Czy Emmanuel Macron uchroni Francję przed Marine Le Pen?

Artykuł opublikowany 22 lutego 2017
Artykuł opublikowany 22 lutego 2017

Ostatnie miesiące były zdominowane przez politycznych outsiderów – począwszy od Marine le Pen, skończywszy na Donaldzie Trumpie. Ale czy młody i niezależny Emmanuel Macron ma w sobie wystarczająco dużo z outsidera, żeby zostać nowym prezydentem Francji? [OPINIA]

Po szokującym wyniku czerwcowego brytyjskiego referendum i wyborze Donalda Trumpa na prezydenta, świat z niepokojem oczekuje tego, co wydarzy się we Francji. Późną wiosną 2017 odbędą się tu wybory prezydenckie (podobnie jak w Niemczech i Holandii). Nadzieja rośnie wśród europejskich skrajnie prawicowych partii. Jedną z nich jest francuski Front Narodowy (FN).

Emmanuel Macron nie mógł przewidzieć tych okoliczności, ale równocześnie nie mógł wybrać lepszego czasu na start w wyborach prezydenckich. Jego ruch En Marche! [Naprzód! – przyp. tłum.] został założony w kwietniu 2016. Ruch umieścił na sztandarach uwolenienie Francji od urzędniczej biurokracji i zbędnych restrykcji przy jednoczesnej wierności ideałom Unii Europejskiej – strategia, która okazała się niezwykle popularna wśród młodych wyborców. Macron rozpoczął swoją kampanię w doskonałym momencie, by ze swoim centrowym programem stać się alternatywą dla francuskiego wyborcy.

Co się stało, messieurs?

Marine le Pen oficjalnie rozpoczęła swoją kampanię 5 lutego w Lyonie. W ostatnich miesiącach zwiększyła swoją popularność wsród Francuzów, zyskując najwyższe poparcie w historii – 25%.

Swój sukces FN zawdzięcza poważnym błędom Partii Socjalistycznej i Republikanów. François Fillon, poprzedni „rozsądny” konserwatywny kandydat, był oskarżony o wydanie miliona euro z finansów publicznych na pensje dla żony i rodziny; w ten sposób idealnie wstrzelił się w antysystemową retorykę Le Pen. W tym samym czasie polityka François Hollande’a (i bardzo niskie poparcie: zaledwie 4%) zdyskwalifikowała Partię Socjalistyczną z francuskiej polityki na kilka dobrych lat. Szacuje się, że w pierwszej turze wyborów 27 kwietnia wynik tej partii będzie podobny do wyniku popieranego przez radykalną lewicę i komunistów Jean-Luca Mélenchona.

Sytuacja, która tak wzmocniła kampanię Le Pen, okazuje się być korzystna również dla Macrona. Ten niezależny kandydat, który, celowo lub też nie, do stycznia pozostawał w cieniu, może obecnie stanąć do walki z Le Pen jak równy z równym – będzie musiał jednak przygotować się do trudnej kampanii.

En Marche!

Do początku lutego 2017 En Marche! zgromadziło ponad 170,000 członków i zdobyła około 21-procentowe poparcie w sondażach. Macron lubi nazywać to ich „politycznym powstaniem”. Niemalże nikt nie spodziewał się, że 39-letni były minister gospodarki osiągnie sukces w tak krótkim czasie. Nie tylko zewnętrzne okoliczności sprzyjają Macronowi, który zdobył rozgłos dzięki regularnym występom w telewizji i bezbłędnej retoryce. Niektórzy krytycy okrzyknęli Macrona francuskim Johnem F. Kennedym. Macron, jako ostatnia deska ratunku wobec perspektywy prezydentury Le Pen, może zjednoczyć Francję o wiele lepiej niż niejeden wprawiony w bojach francuski polityk.

Młody, charyzmatyczny i wielojęzyczny Macron jako minister ekonomii w rządzie Manuela Vallsa, popierał wiele liberalnych rozwiązań, m.in. kontrowersyjną reformę loi travail [prawa pracy – przyp. tłum.]. Wierzy, że Francja wyjdzie najlepiej konkurowaniu na globalnym rynku w ramach Unii Europejskiej przy jednoczesnym pozostaniu wiernym swoim socjalnym ideałom. Macron lubi prowokować i prowadzić wielogodzinne debaty.

Macron jeszcze nigdy nie został wybrany i dlatego też nie musiał prowadzić kampanii wyborczej. Ale oznacza to również, że nigdy nie poniósł klęski. To czyni go poważnym oponentem Le Pen, jako że nie jest częścią systemu, z którym ona próbuje walczyć.

Macron wygłasza własne antysystemowe przemowy w ramach En Marche! Zostaje przy tym wierny swojej kapitalistyczno-kosmopolitycznej wizji Francji. Dzięki temu zdobywa głosy wśród osób umiarkowanie konserwatywnych i liberalnych. Nie wyklucza przy tym umiarkowanej lewicy: coś bardzo nietypowego dla byłego bankowca związanego z bankiem Rothschildów i absolwenta prestiżowego Uniwersytetu Paris-Nanterre.

Dla typowego wyborcy lewicy Macron wciąż reprezentuje głęboką przepaść między polityczną elitą a francuskim społeczeństwem. Macron lubi mówić o sobie jako o twarzy politycznego powstania przeciw władzy i jako o kimś, kto odblokuje Francję. Ale ten nowicjusz usłyszał już zarzut o bycie nieautentycznym (niedawno wyszło na jaw, że Macron podczas pełnienia swojej roli jako minister wydał 120,000 euro na próbę rozpoczęcia swojej kampanii), a jego były szef Valls nazwał ruch En Marche! populizmem light”. 

Jednocześnie Macron dobrze wie, jak przypodobać się tradycyjnej lewicy. Uczynił to poprzez ogłoszenie swojej kandydatury na prezydenta w Bobigny, na paryskich przedmieściach, gdzie przez pięć lat rządów Partii Socjalistycznej niewiele zrobiono w celu zmniejszenia nierówności na rogatkach stolicy. Macron opowiada się za bardziej liberalnym podejściem do prawa pracy, jednocześnie nie ignorując kwestii socjalnych; podejście, które jest bliźniaczo podobne do strategii Alaina Juppé (który przegrał z Fillonem w prawyborach). 

Macronowi wyszłoby na dobre zachowanie statusu prowokatora do 27 kwietnia. Pytanie tylko, jak długo opinia młodego i popularnego utrzyma go w bezpiecznym miejscu na politycznym polu walki, jako że coraz więcej pułapek zaczyna czyhać na tego młodego kandydata. Do tej pory jego ruch zdobył tysiące zwolenników, a sondaże wskazują, że ma spore szanse na wygranie w tegorocznych wyobrach. Mimo to nie wiadomo jeszcze, czy uda mu się w pojedynkę wygrać z uznanymi partiami politycznymi.

Niemniej jednak francuski klimat polityczny sprzyja mu. Dzięki aferze Fillona widmo zwycięstwa Marine Le PEn jest jak najbardziej realne, zaś Macron najprawdopodobniej będzie jedyną alternatywą dla umiarkowanych wyborców w drugiej turze. Jeżeli dojdzie wtedy do kolejnego wyścigu wyborczego między Macron a Le Pen, może on skorzytać ze sprzyjącego mu klimatu politycznego i wygrać.