Drugie podejście Corbyna: Czas po prostu iść naprzód…

Artykuł opublikowany 5 października 2016
Artykuł opublikowany 5 października 2016

[OPINIA] To był niespokojny rok w brytyjskiej polityce, a najbardziej odczuli go młodzi eurofile. Najpierw starsze pokolenie przesądziło o wyniku referendum w sprawie członkostwa w UE, później byliśmy świadkami miesięcy bezczynności opozycji reprezentowanej przez Partię Pracy, która najwyraźniej zmierza do samozniszczenia. To podwójny cios dla lewicujących millennialsów. 

Europejska lewica przeżywała lepsze czasy. Prawicowy populizm postępuje w Niemczech i Holandii. Francuski prezydent-socjalista François Hollande odnotował rekordowo niskie poparcie przed przyszłorocznymi wyborami. Pomimo tego, że były niezależny członek Partii Zielonych wygrał wybory prezydenckie w Austrii, nieprawidłowości w liczeniu głosów spowodowały, że wyniki anulowano. Jego skrajnie prawicowy przeciwnik może odnieść zwycięstwo w powtórzonych wyborach.

Jednak nigdzie ten kryzys nie jest tak groteskowy jak wewnątrz brytyjskiej Partii Pracy. Prawicowi populiści odbierają jej wyborców, a wewnątrz ugrupowania z upodobaniem prowadzi się krwawą wojnę domową. Samozwańczy socjalista Jeremy Corbyn dopiero co wygrał wewnątrzpartyjną bitwę, zapewniając sobie drugie zwycięstwo w wyborach na przewodniczącego partii w odstępie zaledwie jednego roku. Tym razem zdobył więcej głosów członków swojej partii niż poprzednio – poparło go 62% laburzystów. 

Kiedy dowiedziałem się, że Corbyn został wybrany na lidera Partii Pracy w 2015 roku, dosłownie tańczyłem w deszczu przed jedną z paryskich boulangerie. Lata bezsilnej lewicowej opozycji wzniośle przedstawiającej złagodzone wersje prawicowej polityki wydawały się zmierzać ku końcowi, a szansa na stawienie oporu polityce oszczędności stała się wreszcie realna. Gdyby poproszono mnie o zwięzłe podsumowanie ostatnich 12 miesięcy i jednego przegranego referendum, użyłbym wyrażenia naszych francuskich kuzynów: „C’est un bordel”. 

Laburzyści nie mogą dojść do porozumienia

Polityczna burza, która rozpętała się w brytyjskiej lewicy, mógłaby ustąpić, gdyby konflikty wewnątrz Partii Pracy nie pogłębiały animozji. Podczas gorzkich batalii tego lata Jeremy Corbyn utrzymywał iście stoicki spokój. Jednak pomimo że zdołał utrzymać się przy władzy we własnej partii, nie ma szans na powołanie zjednoczonej opozycji na poziomie narodowym. 

Laburzyści byli głęboko podzieleni już przed wynikami referendum dotyczącego wyjścia z Unii Europejskiej, które wywróciły wszystko do góry nogami. Zwolennicy opcji umiarkowanej wewnątrz partii już wcześniej zakwalifikowali zwrot Corbyna na lewo jako niemożliwe rozwiązanie. Niemrawe zaangażowanie swojego lidera w kampanię prounijną wzbudziło ich srogą krytykę. Laburzyści nie byli jedyną partią, która zaczęła się dzielić jeszcze przed referendum, jednak ich rozłam był wyjatkowo spektakularny. 

I podczas gdy laburzystów toczyła długotrwała destrukcja, rządzący konserwatyści wyglądali zadziwiająco stabilnie po kolejnym okresie wewnątrzpartyjnych walk. Po zaledwie dwóch tygodniach politycznych zawirowań, obejmujących dymisję jednego premiera i wybór kolejnego, konserwatyści zaakceptowali prezentowane przez Theresę May podejście „idźmy po prostu naprzód” oraz towarzyszące mu wrażenie bezpieczeństwa. Zarówno lewicowej Partii Zielonych jak i skrajnie prawicowemu ugrupowaniu UKIP udało się wybrać nowych liderów, a Liberalni Demokraci, których siły uległy znacznemu osłabieniu po wyborach parlamentarnych z 2015 roku, stali się ostatnio głosem brytyjskiego pro-europejskiego centrum.  

W tym czasie laburzyści wciąż nie mogli dojść do porozumienia. Początkowa kontrkandydatka Corbyna Angela Eagle, której start został przyćmiony wiadomością o wyborze May na urząd premiera, została szybko uznana za nieodpowiednią w związku z tym, że w 2003 roku poparła inwazję w Iraku. Ostateczny przeciwnik Corbyna Owen Smith okazał się niezdolny do przekonania wyborców swoimi argumentami, prezentując się jako odrobinę bardziej realistyczny Jeremy Corbyn. Gdyby Smith wygrał wybory na przewodniczącego partii, dotąd nie wiadomo, jak miałby wyglądać jego styl przywództwa. 

Wszystkie te „przewroty” doprowadziły wyłącznie do serii gaf psujących reputację Smitha i do wzrostu poparcia dla Corbyna jako lidera. Oskarżenia o fałszowanie głosów nadszarpnęły zaufanie do sposobu zarządzania partią, co z początku poskutkowało próbą całkowitego wykluczenia Corbyna z kandydowania, a następnie wykluczeniem nowych, głównie sprzyjających Corbynowi, członków partii z głosowania. Ostatecznie długoletni członkowie partii zostali usunięci z powodu domniemanej nielojalności, często za coś takiego jak publikowanie na Twitterze wpisów popierających inicjatywy innych partii

Najmniej chaotyczna przyszłość z możliwych 

Laburzyści muszą wziąć się w garść i zastanowić się nad tym, kogo chcą reprezentować. Podczas gdy Liberalni Demokraci wystąpili ze szczerym apelem do 48% Brytyjczyków, którzy zagłosowali za pozostaniem w Unii, Laburzyści dalej tracą poparcie w swoich kluczowych okręgach na rzecz antyeuropejskiej partii UKIP. Eurosceptycyzm Corbyna w dalszym ciągu jest ostro krytykowany przez członków jego partii. Jako że w Szkocji poparcie dla Narodowej Partii Szkocji nie słabnie, Partii Pracy pozostało niewiele opcji działania. Główni laburzyści drugi rok z rzędu odrzucają projekty z politycznego centrum – oznacza to, że coraz trudniej jest im wpasowac się w lukę odsłanianą przez May, która kieruje konserwatystów coraz bardziej na prawo. Corbyn jest przeciwny polityce oszczędności i popiera związki zawodowe, ale jednocześnie nie nadaje się na lidera. Pozostaje jednak jedyną opcją przedstawiająca jakąkolwiek wartość polityczną. 

Niezależnie od tego, kto wygrał w ostatni weekend września, jeśeli laburzyści chcieliby mieć jakiekolwiek szanse na uwolnienie się od oskarżeń o brak kompetencji i stać się skuteczną opozycją w pobrexitowej panoramie, musieliby zjednoczyć się ze swoim liderem. Nie wiadomo, czy będzie to możliwe. Jednak ciągłość przywództwa Corbyna wydaje się pewniejsza, jako że jego partia daje mu szansę na wygranie wyborów. Ponadto – ze wszystkich dróg ku pobrexitowej przyszłości, które mogli ślepo obrać laburzyści, jego wydaje się najmniej chaotyczna.