Czy dni „fish and chips” są policzone?

Artykuł opublikowany 5 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 5 czerwca 2012
Chi dorme non piglia i pesci” (czyli „bez pracy nie ma kołaczy”) głosi włoskie przysłowie, a dosłownie oznacza „kto śpi, nie chwyta ryb”. Ale kto ryby łowi, też nie może już spać spokojnie: najsłynniejszemu brytyjskiemu daniu „fish and chips” grozi wykreślenie z menu. Złe gospodarowanie morskimi zasobami może, w dłuższym okresie, doprowadzić do wyginięcia niektórych gatunków ryb.
Gra toczy się więc o wysoką stawkę tak, jak wysokokaloryczne jest danie, o którym mowa! Nawet Książę Karol zaapelował o poparcie zrównoważonego rybołówstwa, niezbędnego do ocalenia morskiej fauny i, przy okazji, narodowego symbolu Anglii.

Danie „fish and chips” składa się ze smażonej ryby i frytek. Któż tej potrawy nie kosztował i nie docenił jej smaku? Filet z białej ryby, najczęściej dorsza, jest panierowany i smażony na gorącym oleju, tym samym, który zostanie wykorzystany do przyrządzenia frytek. Ponadto, aby przypadkiem potrawa nie wydała nam się zbyt lekka i mało pożywna, podana zostanie z keczupem i majonezem. „Fish and chips" to danie na wynos, do spożycia na ulicy, w podróży, podczas pikniku, itp. Krótko mówiąc i parafrazując znaną reklamę lodów, zawsze jest pora na „fish and chips”! Cóż można dodać? Czyżby czas tej potrawy dobiegł końca po prawie 150 latach istnienia, tak radośnie obchodzonych w 2010?

Ten angielski specjał jest zagrożony drastycznym wykreśleniem z menu z powodu zbyt intensywnego połowu ryb, który przyczynia sie w znacznym stopniu do zmniejszenia zasobów rybnych w morzach i oceanach. „Sposób w jaki zdobywamy ryby dzisiaj, wpływa znacząco na jutrzejszy do nich dostęp" - ten alarmujący komunikat książę Karol wygłosił  podczas przemówienia na Światowym Kongresie Rybołówstwa (World Fisheries Congress) w Edynburgu, jako założyciel charytatywnej organizacji International Sustainability Unit (ISU).

„Fish and chips” to najbardziej znane angielskie danie. W Wielkiej Brytanii  jego spożycie odpowiada prawie 25% ogólnej konsumpcji białej ryby w całym kraju oraz 10% konsumpcji frytek. Ponadto, specjalność ta jest rozpowszechniona również poza granicami państwa: w KanadzieAustraliiNowej Zelandii RPA. „Fish and chips” jest smaczne i apetyczne, ale jest też druga strona medalu: produkty są smażone i wysokokaloryczne. Na przykład, jedna porcja „fish and chips” to średnio ponad 500 kalorii... Jeśli więc przesadzicie z konsumpcją, możecie mieć niezłe kłopoty! 

A jeśli nadal nie zdecydowaliście i wahacie się co wybrać na obiad lub kolację, czy przyjemną wycieczkę nad morze, postawcie na dania bez udziału smażonej ryby. 

Będzie wam wdzięczny przede wszystkim dorsz oraz wasz własny żołądek, organizacje ekologiczne i, najprawdopodobniej, sam książę Karol. 

Fot.: (cc) psd/flickr; w tekście: (cc) cwgc/flickr.