Czyimi prawami będzie się rządzić przyroda w Polsce: swoimi czy PiSu?

Artykuł opublikowany 1 marca 2016
Artykuł opublikowany 1 marca 2016

Warto się przyjrzeć polityce rządu dotyczącej ochrony środowiska, ponieważ w najbliższym czasie zapadną decyzje regulujące polskie prawo łowieckie, nastąpi nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt, a także należy się spodziewać kluczowych rozstrzygnięć w kwestii dopłat do OZE. Nie bez znaczenia są też plany nowo-powstałego Ministerstwa Energetyki.

Rządowy rollercoaster w kwestii ochrony zwierząt 

Odetchnąłem z ulgą, gdy na początku 2016 r. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński zawiadomił o zaprzestaniu prac nad zgłoszonym przez kilku posłów PiS-u projektem nowego prawa łowieckiego. Proponowane rozwiązania nie tylko godziły w przyjęte normy etyczne, lecz także naruszały prawo do tajemnicy poglądów oraz prawo własności, a jednocześnie niemal całkowicie pozbawiając państwo kontroli nad Polskim Związkiem Łowieckim. Na alarm biły organizacje pozarządowe, autorytety, a nawet konstytucjonaliści, w opinii których proponowane zmiany naruszały obowiązujące prawo. Pod naporem krytyki, projekt ostatecznie porzucono.

Po tych doświadczeniach, rządzący podali niedawno do wiadomości proponowane zmiany w Ustawie o Ochronie Praw Zwierząt, i trzeba przyznać, że widać w nich wiele pozytywów; nowa ustawa ma m.in. zabronić wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Według Marka Suskiego, wiceprzewodniczącego Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt, ma to nastąpić na zasadzie wygaszenia: zwierzęta, które już są w cyrkach, nadal w nich pozostaną, ale nie będzie można pozyskiwać nowych. Podobnie z zakazem trzymania psów na uwięzi; jest propozycja, aby psy mogły być trzymane tylko w kojcach o dopasowanej powierzchni i z odpowiednim zadaszeniem. Pozostaje pytanie, jak takie prawo miałoby być egzekwowanie, skoro Polacy do tej pory mają poważne problemy z zapewnieniem psom ustawowych trzech metrów smyczy...

Co do pozostałych planów rządzącej ekipy, duże nadzieje rozbudzają doniesienia o zakazie hodowli zwierząt futerkowych. Słychać też pogłoski o obowiązkowym chipowaniu zwierząt domowych. Nikłe są natomiast szanse na delegalizację uboju rytualnego.

Polska węglem stoi, choć węgiel w Polsce leży

Jak dotąd, jednym z ciekawszych posunięć nowych władz było powołanie Ministerstwa Energetyki, które ma zadbać o efektywność dedykowanego mu sektora, gównie jego części wydobywczo-surowcowej. Ruch ten można interpretować jako kolejną już próbę ożywienia polskiego górnictwa węglowego. Ponadto w miejsce Kompanii Węglowej została powołana Polska Grupa Górnicza, której celem jest obniżenie kosztów wydobycia oraz jak najszybsze przywrócenie rentowności polskim kopalniom. Proces ten ma trwać 5-6 lat. Rząd zapowiada przy tym, że nie będzie udzielał bezpośrednich dopłat działającym kopalniom, za wyjątkiem 400 mln zł subwencji dla Spółki Restrukturyzacji Kopalń oraz objętych tajemnicą państwową środków dla Agencji Rezerw Materiałowych, która skupuje i gromadzi niezbędne dla bezpieczeństwa kraju surowce. Jest tajemnicą poliszynela, że największe rezerwy poczyniono w polskim węglu; choć dokładnie nikt tego nie wie, bo to też ściśle tajne.

 Doskonale natomiast wiadomo, skąd pochodzi znaczna cześć pieniędzy, które przysłużą się sfinansowaniu rządowych planów. Według raportu (pełna wersja po angielsku tutaj) CEE Bank Network (sieci ekologicznych organizacji pozarządowych, monitorujących wydatkowanie funduszy UE pod kątem ich oddziaływania na środowisko), Polska planuje wykorzystać środki z Europejskiej Polityki Spójności 2014-2020 (blisko 80 mld euro), dedykowanych w główniej mierze ochronie środowiska, przede wszystkim do finansowania uzależnionej od węgla energetyki. Zamiast niskowęglowych rozwiązań, wspomagany będzie wysokoemisyjny transport, betonowa infrastruktura, a inwestycje w rozwój turystyki w znacznym stopniu zastąpią ochronę bioróżnorodności. Autorzy raportu zwracają uwagę na słabe wsparcie dla inteligentnych, rozproszonych technologii pozyskiwania energii, takich jak przydomowe mikroelektrownie. Innymi słowy, Polska nie będzie dekarbonizować gospodarki, co by było w zgodzie z ustanowionym przez Komisję Europejską podziałem funduszy, lecz dużą część z otrzymanych środków przeznaczy na utrwalenie wysokoemisyjnego statusu quo. Pieniądze z UE mogłyby przyczynić się do zastąpienia dymiących kominów elektrowni innowacyjnymi technologiami. Jednak, by tego dokonać, oprócz pieniędzy potrzebna jest jeszcze wola polityczna, a tej nam niestety brak.

Co z OZE?

Mimo że polska energetyka opiera się na węglu, 2015 r. był rekordowy pod względem ilości energii pozyskanej z odnawialnych źródeł (7 proc. w całym miksie energetycznym). W myśl unijnych dyrektyw, do 2020 udział odnawialnych źródeł energii (OZE) w polskim miksie energetycznym musi osiągnąć 15 proc., ale już dziś wiadomo, że cel ten nie zostanie osiągnięty. Powodów jest wiele i w tej sytuacji zadziwiająca wydaje się opieszałość rządzących z wprowadzenim odpowiednich regulacji. Nadal nie ma Ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii, która miała wejść w życie w styczniu 2016, ale z powodu negatywnej opinii Ministra Energii utknęła na etapie projektu. Ministerstwo zapowiada, że prace zostaną zakończone jeszcze w pierwszym półroczu 2016, a grupa, która otrzyma największe dofinansowanie, to małe biogazownie. W tej chwili w Polsce jest około 30 takich zakładów, a ich właściciele skarżą się, że obecnie większość rządowych funduszy trafia nie do nich, ale do wielkich zakładów spalających biomasę z węglem. Czyżby kolejny sposób na obejście unijnego zakazu dofinansowania węgla?

Oddech z ulgą?

Choć niektóre plany obecnego rządu są ambitne i należy im przyklasnąć, to jednak spora część z nich nie wróży najlepiej polskiej przyrodzie. Ostatnie pogłoski o odrzuceniu poprawki prosumenckiej dla ustawy o OZE, czy doniesienia o zwiększeniu wycinki w Puszczy Białowieskiej, nie napawają optymizmem. Trzeba się więc przyglądać działaniom rządu i w razie potrzeby reagować, aby każdy kolejny oddech był oddechem nie tyko z ulgą ale i czystym powietrzem.