Dena: Zhejtowałam Europę na całego, nie?

Artykuł opublikowany 9 lutego 2015
Artykuł opublikowany 9 lutego 2015

Dena podbiła serca swych fanów niepowtarzalną mieszanką mocnych bitów i berlińskiego bling-blingu. Artystka właśnie wyruszyła w europejską trasę koncertową promującą jej ostatni album „Flash". Spotkaliśmy się z Deną w Kolonii, gdzie zaskoczyła nas swoją inteligencją i luzem.

Miejsce spotkania: King George, Kolonia. Klub jest bardzo mały i bardzo modny. Zbyt modny dla mnie -  ostatnio nie udało mi się nawet wejść do środka. W każdym razie to jeden z najmodniejszych adresów w Niemczech i jeden z przystanków na trasie koncertowej Deny, promującej właśnie swój najnowszy krążek „Flash". Rozglądam się po klubie zastanawiając się jednocześnie, czy między pluszowymi fotelami, starymi lampami retro i barem znajdzie się jeszcze miejsce na jej występ. Właściciel pokazuje na niewielką przestrzeń pośrodku lokalu. „Tutaj" - mówi. „Jakoś się zmieści". Wszystko jest w tym wnętrzu modne i stylowe - po prostu cool. Oczekuję, że taka będzie też Denitza Todorowa.

W końcu taką Denę znamy od momentu, kiedy w sieci pojawił się jej pierwszy singiel „Cash, Diamond Rings, Swimming Pools", który szybko stał się prawdziwym hitem. Bułgarka w za dużym swetrze i dresiarskim złotym łańcuchu podbiła nasze serca najbardziej luzackim klipem w historii pchlich targów i poderwała do tańca chwytliwymi hip-hopowymi bitami, popowymi rytmami i genialnymi tekstami.

DENA - „Cash, Diamond Rings, Swimming Pools", 2012

Mieszanka „Balkan from the block" i berlińskiego Neuköllnu narobiła sporego zamieszania. Wszyscy z napięciem czekali na album i nie rozczarowali się, bo krążek „Flash" udowonił bez dwóch zdań, że ta mieszanka to jej styl. Odrobinę bezczelny, bezpośredni i bardzo cool.

Najnowszy hipserski shit?

„Skoczmy na kawę do kawiarni obok. Lokal nie ma w sobie nic z berlińskiego hipsterskiego szyku. Popijamy kawę, a w tle lecą kawałki Backstreet Boysów. Dena zachowuje się bardzo luzacko i trudno nie wierzyć w jej autentyczność. Robi swoje bez względu na to, czy można zaliczyć jej muzykę do jakiegoś konkretnego stylu, czy nie. Mówi, że styl to dla niej coś abstrakcyjnego. „To raczej feeling, który odczuwasz. Dla mnie to coś intuicyjnego". A więc jej  styl muzyczny to po prostu styl życia? No bullshit, for real?

Jasne, że po prostu styl życia. Jednak skąd się on wziął? Z jej bułgarskich korzeni? Z hipsterskiego towarzystwa z Neukölln? A może Dena to typowa przedstawicielka dzisiejszej przebojowej młodzieży? Pudło! Artystka ma swój własny pogląd na sprawę. „Europa to temat, który od zawsze mnie interesował" - mówi.

Urodziła się w Bułgarii, ale od dziesięciu lat mieszka w Berlinie. Przyjechała na studia w czasach, gdy Bułgaria nie należała jeszcze do UE, więc musiała troszczyć się o wizę i inne formalności, co momentami było stresujące. „Unia Europejska to elitarny klub. Myślimy, że to normalne, że rezerwujemy bilety w operze i lecimy na weekend do Wiednia, ale dla ludzi z Macedonii czy Turcji nie jest to takie proste. Paszporty, dowody osobiste i przynależność narodowa to pewien rodzaj klasyfikacji. W każdym razie to, czego doświadczyłam w Bułgarii przed i po wejściu do Unii, to miecz obosieczny. Oczywiście, jestem szczęśliwa, że mogę wsiąść do Easyjeta i w godzinę dolecieć tam, gdzie mam ochotę. Wszystko tak jakby się zlało i scaliło" - ocenia artystka.

DENA - Guest List", 2013

W zjednoczonej Europie?

A więc czyżby Dena reprezentowała najmłodsze, przebojowe europejskie pokolenie? Trochę tak - też była na Erasmusie. Przez jeden semestr studiowała w Istanbule i wyrobiła sobie tam własne zdanie o Europie. „Każdego dnia prrzechodziłam przez Cieśninę Bosfor i myślałam sobie «Ok, a więc tu kończy się Europa». Z geograficznego punktu widzenia, ale nie z punktu widzenia mieszkańców. Mieszkańcy Instanbułu nie uważają się za część Europy. Geografia i ludzka mentalność, to dwie różne sprawy" - mówi.

Dena wyjaśnia, że podobnie jest w Bułgarii. „Nie jeżdżę tam teraz zbyt często, ale wiem, że Bułgarzy dyskutują, o tym, czy są częścią Europy i porównują się z innymi" - tłumaczy artystka. „Słowo «Europa» jest w Bułgarii synonimem cywilizacji i pozytywnych wartości.  Ale już przymiotnik «europejski» ma tak naprawdę polityczne zabarwienie i odnosi się raczej do pięciu europejskich mocarstw" - dodaje. Hmm, a więc może Dena nie jest kolejnym z typowych Erasmusów?

DENA feat. Erlend Øye - Flashed" (Wersja akustyczna), 2014

Wokalistkę inspirują jej przyjaciele oraz artyści, z którymi współpracuje. Nie dziwi mnie to, bo w końcu ma już przecież na swoim koncie współpracę z takimi twórcami, jak Erlend Øye, Jence z grupy Digitalism czy Ballett School. Czy takie koneksje nie są jednak charakterystyczne dla Berlina? Przynajmniej na razie Dena nie potrafiłaby wyobrazić sobie życia gdziekolwiek indziej. Berlin uwielbia za to, „że wszystko jest tu takie międzynarodowe, wszystko się ze sobą miesza i nie ma znaczenia, skąd pochodzisz. Rzadko zdarza się, by ktoś zapytał, skąd jesteś, gdy mówisz z dziwnym akcentem" - tłumaczy. To wszystko tworzy szczególną atmosferę, którą Dena tak bardzo ceni. „Jeśli chodzi o wolność, w ogóle nie myślę o jakichkolwiek granicach czy językach. Żyję wolna od granic" - mówi.

Styl muzyczny Deny to jej styl życia, który ukształtował się prawdopodobnie gdzieś między Bułgarią, Istambułem, Berlinem i resztą świata. „Zhejtowałam Europę na całego, nie?" - podejmuje Dena. Nieee, wszystko w porządku. Masz własne zdanie i nic nie łączy cię z nudnymi hispterskimi pozerami. Wygląda na to, że naprawdę inspirujesz się swoim otoczeniem i ludźmi z którymi współpracujesz. Na swojej płycie śpiewasz „Haters gonna hate, lovers gonna love, one thing is for sure". Kochamy twoją inteligencję i autentyczność. No bullshit. For real.