Dorota Tomaszewska 17 lat

Artykuł opublikowany 15 maja 2010
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 15 maja 2010
Przeżycia, których doznałam na tym wyjeździe trudno opisać słowami. Towarzyszących im emocji jeszcze trudniej. Razem z przyjazdem do Dortmundu powstawał we mnie dziwny strach. Co będzie? Czy będę potrafiła się dogadać? Czy wszystko pójdzie dobrze? Moje obawy nie dotyczyły wyłącznie obcokrajowców, ponieważ wielu osób (praktycznie wszystkich) z mojej grupy również nie znałam.

Do Dortmundu przybyliśmy po długiej drodze autobusem. Byłam zmęczona i cóż tu kryć czułam się po prostu brudna. Jednak w ośrodku czekała na nas mała niespodzianka, która uniemożliwiła mi wzięcie prysznica. Okazało się, ze do pokoi możemy wejść dopiero po paru godzinach. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Zamiast wypoczywać w ośrodku ruszyliśmy na podbój miasta. Jaki jest Dortmund? Przede wszystkim wielki. Ogromem budynków wręcz przeraża. Jednak bardzo podoba mi się w nim to, że przy nowoczesnym budownictwie znalazło się również miejsce na zieleń. Zwykły klomb tulipanów spotkany po drodze potrafi poprawić przechodniowi humor.

Koniec o naszej samodzielnej wędrówce czas opowiedzieć o przygodzie wszystkich trzech narodów. Ponieważ nie mam zamiaru rozczulać się nad poszczególnymi dniami opowiem ogólnie.

To co na nas czekało to kolejka linowa (przynajmniej ja bym tak to określiła) o fachowej nazwie H-bahn. Sam fakt istnienia czegoś takiego był niezwykle zajmujący. I uwaga, była tam zwrotnica, która się ruszała!

Później zwiedzanie ośrodka w którym sprawdzano oddziaływanie elektromagnetyczne na przedmioty elektryczne i elektroniczne. Było to ciekawe chodź nużące. Chociaż panowie z ośrodka pozwolili mi wziąć do ręki urządzenie sprawdzające bodajże wyładowanie elektryczne. Wiadomo każda zabawka sprawia radość dziecku. Nawet takiemu jak ja (nie powiem, że dużemu, bo koledzy na pewno by mieli na ten temat kilka zdań do powiedzenia).

Oczywiście zwiedzaliśmy jeszcze fabrykę Opla. To dosyć niezwykłe poznać jak przedmiot codziennego użytku jest budowany od podstaw. Zwiedzanie nie obyło się bez barwnych komentarzy naszego animatora, za które ci Adrian dziękujemy. :)

Jeżeli już wspominam o animatorach to warto powiedzieć o naszych codziennych zajęciach. Zabawa połączona z nauką, czemu tak nie może być w szkole? Osobiście nie miała bym nic przeciwko temu, żeby od czasu do czasu usiąść komuś na kolanku (^^,).

Zbliża się koniec mojego wywodu, a że podsumowaniem całego wyjazdu była zabawa w klubie karaoke to też o niej wspomnę. Chociaż co tu dużo pisać było świetnie!

Wracając do moich obaw wspomnianych na samym początku. Myślę, że idealnie zdementują je słowa wypowiedziane przez Chrisa: „Przyjechaliśmy jako 3 grupy, wyjeżdżamy jako jedna.”

Z niecierpliwością czekam do września!