Czy zielony aktywizm jest zarezerwowany dla liberalnej elity?

Artykuł opublikowany 21 sierpnia 2015
Artykuł opublikowany 21 sierpnia 2015

Zbiorowa ludzka wyobraźnia przedstawia écolos (członków belgijskiej pro-środowiskowej partii „Ecolo”) jako zrelaksowanych ludzi wciąż jeżdżących na rowerze, robiących zakupy na targu, oraz omawiających społeczne problemy przy piwie warzonym w domu. Przez niektórych mogą być oni również uznani za hipisów. Czy ekologia nadal liczy się tylko dla elity?

Udzielenie jednoznacznej odpowiedzi jest niemożliwe, bo w tym celu należałoby przestudiować profil społeczno-gospodarczy każdego écolo. Jednak, gdy przeanalizuje się fakty, można zauważyć pewną skłonność odróżniającą ich od innych. Konsultant w kampanii Europejskiej Partii Zielonych Johannes Hillje zwraca uwagę na dane z 2014 roku, które wskazują na to, że stosunkowo dużą liczbę wyborców stanowią ludzie młodzi, zwłaszcza kobiety, w wieku 18-34 lat, zamieszkujący miasta, dobrze wykształceni, interesujący się polityką, oraz lepiej poinformowani niż przeciętni obywatele.

Grupa społeczna czy wspólne wartości? 

Czy zatem écolos to coś w rodzaju intelektualnej sekty? Możliwe. Czy to może być nawet ekonomiczna sekta? Trudno powiedzieć. Obecnie nie sposób udzielić jednoznaczniej odpowiedzi. Nawet jeśli niektórzy nadal kojarzą „wyższe wykształcenie" z „dobrze płatną pracą", było to prawdą w czasach naszych rodziców, lecz niestety nie dziś.  Według Johannesa Hillje kategoria zawodowa nie jest już dziś głównym wyznacznikiem statusu społecznego. „Nasi wyborcy nie identyfikują się z daną klasą społeczną, lecz ze wspólnymi wartościami i interesami” – tłumaczy.

Z tym punktem widzenia zgadza się Caroline Close, prowadząca badania naukowe po doktoracie w CEVIPOL (Centrum Badań Życia Politycznego i Społecznego) na Wolnym Uniwersytecie Brukselskim. Zwraca jednak uwagę na pewien niuas: „Partie zielone nie są partiami klasowymi. Ich stanowisko dotyczy raczej preferencji i orientacji politycznej. Partie te opierają swoje poglądy na wartościach postmaterialistycznych, które odchodzą od dążenia za wszelką cenę do bezpieczeństwa finansowego. Podkreślają jakość życia i rozwoju osobistego, który nie jest związany z karierą, lub pieniędzmi, lecz zdecydowanie z rodziną, życiem w społeczeństwie, kulturą i otwartością umysłu. Ta koncepcja jest bardziej kusząca dla kogoś, kto już osiągnął pewien komfort materialny. Partiami zielonych z pewnością nie zainteresują się na przykład osoby ubiegające się o pracę, dążące do poprawy swojego życia”.

Stereotyp écolo= elita zdaje się być zatem uzasadniony, zwłaszcza jeśli za wspólny mianownik wieźmiemy edukację. Jak podkreśla Close „Partie zielonych wywodzą się z ruchów aktywistów z lat 60. i 70. Wyróżniały się postępowością w wielu aspektach taich jak wolność moralna, feminizm, prawa mniejszości seksualnych, prawa do aborcji. Podstawy tych parti opierały się na wykształconych ludziach wyzwolonych odhierarchii i konwencji”.

Écolo w duszy czy écolo przy urnie? 

To by było na tyle teorii. Co tak naprawdę dzieję się w praktyce? Bycie écolo to nie wyłącznie kwestia głosowania na pertie zielonych. Chodzi także o prawdziwe zaangażowanie społeczne. Jak dowodzą wcześniej przytoczone dane, wyborcy écolo są młodzi, wykształceni, stabilni finansowo i należą do nich głównie kobiety. Czy taki sam profil mają aktywiści? 

Robin Guns jest artystą estradowym oraz pracuje na pełen etat dla belgijskiego stowarzyszenia Les Amis de la Terre (Przyjaciele Ziemi). On widzi tę sytuację inaczej. „Opis się zgadza pod względem wykształcenia, ale nie w kwestii finansowej. Większość naszych członków pochodzi z klasy średniej i jest u nas więcej mężczyzn niż kobiet. Jednak to, co nas różni najbardziej, to transza wieku. Nasza organizacja ma duży staż, powstała ponad 40 lat temu, w związku z tym jest u nas wielu wolontariuszy w wieku 50-60 lat.  Staramy się również przyciągać młodych ludzi, w taki sposób, aby mogli się angażować w naszą działalność, lecz to nie stanie się z dnia na dzień. Sytuacja jest podobna w innych organizacjach, z którymi współpracujemy. One również starają się trafiać do większej ilości młodych ludzi, ale trafiają na takie same trudności, jak my”.

Wniosek z tego, że istnieje przepaść między écolo w duszy i écolo przy urnie. Ci młodzi, dobrze wykształceni ludzie, mogą być bardziej świadomi zagrożeń dotyczących środowiska i być bardziej zaangażowani niż inni aktywiści. Close zauważa, że „to postawa, którą wyraźniej widzi się wśród elektoratu zielonych niż wśród elektoratu innych partii”. Jednak zaangażowanie nie osiąga takiej intensywności, by przybrać formę codziennego zaangażowania w działalność stowarzyszeń.  

Zatem, jak stwierdziłam wcześniej, nie sposób jest wyciagnąć ostateczne wnioski. Jeśli jako analizowaną grupę obierzemy elektorat zielonych partii, to owszem, można stwierdzić, że przynajmniej pod względęm intelektualnym ekologia to elitarny problem. Jednak, gdy przyjrzymy się temu, co dzieje się w praktyce, dojdziemy do zupełnie innych wniosków. Status „zielonej elity" występuje rzadziej w konkretnych działaniach uświadamiających.