Dwa dni w Paryżu: kronika pokolenia rozczarowań

Artykuł opublikowany 11 lipca 2007
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 11 lipca 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Mężczyzna, kobieta, paryskie uliczki i takie tam. Ale uwaga! 38-letnia Julie Delpy, która reżyseruje i częściowo produkuje swój pierwszy film, bawi się romantycznymi konwencjami i niszczy miłosny kod stworzony przez kino.

Nawet jeśli sceneria jest jak z obrazka, to bohaterowie, spacerujący między placem Tertre na Montmartrze, dzielnicą łacińską a kanałem Saint Martin, zdecydowanie nie mieszczą się w tej konwencji.

Marion, francuska fotografka żyjąca w Nowym Jorku, po pierwszej nieudanej podróży do Wenecji, postanawia pokazać swojego amerykańskiego narzeczonego rodzinie. Jednak ani kopuła bazyliki Świętego Marka, ani wieże katedry Notre-Dame nie są w stanie na nowo rozpalić ognia, który powoli dogasa pomiędzy tą parą trzydziestolatków. Podczas gdy Jack (rola napisana specjalnie dla Adama Goldberga) odkrywa prawdziwą naturę rodziców Marion: wiecznie strajkujących przedstawicieli pokolenia '68, o rozbuchanej seksualności, przeżywających kryzys małżeński, Marion na każdym kroku wpada na swoich byłych chłopaków.

Na podstawie tej historii można wysnuć banalny wniosek, że dopiero para, która przebywa w innym niż zazwyczaj środowisku, poznaje się. Julie Delpy dochodzi tu do granic kpiny i złośliwości.

Czerpie ona złośliwą przyjemność ze stawiania Francuzów w niepochlebnym świetle. Kierowcy taksówek są rasistami, zacofanymi wulgarnymi konserwatystami i mizoginami. Intelektualiści nie mają talentu, za to mają obsesję na punkcie seksu. Paryscy trzydziestolatkowie są przygnębionymi i amoralnymi zboczeńcami. Delpy, grająca główną rolę i reżyserująca ten film z radością, nadała bardziej wyraziste cechy charakteru swoim bohaterom.

"Jednak", wyjaśnia Delpy, "jedynie Francuzi wzięli sobie ten film troszkę do siebie. Zgodnie ze starą tradycją, nie należy krytykować naszych wad narodowych. Jak powszechnie wiadomo, Francuzi są idealni!"

W wyniku tego, amerykańska Francuzka kreśli portret kraju pewnego siebie, aroganckiego, nudnego, płytkiego i bardzo prowincjonalnego, zmęczonego, nie umiejącego ani atakować, ani buntować się. Wrażenie to wzmacnia sposób reżyserowania oraz kostiumy, które przywodzą na myśl francuską Nową Falę (Delpy w 1984 roku zagrała w filmie Godarda). Zbytnia seksualna otwartość przyjaciół Marion podczas przyjęcia, zderza się z purytańską prawością Amerykanina, który czuje się bardzo nie na miejscu.

Na szczęście temat nie jest traktowany śmiertelnie poważnie. Dialogi są zabawne i żywe, napisane w konwencji "stand up comedy". Koniec filmu jest częściowo diaboliczny, częściowo melancholijny i niesie z sobą pytanie: czy bunt młodości jest możliwy po trzydziestce? Pod powłoczką frywolności "Dwa dni w Paryżu" stawia pytania o fundamentalne zasady pokolenia poszukującego ideału.