„Czyściciel” Petera Bebjaka: nie mój jest ten kawałek podłogi

Artykuł opublikowany 15 października 2015
Artykuł opublikowany 15 października 2015

Życie głównego bohatera jest wypełnione pracą, którą trudno się chwalić – czyści mieszkania, w których niedawno umarł człowiek. Jest w nim również codzienny rytuał kupowania świeczki w tym samym sklepie. Pustelniczą i przerażająco monotonną egzystencję Tomasa przełamuje moment, w którym mężczyzna przez przypadek odkrywa swoje wojerystyczne skłonności. 

31. edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego kolejny raz zawitała w stolicy, jednocześnie rozpoczynając filmowy sezon. W tym roku w dwóch kinach usytuowanych w samym sercu Warszawy (Kinotece oraz Multikinie w Złotych Tarasach) mamy okazję zobaczyć kilkadziesiąt filmów z najróżniejszych części świata pogrupowanych według rozmaitych sekcji. Jedną z najważniejszych kategorii jest Konkurs Międzynarodowy.

Wśród szesnastu wyselekcjonowanych filmów ubiegających się o Główną Nagrodę – Warsaw Grand Prix – znalazł się „Czyściciel”, trzecie fabularne dzieło słowackiego reżysera Petera Bebjaka, które wzbudziło spore zainteresowanie wśród festiwalowych widzów. Film opowiada historię młodego mężczyzny, Tomasa, który nie ma czystej przeszłości. Nie ma też przyjaciół czy też zbędnych przedmiotów w swoim przesadnie czystym mieszkaniu. Ma za to problem z panowaniem nad własnymi emocjami, które potrafią przerodzić się w fizyczną, trudną do pohamowania agresję. Ma też kochającą go matkę, która siedzi w więzieniu za zabicie własnego męża.

Pustka wypełniona życiem innych

Życie głównego bohatera jest wypełnione pracą, którą trudno się chwalić (czyści mieszkania, w których niedawno umarł człowiek). Jest w nim również codzienny rytuał kupowania świeczki w tym samym sklepie. Pustelniczą i przerażająco monotonną egzystencję Tomasa przełamuje moment, w którym mężczyzna przez przypadek odkrywa swoje wojerystyczne skłonności. Tomas zaczyna podglądać życie swoich klientów, jednocześnie wypełniając pustkę własnego domu ich rzeczywistością. Sytuacje zaczyna robić się niebezpieczna, gdy trafia do mieszkania Katariny – ekspedientki pracującej w stale odwiedzanym przez niego sklepie.

Filmów o wojeryzmie i jego najróżniejszych odsłonach powstało już dużo. Do klasyki gatunku należy „Okno na podwórze” Alfreda Hitchcocka (1954) czy też „Pusty Dom” Kim Ki-duka (2004). Ten drugi ze słowackim „Czyścicielem” ma więcej wspólnego niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Młody Tae-suk – główny bohater koreańsko-japońskiej produkcji również przebywa w nie swoich mieszkaniach pod nieobecność ich właścicieli. W zamian wykonuje podstawowe prace domowe, do których należy sprzątanie czy też drobne naprawy.

Zwiastun filmu „Pusty Dom” w reżyserii Kim Ki-duka (2004)

Osią obu filmów jest motyw zawłaszczenia przestrzeni nie swoich domów przez głównego bohatera w tajemnicy przed ich właścicielami. Początkowo jednak ich motywacje są różne. Tse-duk jest bezdomny, więc w ten sposób próbuje zdobyć tymczasowy dach nad głową. Tomasem kieruje nowo odkryta radość podglądania zachowań nieudostępnianych w przestrzeni publicznej, zarezerwowanych jedynie dla domu i jego ewentualnych mieszkańców. Tae-suk nie potrzebuje ludzi, wybiera puste mieszkania, w których próbuje doświadczyć nie swojej rzeczywistości, śpiąc w nie swoich piżamach, słuchając nie swojej muzyki i oglądając nie swoje zdjęcia.Tomas skrywa się w ciasnych szafach i szczelinach miedzy łóżkiem a podłogą, czeka na odtwórców domowych spektakli, by ich słuchać i na nich patrzeć. Obaj, na własne życzenie, zostaną przyłapani. Ich nieproszoną obecność zdradzą mikrogesty – drobna pomoc, wywołana chęcią wsparcia osoby, która obudziła w nich dawno nieodczuwane emocje. O ile Tae-suk w wojerystyczną grę wciągnie swoją towarzyszkę, Tomas uczuciem, które w nim wykiełkuje, wypełni pustkę, wcześniej zagłuszaną przez podglądactwo.

Dom zły

Kolejnym ważnym elementem obu produkcji jest specyficzny obraz domowej przestrzeni, któremu daleko do sielankowej idylli. Dom nie stanowi azylu bezpieczeństwa, który chroni nas przed światem zewnętrznym, lecz jest źródłem najgorszego zła, do którego zbyt łatwo można się przyzwyczaić. W obu przypadkach przestrzeń domu jest miejscem wypełnionym niepewnością i zagrożeniem. To właśnie w c odgradzających od reszty świata czterech ścianach dzieje się piekło, z którego trudno się wydostać.

Podobieństwo motywów takich jak dom, potrzeba podglądania, która staje się ratunkiem przed przytłaczającą pustką i samotnością, trudne do sklasyfikowania różne odcienie zła i dobra, czynią oba dzieła nizwykle podobnymi w wymowie. Jednocześnie róznorodny kontekst kulturowy, w którym zostały zrealizowane (Azja vs. Europa Środkowa) podkreśla uniwersalność podejmowanego tematu.

„Czyściciel” to świetnie napisany scenariusz, pozbawiony zbędnych dialogów, nawiązujący do dobrze znanych motywów kinematografii. To historia zbudowana długimi ujęciami i ładnymi kadrami przedstawiającymi nie do końca przyjemną rzeczywistość. Mimo dość przewidywalnego toku akcji dramat broni się autentycznością emocji dodatkowo wydobytą poprzez formalny minimalizm. Atutem jest również otwarte zakończenie, które pozwala na snucie fali ciekawych interpretacji.Pozostaje mieć nadzieję, że najnowsze dzieło Bebjaka wejdzie do szerszej dystrybucji i zostanie przedstawione większej, a nie jedynie festiwalowej publiczności.

Ten artykuł jest częścią relacji warszawskiej ekipy Cafebabel z 31. edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Wkrótce pojawią się kolejne artykuły z serii.