Czy mówisz moim językiem?

Artykuł opublikowany 20 czerwca 2006
Artykuł opublikowany 20 czerwca 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Maltańczyk zaczyna naukę obcego języka w wieku 5 lat, fińskie szkoły uczą nawet do 4 różnych języków obcych, a 80% Duńczyków jest biegłych w innym języku. A teraz Brytyjczycy…

Wielojęzykowa komunikacja jest olejem, który napędza działanie międzynarodowej współpracy, czyni możliwym międzykulturowe zrozumienie i wzmacnia nasze poczucie światowego obywatelstwa. I przydaje się dla światowego handlu. Ludzie ze zdolnościami językowymi mają lepsze perspektywy pracy, lepsze działanie mózgu, i jeśli wierzyć ankiecie brytyjskich agencji matrymonialnych, większy seksapil i samoocenę. Jaki lepszy powód by zostać poliglotą?

Rozbieżności wzdłuż kontynentu

W Europie, gdzie użycie i nauka języków obcych różni się znacząco w zależności od regionu, zachęcanie do ogólnej biegłości jest na porządku dziennym. W 2002 roku, Europejska Rada Barcelony wyraziła potrzebę, aby „ulepszać znajomość podstawowych umiejętności, w szczególności poprzez naukę przynajmniej 2 języków obcych od wczesnego wieku”. Wiek rozpoczęcia nauki języka różni się od tak wczesnego, jak 5 lat w Niderlandach do późnych 11 lat w Wielkiej Brytanii, i są różnice w ofercie języków, długości czasu przeznaczonego na ich naukę i poziom do którego nauka jest obowiązkowa lub fakultatywna. Na przykład, szwedzkie szkoły średnie oferują systemy pozwalające uczniom wybrać przodujący język w ich rozkładach zajęć; rozkłady zajęć w innych państwach narzucają bardziej jakie języki mają być nauczane, kiedy.

Ostatni raport Eurydyce dotyczący nauczania języków w Europie utożsamia kilka obiecujących dróg rozwoju i odkrywa, że wielojęzykowość wzrasta. Nauka przynajmniej jednego obcego języka jest obowiązkowa w niemalże każdym kraju, a dwa to norma. Trwanie obowiązkowego nauczania wzrosła o zaledwie jeden rok szkolny od 1994 roku. Co więcej, wiele krajów odpowiedziało na wołanie o wczesne włączenie języków w zakres szkoły podstawowej, włączając Belgię, Danię, Grecję, Austrię i Włochy.

Inicjatywy o zakresie kontynentalnym, jak np. Comenius zapewniają, że lektor się zmienia i szkolne partnerstwo, które przez lata wnosiło europejski wymiar do codziennego szkolnego życia w całej Europie jest wciąż silne, a na poziomie wyższej edukacji, projekt Sokrates/Erasmus czyni możliwymi dające satysfakcję, cenne doświadczenia dla studentów i kadry uniwersyteckiej.

Wszyscy mówią po angielsku, nieprawdaż?

Jednak jest jedna grupa Europejczyków opierających się trendowi ,rozszerzającemu się użyciu języków obcych i pozostają chronicznie jednojęzyczni: Anglojęzyczni. Mając status globalnego lingua franca, angielski jest najbardziej popularnym językiem nauczanym w Europie i reszcie świata. Blisko 90% europejskich dzieci w wieku szkolnym uczy się angielskiego, od Polski po Portugalię. Ale co się dzieje z jego rodowitymi użytkownikami? Nie jest dziwne, że mniej niż jedna trzecia ludzi w Irlandii i Wielkiej Brytanii zna jakiś inny język niż ich własny.

Brytyjskie samozadowolenie co do rozwijania dodatkowych umiejętności językowych jest notoryczne. Jako wyspiarze, nigdy nie rozwinęliśmy kultury nauki języka, a jako że wszyscy wzdłuż kanału przyjmowali angielski, nigdy nie czuliśmy potrzeby do nauki. Francuski i niemiecki, najszerzej nauczane języki w Wielkiej Brytanii, spadają na łeb na szyję w szkole średniej. Na poziomie uniwersyteckim, instytucje muszą ograniczać kursy językowe na skutek niewystarczającej liczby uczniów, a ci którzy wybierają inne przedmioty, nie mogą skorzystać z Erasmusa, ponieważ nie posiadają wystarczających umiejętności językowych, aby mieszkać za granicą.

Mimo że narodowa strategia dotycząca języków opracowana, by określić nasze językowe niedostatki, zdziałał tak dużo w promowaniu dostępu do języków we wczesnym dzieciństwie, jednoczesne wycofywanie się z obowiązkowej nauki języków w wieku 14 lat może zniweczyć wszystkie chęci. Uniwersytety skarżą się, że będzie to miało bezpośredni wpływ na przyjęcia, i ostatnie, że w przyszłości zabraknie językowych specjalistów. Kto będzie uczyć dzieci liczyć do dix (10, francuski), kiedy jest tak duży deficyt nauczycieli, że rząd musi przekupywać absolwentów poprzez finansowe zachęty, by zechcieli wykonywać zawód?

Obecnie Wielka Brytania nie ma tylu wykwalifikowanych lingwistów, aby sprostać swoim potrzebom; wbrew obiegowej opinii, nie poradzimy sobie nigdzie z samym angielskim. Isabel Moore, dyrektor CILT, Narodowego Centrum Języków, ostrzega, że taki spadek w wielojęzyczności, pociąga poważne komplikacje: "Z 70% interesów wmieszanych w jakąś formę międzynarodowej aktywności, pomysł, że języki są tylko dla studentów akademickich jest krótkowzroczny i szkodzący ekonomii". Roger Woods, przewodniczący Uniwersyteckiej Rady Nowoczesnych Języków potwierdza: "Firmy zaczynają rozumieć, że tracą możliwości biznesowe poprzez nie posiadanie znajomości obcego języka".

Korzyści z wielojęzyczności dla pojedynczych osób, ekonomii i dla międzynarodowego społeczeństwa jako całości, nie są przesadzone i potrzebujemy polityki językowej, by wyrównać. Większość Europy zrozumiała wiadomość. A dla ludzi anglojęzycznych, jeśli nie chęć, by dorównać sąsiadom na wysokim poziomie, to może stopniowe uświadamianie sobie co tracimy na płaszczyźnie osobistej, zawodowej i ekonomicznej poprzez ograniczanie się tylko do naszego ojczystego języka, być może wyrwie nas z językowego letargu.