Doświadczenia francuskiej stażystki w Bolonii

Artykuł opublikowany 24 marca 2015
Artykuł opublikowany 24 marca 2015

Rozprawy, spacery, apelacje, wolność - w pierwszej chwili można by mnie wziąć za więźniarkę. Jednak nie dajcie się zwieść! Tak naprawdę studiuję prawo międzynarodowe i europejskie, a te cztery słowa wstępu nadawały rytm mojemu życiu stażystki we włoskiej Bolonii.

Witajcie w Bolonii, mieście znanym z sosu bolońskiego, mortadeli i najstarszego uniwersytetu w Europie. Jest wrzesień 2014 roku, czas wyruszyć w drogę. Moja historia zaczyna się podobnie, jak wiele innych - od osławionego poszukiwania mieszkania. Niektórzy zabierają się za to jeszcze przed wyjazdem, studiując ogłoszenia w internecie. Inni, nieco bardziej szaleni, próbują znaleźć coś na miejscu, przeglądając oferty wynajmu wywieszane na ulicy Zamboni, przy której mieszczą się wydziały prawa, literatury, studiów europejskich, ekonomii i paru innych kierunków. Jako że do szalonych nie należę, wybrałam opcję numer jeden.

Badanie terenu

Żeby lepiej poznać miasto, w którym będziemy  żyć, warto na początek wcielić się w rolę turysty. Podczas pierwszych spacerów po Bolonii, zachwyciłam się architekturą miasta i arkadami ciągnącymi się wzdłuż chodników. Na trasie swoich wędrówek odkryłam Due Torri, jeden z najbardziej reprezentatywnych zabytków Bolonii, oraz nie mniej sławną Piazza Maggiore, położoną u stóp Bazyliki św. Petroniusza (jednej z największych na świecie). A jeśli ktoś jest w podróżniczym nastroju, Florencja, Wenecja, Werona czy Modena leżą o rzut beretem, można do nich bez problemu dojechać pociągiem. Po aklimatyzacji w mieście, czas na oswojenie się z uczelnią. Jedna rzecz uderza mnie już od pierwszych zajęć: podczas gdy we Francji 95% studentów prawa w czasie wykładów używa komputera, we Włoszech odwrotnie, wszyscy robią notatki odręcznie. Jeśli chodzi o używanie języka obcego w codziennych sytuacjach, nie sprawia mi to żadnego problemu, bo nauka włoskiego jest moją pasją od liceum. Swoją drogą, to właśnie w czasie szkolnej wycieczki do Toskanii zakochałam się w języku i kulturze ojczyzny Dantego.

Studenckiego życia nie sposób sobie wyobrazić bez imprez! Dla licznych studentów Erasmusa w Bolonii, stanowiących prawie jedną czwartą wszystkich studiującychw mieście, stowarzyszenia ESN i AEGEE organizują różne zajęcia i proponują zniżki na podróże lub wejścia na dyskoteki. Wczesnym wieczorem, około godziny 18:00, miejskie bary oferują zestawy „aperitivo” z małymi przekąskami za 6 do 9 euro, które mają dobroczynne działanie na studencką kieszeń.

Nadchodzi grudzień, pora pierwszych egzaminów. Zabieramy się więc za zakuwanie, jak być może nigdy wcześniej nie zakuwaliśmy. Trzeba przecież przyswoić całe to specjalistyczne słownictwo, w rekordowym czasie przejrzeć stos książek, zrozumieć, nauczyć się. W okresie poprzedzającym egzaminy, w większości ustne, w programie królują stres i bezsenne noce, a potem już tylko pozytywne wyniki, rekompensata i satysfakcja!

Po drugiej stronie mocy

Po Świętach Bożego Narodzenia i zasłużonych feriach zimowych w gronie rodziny, jestem z powrotem we Włoszech. Nadchodzi luty i jednocześnie początek mojego miesięcznego stażu w kancelarii adwokackiej w Bolonii. To dla mnie czas wielu pozytywnych niespodzianek – nie tylko nie zostaję oddelegowana do obsługi ksero, ale mam szansę autentycznie zaangażować się w codzienną pracę kancelarii i sprawy prowadzone przez mojego opiekuna. Uczestniczę w rozprawach sądowych, w mediacji. Uczę się też, jak składać apelacje do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przekonuję się przy tym, że język Szekspira jest w tej pracy niezbędny – mój opiekun jest m.in. zaangażowany w proces toczący się w Rumunii, znajomość angielskiego jest więc konieczna, żeby móc porozumiewać się ze stroną przeciwną.

O ile prawo włoskie jest bardzo podobne do prawa francuskiego, ponieważ Włosi silnie inspirowali się naszym systemem, to już sądy obu państw nie mają ze sobą nic wspólnego. Zaskoczyło mnie na przykład to, jak wąskie są korytarze włoskich sądów. Niełatwo się po nich poruszać. Poza tym poszczególne pomieszczenia są tak słabo oznakowane, że stażysta, który nie zna dobrze budynku, może mieć spore problemy z orientacją. Inna różnica polega na tym, że we Francji sale rozpraw rozmieszczone są wokół głównego holu, tymczasem we Włoszech znajdują się w tych samych korytarzach, co gabinety sędziów i biura administracji.

W ten sposób miałam szansę odkryć wszystkie oblicza zawodu, zarówno z czysto profesjonalnego, jak i ludzkiego punktu widzenia, na przykład obserwując relacje adwokata z klientami i kolegami po fachu. W przeciwieństwie do tego, co pokazują filmy i seriale, nie ma mowy o żadnej „wojnie” między nimi. Niemniej, mimo wszystkich pozytywnych aspektów mojego stażu, wiem już, że zawód adwokata nie jest dla mnie. Tym, co naprawdę mnie interesuje, jest praca w instytucjach europejskich albo w konsulacie.

Stereotyp czy nie stereotyp?

Podczas mojego pobytu w Bolonii, ujęła mnie gościnność i uprzejmość Włochów. Na przykład jeśli zgubisz się na ulicy, bez wahania podejdą z tobą kawałek, żeby pokazać ci drogę. Rzecz jasna, makaron to we Włoszech rzecz święta, trzeba koniecznie skonsumować dzienną rację do przynajmniej jednego z posiłków. A jeśli już jesteśmy przy stereotypach, to zawsze wydawało mi się, że obraz hałaśliwych i żywo gestykulujących Włochów to mit. Nic z tego – to święta prawda!

Cara Italia, è certo, ci rivedremo !

Pochodzą z różnych środowisk. Nie wiadomo, jaki obrót przyjmie ich życie i gdzie zapuszczą korzenie. W tej nieprzewidywalności losu jedno wydaje się jednak nieuniknione – wcześniej czy później wszyscy odbędą staż. Portrety europejskich stażystów roku 2015.