Czy Francja zjednoczy się przeciwko Marine Le Pen?

Artykuł opublikowany 5 maja 2017
Artykuł opublikowany 5 maja 2017

Marine Le Pen zmierzy się w niedzielę z Emmanuelem Macronem. W obronie przed zagrożeniem Frontu Narodowego, związki zawodowe apelują o mobilizację. Poniedziałkowy marsz zgromadził mniej ludzi, niż pamiętna demonstracja 1 maja 2002 roku przeciwko ojcu dzisiejszej kandydatki. Między jednością a podziałami wobec FN, reportaż z serca tłumu.

Pochody, spotkania, manifestacje – zgromadzenia 1 maja 2017 we Francji dobrze ilustrują podziały między dwoma turami wyborów. Z jednej strony, marsz przeciwko Frontowi Narodowemu rusza z Placu Republiki, pod egidą CFDT (największej organizacji związkowej we Francji – przyp. tłum.). Z drugiej strony, Jean-Marie Le Pen wygłasza swoje tradycyjne przemówienie ku czci Joanny D'Arc na rue Rivoli. Podczas gdy ojciec nawołuje do głosowania na córkę, związki zawodowe otwarcie wspierają jej przeciwnika, Emmanuela Macrona. Poniedziałkowa demonstracja jest inspirowana tą, która odbyła się 1 maja 2002 roku. Kiedy Jean-Marie Le Pen nieoczekiwanie przeszedł do drugiej tury, na ulice wyszły tłumy ludzi zmotywowanych, żeby przeciwstawić się skrajnej prawicy. Dziś to zagrożenie powróciło: Marine Le Pen przeszła do drugiej tury, z wynikiem o trzy punkty procentowe słabszym, niż Macron. Mimo to, demonstracje oburzonych obywateli zgromadziły ułamek tłumu sprzed 15 lat. Co się zmieniło?

Banalizacja zła

Mobilizacja 1 maja 2017 roku nie spełniła oczekiwań. Kwalifikacja do drugiej tury wyborów prezydenckich kandydatki FN nie wywołała szoku. Przeciwnie, widmo Le Pen wisi nad Francją już od dawna. To skutek banalizacji tej skrajnie prawicowej partii, która postępuje w każdych kolejnych wyborach. Dla Mathieu Molarda, redaktora naczelnego Streetpress, specjalisty od Frontu Narodowego, na tę sytuację składają się różne czynniki. Francuzi tracą zaufanie do polityki wobec „braku wybitnych polityków pierwszego planu”. Drugim czynnikiem są sondaże, które od miesięcy przewidywały obecność Marine Le Pen w drugiej turze, tworząc wrażenie nieuchronności.

Banalizacja Frontu Narodowego wynika z trwających od dawna wysiłków tej partii w zakresie komunikacji. Czy możliwe jest znormalizowanie partii reprezentującej skrajną prawicę? Strategia stworzona przez numer 2 FN Floriana Philippot polega na odrzuceniu niektórych najbardziej radykalnych punktów programu, aby dotrzeć do szerszego elektoratu. – To nie oznacza, że partia się rzeczywiście normalizuje – podkreśla dziennikarz, wskazując na obecność dawnych działaczy Groupe Union Défense (GUD, skrajnie prawicowa organizacja studencka znana z brutalnych akcji) w bliskim otoczeniu Marine Le Pen. – Front Narodowy stara się sprawić mniej diaboliczne wrażenie, żeby ludzie mniej się bali – ocenia Marwan, 22-letni manifestant. – To właśnie pozwala im zdobyć więcej głosów – kontynuuje.

„Partia rasistowska”

Związki zawodowe chcą powstrzymać tę tendencję. Pod marmurowym posągiem Marianny, CGTFOFSUSolidaires rozpoczynają manifestację. Uczestnicy ruszają aleją Republiki, okrzyki najaktywniejszych grup tworzą ogłuszający gwar.

– Trzeba pokonać FN w imię postępu społecznego. FN to partia rasistowska, ksenofobiczna, antykobieca i liberalna – deklaruje Philippe Martinez, sekretarz generalny CGT (Powszechna Konfederacja Pracy, konfederacja związkowa związana z Partią Komunistyczną – przyp. tłum.). W tej wypowiedzi zawiera się cały paradoks tej manifestacji. Tu i ówdzie widać odniesienia do Donalda TrumpaBrexitu. Porównania niezbyt pochlebne dla kandydatki Frontu Narodowego, kojarzonej z rosnącym populizmem na świecie. Te głosy nikną w kakofonii postulatów różnorodnych grup, które stawiły się na manifestacji. Europejscy federaliści maszerują ramię w ramię z organizacją antyizraelską. Nieco dalej, pod czerwonymi sztandarami z wizerunkami Mao i Stalina maszerują komuniści, ciasno otaczając ciężarówkę. Wydają się tworzyć własną manifestację. Demonstracja przeciwko FN gromadzi siły tak różne, że traci swój podstawowy walor jedności.

Pochód kroczy ślimaczym tempem. Zbliżając się do placu Bastylii nagle się zatrzymuje. Zerkamy na media społecznościowe. Media donoszą o starciach: odziani w kominiarki aktywiści Black Bloc (radykalnej organizacji antyfaszystowskiej i anarchistycznej) ustawiają się przed związkowcami, aby sprowokować siły porządkowe. – Sześć policjantów zostało rannych, w tym jeden został ciężko raniony w rękę, a inny poważnie poparzony na twarzy – ocenia minister spraw wewnętrznych Matthias Fekl. Trzeba przyznać, że incydent kontrastuje z raczej piknikową atmosferą reszty manifestacji.

W tym zgiełku i wrzawie do głowy przychodzi jedna gorzka myśl: czy uda nam się zjednoczyć przeciwko FN? Odpowiedź w niedzielę.