidział” wykorzystywanego w trakcie wyborów europejskich w 1999 roku, pokazujące zniszczony Paryż, wybawiony przez trzykolorowy płomień– symbol Frontu Narodowego. Jednak, jak wskazują ostatnie sondaże, to Minister Spraw Wewnętrznych, Nicolas Sarkozy, zgłoszony jako kandydat do wyborów prezydenckich w 2007 roku, zaskarbia sobie zaufanie Francuzów, co potwierdza 68% pozytywnych opinii na jego temat. Szczególnie dzięki retoryce władzy i represji, która wywołała komplementy (i zazdrość) przewodniczącego Frontu Narodowego, który może tylko oklaskiwać wprowadzenie stanu wyjątkowego, wydalenie sprawców zamieszek, wypowiedzenie wojny „hołocie” i wolę „oczyszczenia osiedli Karcherem”.

Najbardziej interesującą zależnością jest ta, która istnieje między „Nie” w Europejskim referendum konstytucyjnym a kryzysem przenikającym przedmieścia, ponieważ wyłania ona na światło dzienne nie tylko niepokoje Francji ksenofobicznej i logicznie anty-europejskiej Le Pena, ale również konserwatyzm, którego dowodem jest dobra część lewicy, przywiązanej do „francuskiego modelu socjalnego”. Lewica, po odrzuceniu tej „ultraliberalnej” Konstytucji, odwołuje się dziś, znów i jak zawsze do „Państwa Dobrobytu”, aby rozwiązać problem osiedli.

Przepis na ostatni francuski koktajl społeczny

Jednakże ta sama lewica wywodząca się z doktryny colbertowskiej powinna wytłumaczyć dlaczego kraj posiadający, paradoksalnie, najhojniejszy system socjalny w Europie jest tym, w którym problemy socjalne przejawiają się z największą intensywnością. Dowodem jest miejska walka tych ostatnich tygodni, jak również śmierć 48 emigrantów w pożarach między kwietniem a sierpniem. Wyjaśnienie jest jasne: Francja przechodzi poważniejszy od innych krajów kryzys, ponieważ stanowi eksplodujący koktajl społeczny.

Kryzys ekonomiczny w jakim pogrążone są przedmieścia odzwierciedla podziały, które dotyczą dużej części populacji emigrantów, w dzielnicach, w których nie da się żyć, zbudowanych w pośpiechu w latach 60. Według Narodowego Obserwatora Wrażliwych Miejskich Stref (ZUS), wskaźnik bezrobocia osiąga 20% - dwa razy więcej niż średnia krajowa – i dochodzi nawet do 40% wśród młodych. Trudna sytuacja milionów emigrantów, których Francji nie udało się zintegrować, pogarsza się jeszcze przez „republikańskie” podejście władz.

Ta racja sama w sobie uosabia drugi składnik koktajlu: mieszanie retoryki politycznej z systemem edukacyjnym mającym na celu wcielenie jednostki do społeczności narodowej, nie biorąc pod uwagę korzeni językowych, etnicznych czy religijnych. Ze wszystkimi absurdami jakie zawiera: uczenie klas wieloetnicznych historii „naszych przodków Galów”, mówienie o „wydarzeniach” a nie o „wojnie” w Algierii jak również zakaz noszenia czarczafu w szkołach uczących głównie uczniów muzułmańskich. Jak również mówienie dzieciom i wnukom emigrantów że są „obywatelami francuskimi”, podczas gdy codziennie doświadczają dyskryminacji.

Trzecim składnikiem tego „społecznego koktajlu mołotowa”, który zagraża Francji, jest ideologia etatystyczna: to nie przez przypadek we Francji używa się pojęcia „Państwa Dobrobytu” na określenie Państwa Socjalnego. W przeddzień wystąpienia telewizyjnego Jacka Chiraca z 15 listopada, dziennik Le Monde oskarżał nawet francuskiego prezydenta o zbyt łatwe „zrzucenie” odpowiedzialności na społeczeństwo obywatelskie, zapominając o roli Państwa. Zachowanie, które prowadzi z jednej strony do podtrzymywania mitu o wszechmocy władz publicznych, a z drugiej strony do pobudzenia jeszcze silniejszej potrzeby pomocy ze strony warstwy społecznej i tak już dość mocno subwencjonowanej, a to dzięki zasiłkom dla bezrobotnych przyznawanym w sposób zbyt swobodny w stosunku do reszty Europy.

francuski model socjalny nie jest przystosowany do dzisiejszej rzeczywistości, a klasa polityczna wydaje się niezdolna do jego zreformowania. Zagrożeniem jest interpretowanie któregoś z kolej sygnału alarmowego jako zwykłego incydentu, tłumionego metodami godnymi Le Pena.