Czy „love story” Barack-Europa przyniesie nam rozczarowanie?

Artykuł opublikowany 31 marca 2009
Artykuł opublikowany 31 marca 2009

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Oraz dlaczego Amerykanie potrzebują Europy w Afganistanie i dlaczego prezydent-elekt jest jak Roosevelt. Wywiad z Martinem Schainem, profesorem politologii na Uniwersytecie Nowojorskim.

Jak będą się rozwijać stosunki transatlantyckie za rządów Baracka Obamy?

Główne problemy ciągną się od lat pięćdziesiątych. Amerykanie chcą, aby Europejczycy bardziej się angażowali, podczas gdy ci z kolei chcą, aby Ameryka była bardziej im zobowiązana. Administracja Obamy będzie dążyć do większych działań europejskich w Afganistanie. Unia Europejska natomiast może zażądać, by Stany Zjednoczone były bardziej zaangażowane, dajmy na to, w walkę z globalnym ociepleniem.

Francuski minister spraw zagranicznych mówi o „love story” pomiędzy Francuzami a Barackiem Obamą.

Jeśli lubiłeś politykę zagraniczną Clintona, będziesz też lubił tę Obamy. Obecnie zaczyna on bowiem montować swoich współpracowników ds. spraw zagranicznych spośród ludzi Clintona. Oczywiście, unilateralizm rozpoczął się pod koniec drugiej kadencji Clintona, lecz relacje UE-USA poprawią się wraz z Obamą ponieważ nowy prezydent będzie bardziej otwarty na dialog i nie będzie używał tego samego słownictwa co administracja Busha (jak na przykład „stara” i „nowa” Europa). Generalnie, poza unilaterlizmem wszystko pozostanie niezmienione. Niemniej jednak konflikty będą nieuniknione.

Tak jak Afganistan?

Tak. Amerykanie potrzebują czegoś od Europejczyków. Bazowe siły w Afganistanie są europejskie. Prawdopodobnie zmieni się to wraz z administracją Obamy, która będzie chciała jeszcze większej obecności tych oddziałów. Zasady zaangażowania również staną się bardziej ofensywne. Będzie jednak też większe ześrodkowanie.

Czy Europejczycy będą zawiedzeni Obamą?

Obama jest człowiekiem, który rozumie niuanse polityki społecznej.

Jak to możliwe skoro miał on 82% poparcia w Europie? On jest naprawdę wielkim politykiem! Pobił samą Hillary Clinton! Stworzył najlepszą machinę wyborczą, jaką kiedykolwiek widziałem z organizacjami dobrze osadzonymi we wszystkich 50 stanach. Jest jedynym kandydatem który nie zreorganizował swojego sztabu. Co więcej, jest on człowiekiem, który rozumie niuanse polityki społecznej. Jest taki jak Bill Clinton. Z dwoma różnicami. Jest niezwykle dobrze zorganizowany i robi, co mówi. 

Kto jest wzorem Obamy?

Roosevelt. Czasy są podobne. Roosevelt był elastyczny, rozumiał dobrze politykę społeczną i był bardzo zdolny.

Czy Obama może być pierwszym światowym przywódcą?

W sumie tak. On przemawia do świata. Weźmy jako przykład jego przemowę w Berlinie (24 lipca 2008 roku). Mieszkał w Indonezji. Z całą pewnością ma międzynarodową charyzmę. Spójrz, on nie jest Afro-Amerykaninem. Jest synem imigranta. W pewnym sensie jest on Afrykaninem i Amerykaninem. Ma w swoich korzeniach historię niewolnictwa, ale ze strony swojej matki, której rodzina miała niewolników.