Czy naprawdę mamy dość ekspertów i intelektualistów?

Artykuł opublikowany 7 lutego 2017
Artykuł opublikowany 7 lutego 2017

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Michael Gove, były minister sprawiedliwości Wielkiej Brytanii, przed referendum w sprawie Brexitu stwierdził, że „ludzie w tym kraju mają dość ekspertów”. Skłonność do antyintelektualizmu, łatwo zauważalna podczas zwolnień ekspertów ze służby, zwróciła uwagę zarówno na polityków jak i intelektualistów.

„Chcąc wygrać głosowanie w sprawie referendum, poszczególne frakcje rządu próbowały umniejszyć rolę ekspertów. Jako, że żyjemy w świecie postprawdy, potrzebujemy ich bardziej niż kiedykolwiek,” powiedział Nikesh Shukla, jeden z Czołowych Światowych Myślicieli w 2016 roku według Foreign Policy, podczas Seminarium Literackiego Instytutu Brytyjskiego w zeszłym miesiącu. Jest to jedno z najważniejszych wydarzeń mających zaangażować brytyjskich pisarzy w Europie Kontynentalnej.

Na pierwszy rzut oka, poglądy Gove'a i Shukla w kontekście roli ekspertów i intelektualistów zdają się diametralnie różnić. Dlaczego tak jest? Kto ma „rację”?

    Sprawdź w słowniku!

Pojęcie intelektualisty wywodzi się z łacińskiego intellectus, oznaczającego zrozumienie. Patrząc na pochodzenie etymologiczne moglibyśmy tutaj skończyć: ludzie nie mają dość państw z precyzyjnym słownictwem i dobrym rozumieniem sytuacji. Są znudzeni czymś zgoła przeciwnym.

Według ankiety Uniwersytetu Chapman w 2016 roku na temat obaw amerykanów, obywatele amerykańscy lękają się głównie skorumpowanych urzędników państwowych (60,6%), ataków terrorystycznych (41%) i braku wystarczających funduszy w przyszłości (39,9%) Intelektualistów na liście nie było. Odwrotnie, mogą okazać się potrzebni w zrozumieniu kim są ci skorumpowani urzędnicy, czym jest atak terrorystyczny i jak uchronić się przed dysproporcjami gospodarczymi i nierównościami.

    Dlaczego intelektualiści są potrzebni?

Artyści i intelektualiści rzucają światło nie tylko na obecny kryzys tożsamości w społeczeństwie, ale też na pozornie mało istotne problemy, które w przyszłości mogą stać się w pełni rozwiniętymi kryzysami. Nikesh Shukla jest jedną z takich osób. Opracował on kolekcję esejów The Good Immigrant, w której 21 pisarzy różnych narodowości opisywało imigrację w Wielkiej Brytanii. Książka została opublikowana we wrześniu 2016 roku, przewidując obecny nacisk na migracje w Anglo-Saskim świecie.

Malika Booker, pisarka i członek Douglas Caster Cultural na Uniwersytecie w Leeds, skomentowała na seminarium: „Problem artystyczny, który Nikesh Shukla zauważył i próbował rozwiązać, stworzył książkę, która wydaje się wyprzedzać swoje czasy... Stara się wyrazić jak to jest być imigrantem we współczesnej Europie, biorąc pod uwagę również Brexit. To nie było reakcyjne... Wierzę, że artyści wyprzedzają swoje czasy, w końcu są rzeczy które można tylko poczuć.”

    Co czują intelektualiści? Jak komentują całą sytuację?

W przeciągu tygodnia, Guardian napisał dwa artykuły używając prowokacyjnych tytułów: "Nie jest tak źle – mamy Venus, Serenę, Rogera and Rafaela„,i "Ciąża Beyonce: nasz sposób na odwrócenie uwagi od katastrofy."

Jeśli punkt widzenia brytyjskich gazet postrzegany jest negatywnie, sytuacja za oceanem nie wydaje się być lepsza. Heather Richardson, Profesor Historii w Boston College, napisała w niedzielę: „To, co robi główny strateg prezydenta Trumpa, Steve Bannon , w związku z drastycznym zakazem wstępu imigrantów z siedmiu głównie islamskich państw, nazywa się „wstrząsającym wydarzeniem (shock event)”. Jest to mylące i często wprowadza chaos w społeczeństwie.”

   Co mogą zrobić intelektualiści?

To jest prawdopodobnie najbardziej skomplikowane pytanie. Ich rola będzie w dużej mierze zależeć od ich sposobów radzenia sobie z obecnymi sprawami. Booker i Shukla, na przykład, mają różne zamiary: Booker chce uciec się do swojej „bubble strategy”, podczas gdy Shukla widzi rozwiązanie w otwartym dialogu ekspertów.

„Może to nie jest dobry czas by zaprosić nowy zespół i napisać kolejny esej. Wyszliśmy już poza debatowanie o obecnych wydarzeniach na świecie... Ludzie są sfatygowani... Myślę, że to dobry czas aby stworzyć jakiegoś rodzaju opór,” powiedział Shukla, dodając, że: „potrzeba tłumu nowych głosów.”

Z drugiej strony, Booker twierdzi, że najlepszą odpowiedzią dla ludzi będzie czas na uspokojenie się i dopiero wtedy znalezienie sposobu na bardziej kreatywny wkład: „Jeśli odpowiecie teraz, ale nie będzie przestrzeni na rozwinięcie pomysłu, pozostanie to tylko polemiką. Postanowiłem przezimować ten czas i „wejść do bańki”. Nie będę słuchać żadnych wiadomości przez sześć miesięcy aby móc się skoncentrować na pisaniu. Nie chcę, aby to co napiszę, było bezpośrednią odpowiedzią na to, co dzieje się na świecie. „Jako artysta, potrzebuję przestrzeni by tworzyć.”

    Jaki mamy wybór?

Jeśli oświadczenie Michaela Gove'a było tylko zagrywką polityczną, dobrym pytaniem jest czy wyżej wspomniana kombinacja strategii „dyskusjii” i „bańki” są w stanie cokolwiek zmienić. Może jednak orędownicy wstrząsających wydarzeń będą bardziej efektywni i ostudzą zapał intelektualistów? Innymi słowy, czy szokujące wydarzenia wystarczą, aby uciszyć te głosy, które starają się tworzyć mosty między różnymi wspólnotami?