Doktor Google - internetowa rewolucja w medycynie

Artykuł opublikowany 29 listopada 2010
Artykuł opublikowany 29 listopada 2010
Gary Finnegan twierdzi, że Web 2.0 oferuje ekscytujące a jednocześnie zatrważające możliwości, poczynając od badań klinicznych i wirtualnych szkół medycznych, a kończąc na diagnozie wystawianej w sieci i użyciu cloud computing do przechowywania medycznych akt.

Szczykało mnie w szyi, gdy się obudziłem rano. Mogłem odwiedzić swojego lekarza rodzinnego albo poszukać odpowiedzi w wyszukiwarce Google. A co jeśli to zapalenie opon mózgowych? Pierwsza strona internetowa, której adres podała mi wyszukiwarka, pyta się, czy jestem zdezorientowany lub mam mdłości. Zakręciło mi się w głowie dzisiaj rano, gdy wyskoczyłem z łóżka, bo zdałem sobie sprawę, że spóźnię się do pracy. Inna pomocna strona internetowa podpowiada, że to może być krwawienie wewnętrzne lub stan zapalny mózgu. Może to być również zapalenie kości i stawów. Nie zapominajmy też o guzie mózgu. Ale tak naprawdę choruję na „cyberhondrię”. Mój lekarz lub mój zdrowy rozsądek mogliby mi zasugerować, że duża ilość wypitego czerwonego wina i źle przespana noc są przyczyną szumu, jaki mam w głowie i sztywnej szyi, ale poszukiwanie w sieci jest szybkie i darmowe, nawet jeśli okazuje się być tępym narzędziem diagnostycznym.

Cyberchondria 

Lekarze od dziesięciolecia widzą problem w nieograniczonym dostępie do informacji medycznej podejrzanej jakości. Dr Scott Haig, felietonista z działu medycznego „The Time”, opisał agonię, jaką lekarz przeżywa, gdy ma do czynienia z „medycznymi Googlerami”, czyli pacjentami, którzy pojawiają się w klinice uzbrojeni w stos domysłów i prawdopodobnych diagnoz. – Ci pacjenci są często podejrzliwi i nieufni. Opinie, które wypowiadają, są przepełnione źle wymawianymi terminami wyrwanymi z kontekstu i na pół przemyślanymi pomysłami – napisał Haig. Organizacje na rzecz pacjentów zaprotestowały, twierdząc, że Haig jest staroświeckim paternalistą z kompleksem Boga, który obawia się poinformowanych pacjentów i jest za powolny w przystosowywaniu się do zmian. Obydwie strony mają rację – nie wszystkie informacje w sieci są przydatne, ale pragnienie, żeby Internet przestał istnieć, wydaje się naiwne lub aroganckie. 

Sytuacja się jednak poprawia. Google twierdzi, że około 6% medycznej informacji dostępnej w sieci jest nieścisła. Łatwo jest znaleźć grupy dyskusyjne mające tysiące użytkowników, którzy wymieniają się swoimi doświadczeniami. Ewolucja Internetu sprawiła, że lekarze i pacjenci są w stanie wykorzystać informacje w sieci do czynienia dobra, a nie zła. Web 2.0 charakteryzuje się interaktywnością i kolaboracją pomiędzy użytkownikami. Naukowcy zachęcają do wykorzystania potencjału sieci w tworzeniu pozytywnego wkładu do wiedzy medycznej. Uniwersytet Plymouth w Wielkiej Brytanii stworzył w ramach Second Life symulację na temat zdrowia seksualnego i rozdaje wirtualne prezerwatywy. Logika stojąca za tym programem jest prosta – powinno się podążać tam, gdzie można znaleźć grupy wysokiego ryzyka, nawet jeżeli te miejsca są w wirtualnej rzeczywistości.

Dr Google

Zostań w łóżku - to może być syndrom wypalenia...

Google ma największy wpływ na to, jak Internet będzie użyty w przyszłości i właśnie skierował swoją uwagę na tematykę zdrowotną. Eric Schmidt, prezes i dyrektor wykonawczy Google, przemawiając do publiczności w Orlando, skrytykował lekarzy za bycie opóźnionymi w nadążaniu za rewolucją. – Placówki medyczne straciły zbyt wiele czasu na zrozumieniu, że Internet jest innowacją, która przyczyniła się do zmniejszenia przepaści pomiędzy ekspertem i nowicjuszem, a w tym przypadku pomiędzy lekarzem a pacjentem. Chociaż niektórzy lekarze mogą się czuć zagrożeni w swojej roli ekspertów, sieć dostarcza taki rodzaj informacji, który czyni pacjentów zdrowszymi i mądrzejszymi i zmusza lekarzy do bycia lepszymi w tym, co robią – mówi dr Schmidt. Żartuje także, że dwie trzecie użytkowników Internetu mówi, że ufaj sieci, co przeważa nad liczbą ludzi, którzy twierdzą, że ufają doktorom. Sieć jest teraz narzędziem lepiej wyedukowanego pacjenta, który jest zdolny do samodzielnego poszukiwania informacji. 

Google ma pomysły na większą skalę. Schmidt chce, by akta medyczne pacjentów były dostępne wszędzie na świecie. – Ogromna ilość informacji została stracona podczas huraganu Katrina. To by się nie wydarzyło, gdyby dane były przechowywane na kilku serwerach w różnych miejscach. Pierwotnie ten pomysł narodził się, gdy armia Stanów Zjednoczonych chciała stworzyć sieć komputerów, gdzie poufne informacje mogłyby być bezpiecznie przechowywane pomiędzy kilkoma centralami. Teraz Google chce to osiągnąć przy użyciu „Google Health”, który oferuje zabezpieczony hasłem dostęp do informacji zdrowotnych poszczególnych osób. To wyeliminowałoby potrzebę przenoszenia papierowych akt, gdy pacjent zmienia lekarza i pozwoliłoby na łatwy dostęp do medycznych akt pacjenta, gdy jest on leczony za granicą. – W nieodpowiednich rękach ta informacja mogłaby zostać użyta przeciwko pacjentowi – ostrzega Jamie Court z organizacji konsumenckiej Consumer Watchdog.

Wpływ na zdrowie

Interaktywność sieci może sama w sobie mieć wpływ na stan zdrowia. „The New York Times” przestrzega, że blogowanie i nieustanne zmienianie swoich statusów na Twitterze może być stresujące. Jednak artykuł w „Scientific American” powtarza za naukowcami, że blogowanie to mechanizm radzenia sobie ze stresem, który poprawia pamięć i układ odpornościowy. To potwierdzenie tego, że Internet ma wielostronny wpływa na zdrowie. Jednak te rozległe możliwości Web 2.0 mogą być odległym konceptem w kraju z niejednolitym szerokopasmowym dostępem do Internetu. Niemniej jednak technologia dramatycznie zmienia opiekę zdrowotną i lekarze ciężko pracują, próbując nadążyć za tym postępem. Teraz, gdy główne szkoły medyczne i międzynarodowe koncerny przyswajają zmiany, nie trzeba się obawiać, że pacjenci zamienią swojego lekarza na „dr Google”.

Autor, Gary Finnegan (Irlandia), został dzięki temu artykułowi jednym z 27 finalistów nagrody EU Health Journalism Prize 2010

Fot. Marchewka (cc) Rafael Mejia Is Alive; Pod kocem (cc) B Rosen/ wszystkie Flickr