Drugie oblicze chińskiego boomu gospodarczego

Artykuł opublikowany 17 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 17 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Niemal codziennie prasa ekonomiczna zapowiada, że Chiny rychło dołączą do grona supermocarstw. Czy jednak jest to stwierdzenie uzasadnione?

Od dawna to Indie są krajem hołubionym przez zachodnie firmy, które traktują je jako idealną strefę outsourcingu, zlecając liczne prace lokalnym przedsiębiorstwom. Tymczasem, w ostatnich latach zagrożeniem dla pozycji Hindusów stały się Chiny, których ekspansja ekonomiczna zdaje się nie mieć granic.

„Fabryka świata”

Początki chińskiego rozwoju gospodarczego są odległe: to w roku 1978, gdy do władzy doszedł Deng Xiaoping, Pekin rozpoczął przekształcanie gospodarki planowej, skostniałej i niewydolnej, w silny system gospodarki rynkowej. Mimo, że ustrój pozostawał w pełni komunistyczny, zarówno przedsiębiorstwa prywatne, jak i obywatele stopniowo zyskiwali coraz większy wpływ na gospodarkę. Wraz z rozpoczęciem nowej polityki „indywidualnej odpowiedzialności w gospodarowaniu”, na wsi zakończyła się kolektywna uprawa ziemi, w przemyśle zaś dopuszczono działalność przedsiębiorstw niepaństwowych, które szybko stały się konkurencją dla zakładów państwowych. Do dynamicznego rozwoju kraju przyczyniło się jednak przede wszystkim otwarcie się chińskiej gospodarki na konkurencję. Po nawiązaniu przez Chiny stosunków handlowych z innymi państwami, zagraniczne spółki mogły rozpocząć inwestycje na ich obszarze. Państwo Środka, którego atutem jest liczna i tania siła robocza, zyskało sobie reputację „fabryki świata”, zalewając rynki produktami „made in China”. Swoje triumfalne wejście na rynek światowy kraj ten zawdzięcza również wzrostowi bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), czyli znaczącym zastrzykom kapitałowym dla spółek chińskich ze strony coraz liczniejszych firm zagranicznych.

Słaby system bankowy i zanieczyszczenie środowiska

Czy jednak chiński boom gospodarczy rzeczywiście nie ma granic? Czy Chiny są w stanie dalej rozwijać się w tym szalonym tempie i zdetronizować takie potęgi ekonomiczne jak Stany Zjednoczone czy Unia Europejska? Wprawdzie, jeśli weźmiemy pod uwagę wartość produktu krajowego brutto (PKB), która zwiększyła się czterokrotnie od 1978 r., jak również stopę wzrostu gospodarczego, utrzymującą się od lat na poziomie ok. 9 proc., Chiny awansują do rangi potęgi światowej, ale gdy uwzględnimy wysokość PKB per capita, pozostają one krajem biednym. Z 5600 dol. przypadającymi na obywatela, plasują się na 121 miejscu w rankingu światowym. (Dla porównania, PKB Stanów Zjednoczonych wynosi 40100 dol. na osobę.)

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) także mają swoje dobre i złe strony. Z pewnością odegrały one znaczącą rolę w początkowym okresie rozwoju gospodarczego, ale obecnie chińska gospodarka jest bardzo silnie uzależniona od napływu obcego kapitału z zagranicy. Dodatkowym czynnikiem niestabilności ekonomicznej jest system bankowy Chin. Przez lata dawne banki państwowe przyznawały kredyty niewydolnym przedsiębiorstwom, aby chronić miejsca pracy. Dziś muszą one borykać się z ogromem nieściągalnych należności.

Także zanieczyszczenie środowiska może przyczynić się do zahamowania rozwoju gospodarczego: skażone powietrze, erozja gleb i ciągłe obniżanie się poziomu wód na północy kraju stanowią problemy o coraz większej skali. Co więcej, trudne wyzwania stawia dziś przed Chinami polityka „jednego dziecka w rodzinie”, polegająca na ograniczaniu urodzeń. Sprawia ona, że społeczeństwo chińskie jest jednym z najszybciej starzejących się na świecie. Poza tym, jako ekonomiczna hybryda, Chiny łączą w sobie wady systemu komunistycznego i kapitalistycznego: komunizm pociąga za sobą biurokrację i administracyjną ociężałość, natomiast kapitalizm jest przyczyną narastającej rozpiętości dochodów i wysokiego bezrobocia.

Unia o krok do przodu

Jakiekolwiek obawy w stosunku do Chin są tym bardziej nieuzasadnione, że to silna gospodarka chińska przynosi znaczące korzyści gospodarkom krajów zachodnich. Chiny są nie tylko pożądanym terenem outsourcingu czy idealnym miejscem do taniej produkcji dóbr masowej konsumpcji, takich jak buty sportowe lub T-shirty. Liczące 1,3 mld mieszkańców państwo stanowi też jeden z największych rynków zbytu dla towarów europejskich.

Ponadto, same wskaźniki ekonomiczne rzadko dają pełny obraz rzeczywistości. Swoją niezwykłą stopę wzrostu gospodarczego Chiny zawdzięczają przede wszystkim produkcji towarów przemysłowych codziennego użytku. Jednak, jeśli chodzi o sektor usług, będący potencjalnym źródłem poważnych zysków, kraj ten nie stanął na wysokości zadania. Indie natomiast wyrobiły sobie renomę dzięki coraz częstszej wśród firm unijnych praktyce zlecania usług podwykonawcom spoza Wspólnoty; dlatego też można spodziewać się w przyszłości ich wielkiego powrotu na scenę światową. Unia Europejska ma również pewną przewagę nad chińskim smokiem z uwagi na wyższy poziom wykształcenia społeczeństwa, a także ponieważ zdecydowała się postawić na tworzenie dóbr niematerialnych w takich dziedzinach, jak usługi doradcze i informatyka. Toteż UE powinna kontynuować rozwój tych sektorów, gdyż jedynie w ten sposób stosunki gospodarcze z Chinami mogą zaowocować wzrostem produktywności i niższymi cenami.