Czy warto ratować socjalne dinozaury?

Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Kraje zamożne jak Francja i Niemcy nie chcą przystosować swoich systemów opieki społecznej do realiów XXI wieku. Jeśli nadal tak będzie, postępująca globalizacja, migracja zarobkowa i starzenie się społeczeństw skażą stare systemy na zagładę.

W kręgach naukowych nadal trwa spór o przyczynę wyginięcia dinozaurów. Czy był to skutek wielkiego kataklizmu czy ich niezdolności do przystosowania się do zmian zachodzących w środowisku? Bez względu na przyczynę, wynik był opłakany. Czy to samo czeka systemy opieki społecznej europejskich “socjalnych dinozaurów”?

Chore gospodarki

Wystarczy rzut oka na wskaźniki bezrobocia we Francji (9.6%), Niemczech (9.6%), Włoszech (7.7%) i Belgii (8.0%), żeby stwierdzić, że kraje te wypadają źle na tle reszty Europy. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że kraje dotychczas chełpiące się swoimi systemami opieki społecznej, coraz częściej zawodzą ludzi, którym powinny pomagać. Raport UNICEF z lutego tego roku donosi, że jedno na dziesięcioro dzieci w Niemczech żyje poniżej granicy ubóstwa; według Le monde ponad 20% mieszkańców rejonu Brukseli, w wieku produkcyjnym to bezrobotni.

Co najdziwniejsze, władze zdają się nie dostrzegać problemu, pogrążając się w coraz większych długach, dla ratowania niewydolnych systemów opieki. Tegoroczny deficyt budżetowy Francji sięgnął 3% i jak twierdzi minister finansów, Thierry Breton, pozostanie na tym samym poziomie w przyszłym roku. Sytuację pogarsza starzenie się społeczeństw. W Niemczech obecnie stosunek zatrudnionych do emerytów wynosi 2:1. Przewiduje się, ze w roku 2035 każdy pracujący będzie utrzymywać jednego emeryta.

Przestarzałe i artretyczne

Tzw. “model kontynentalny” obowiązujący w krajach społecznych dinozaurów, to system bazujący na interwencjonizmie państwa i rozrośniętym systemie opieki społecznej. Model ten ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa zatrudnienia oraz wysokich świadczeń. W Niemczech najwyższy zasiłek dla bezrobotnych wynosi 1 875 euro miesięcznie przez okres 32 miesięcy- dla porównania, w Wielkiej Brytanii zasiłek dla bezrobotnych jest uśredniony i wynosi 300 euro. Krytycy tego modelu podkreślają, że prawo pracy pochodzi z czasów, kiedy każdy miał jedna prace na całe życie a gospodarka światowa nie była tak prężna jak obecnie.

Mówiąc krotko, firmy nie chcą inwestować w tych krajach, ze względu na wysokie koszty zatrudnienia, a wysokie bezrobocie pożera wielkie sumy z budżetu państwa, które mogłyby być przeznaczone na szkolenia dla bezrobotnych pomagające im przystosować się do wymogów rynku pracy. W rezultacie zwiększa się grupa osób krytykujących system. Domenico Siniscalco, były minister finansów Włoch, określił swoją rezygnację ze stanowiska jako reakcję na kompletny “bezwład” rządu Berlusconiego. Głosy krytyki wspierają mało optymistyczne statystyki wykazujące kiepskie wskaźniki wzrostu w tych krajach. Według przewidywań The Economist, w tym roku wzrost PKB Francji wyniesie tylko 1%, i tak pozostawiając w tyle Niemcy z przyrostem PKB 0.9%.

Trzeba prawdziwych reform

Wiadomo że potrzeba reform, nikt jednak nie może się zgodzić, w których sektorach powinny być one przeprowadzone i jaki zakres miałyby obejmować. Francuscy politycy i intelektualiści bez wątpienia dostrzegają problem, jednak bardziej skupiają się na demonizowaniu anglosaskiego liberalizmu ekonomicznego. Jak podkreśla Bruno Palier, specjalista z Narodowego Ośrodka Badan Naukowych (CNRS) zajmujący się europejskimi modelami społecznymi, aby reformy były trwałe, potrzeba nie partyzantki politycznej, ale poważnej debaty, ponad wszelkiego rodzaju gierkami i animozjami partyjnymi.

Niestety, nawet kiedy rządy starają się wprowadzić reformy, wiele przeszkód utrudnia ich starania. W ubiegłym roku, kiedy rząd Francji próbował „obciąć” jedno święto z kalendarza dni wolnych, związki zawodowe uniemożliwiły to, zastraszając rząd- jak zresztą robią za każdym razem, gdy pojawia się projekt reform. Co w tym złego? To, ze tylko 2 miliony (8%) francuzów jest członkami związków. Z kolei w Niemczech struktura federalna stworzona w celu decentralizacji i powstrzymania rządu od prób wprowadzania zbyt radykalnych reform, kiedy potrzeba słusznych reform, okazała się aż zbyt efektywna.

W ostatnich miesiącach mogliśmy zauważyć pewne pomyślne zmiany. We Francji premier de Villepin przeforsował nową umowę, w mniejszym stopniu chroniącą pracownika; oraz ograniczoną prywatyzację. W styczniu urzędujący wówczas kanclerz Schroeder przepchnął kontrowersyjny program Hartz reform, mający na celu redukcję bezrobocia przez osłabianie systemów chroniących pracowników i tworzenie większej ilości stanowisk pracy w niepełnym wymiarze godzin.

Mimo zmian, potrzebny jest całkiem nowy model, nie tylko reformy łatające stary system. Niestety, podzielona koalicja rządząca w Niemczech, siłowanie się ze związkami we Francji i osłabiona koalicja rządu Berlusconiego we Włoszech, nie dają nadziei na znaczne zmiany. Stara Europa jeszcze przez jakiś czas pozostanie parkiem jurajskim.