Czy Martin Schulz to prawdziwy bohater?

Artykuł opublikowany 14 marca 2016
Artykuł opublikowany 14 marca 2016

Stanowcze słowa i gesty w Parlamencie Europejskim: Martin Schulz wyrzucił z posiedzenia posła greckiej partii neonazistowskiej Złoty Świt z powodu rasistowskiego podjudzania przeciwko Turkom. W reakcji nagrodzono go ogromnymi brawami. Prasa i fora internetowe rozbrzmiały pochwałami. Ale czy jego czyn był rzeczywiście taki bohaterski?

 „Sięgam po nadzwyczajne środki, ponieważ uważam je za konieczne dla zachowania godności naszej instytucji. Dziś rano pod tym dachem miał miejsce incydent, na który parlament nie może nie zareagować, w obliczu którego trzeba podjąć akcję” - tymi słowy Martin Schulz zapowiedział wyrzucenie z posiedzenia europarlamentu radykalnie prawicowego posła Eleftheriosa Synadinosa. Powodem była rasistowska wypowiedź polityka partii Złoty Świt, który podczas wielogodzinnej debaty na temat  szczytu Turcja – Unia Europejska, powołując się na „osmańskich naukowców”, określił Turków mianem „duchowych barbarzyńców, bezbożników i oszustów”. Taka wypowiedź w murach Parlamentu Europejskiego, którego filarami są wartości takie jak pokój, demokracja, równość i praworządność, wywołała skandal. Martin Schulz uzasadnił swoje postępowanie mówiąc, że nie chce, by rasizm wkroczył na salony. I miał słuszność.

Martin Schulz, nowy superbohater UE

W kilka godzin po wykluczenia greckiego posła z posiedzenia, film dokumentujący to wydarzenie podbija internet. Facebookowa tablica Martina Schulza pełna jest komentarzy. Wielokrotnie powtarza się tam: „Well done”. Mowa jest o „odrodzeniu tolerancji”. Takich polityków jak Martin Schulz powinno być więcej, piszą użytkownicy. Grad pochwał zasypuje polityka również z platform informacyjnych takich jak bento czy Vice, skierowanych głównie do młodszych odbiorców. W nagłówkach robią z Martina Schulza bohatera. Jednak na ile patosu i euforii tak naprawdę zasłużył Schulz?

Warto zerknąć do słownika. Jako „bohatera“ definiuje się kogoś, kto „nieustraszenie i odważnie mierzy się z jakimś trudnym zadaniem i dokonuje nadzwyczajnego czynu, który przynosi mu chwałę”. Wyproszenie posła z posiedzenia było z pewnością czymś nadzwyczajnym w historii Parlamentu Europejskiego, jednakże „trudne zadanie” rozumiem nieco inaczej. Martin Schulz wykonał po prostu swój obowiązek jako przewodniczącego europarlamentu. Ktoś, kto pozwala sobie na rasistowskie uwagi, nie ma w Parlamencie czego szukać.

Jednakże w czasach, gdy płoną obozy dla uchodźców, gdy przemytnicy bogacą się na ludzkiej śmierci, prawicowi populiści wchodzą do parlamentów, a Donald Trump wygrywa prawybory, akcje takie jak ta Martina Schulza czy przemowa Dunji Hayali podczas wręczenia Złotych Kamer stają się iskierkami nadziei na otwarte, tolerancyjne społeczeństwo i przywracają wiarę w dobro na tym świecie.