DYKTATURA SUKCESU

Artykuł opublikowany 13 lipca 2013
Artykuł opublikowany 13 lipca 2013

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Spojrzenie na współczesną Białoruś

Nazywana „Czarną Dziurą Wschodu”, „Krajem Zmyślonym” albo „Koreą Północnej Europy”, Białoruś okazuje się być spokojnym i cichym miejscem, zatrzymanym w czasach radzieckich.

Dyktatura jest tu okrutna, ale nie tak bardzo. Dziennikarze i działacze są cenzurowani, aresztowani i skazywani, ale wszystko wydaje się funkcjonować poprawnie; jedzenie smakuje, ludzie są mili, autobusy przyjeżdżają punktualnie. Białoruś jest działającą tyranią. Parafrazując Pasoliniego, jest tak, jakby Białorusini wymienili swoją wolność obywatelską na powrót "świetlików".

KOLORY kraju CZARNO-BIAŁEGO

Na pierwszy rzut oka jest to państwo usytuowane gdzieś między Polską a Rosją sprzed piętnastu lat; ale tak naprawdę Białoruś zatrzymała się w czasach estetyki sowieckiej lat 20. Przystanki metra w Mińsku zostały zaprojektowane na wzór scenografii do „Metropolis”, pozostałe struktury miejskie są brzydką, cementową kopią z Le Corbusiera.

Winę można zrzucić by na surowy klimat, bezchmurnym niebem obdarzający mieszkańców jedynie przez kilka dni w roku, lecz ten kraj przypomina dekorację z czarno-białego filmu.

Mińsk imponuje wielkością rodem z miast początków ubiegłego stulecia, jednak bez ducha ich splendoru i postępowości.

Jego wymiary są nieproporcjonalne. Mieszkańcy postawieni obok olbrzymich kamienic i alei o ośmiu pasach ruchu wydają się być jeszcze mniejsi i drobniejsi. Wrażenie wielkości przytłacza swoim prawie funebralnym charakterem: przez cmentarny granit budynków, po sprzedawane w podziemnych przejściach goździki.

Mój dziadek czułby się tutaj dobrze, gdyby tylko miał jeszcze okazję się tu znaleźć.

Porządek i rygorystyczny ład tego miasta rzeczywiście przypomina mi czasy moich dziadków, dorastających w latach 40. na włoskiej prowincji. Mińsk jest jak ich dom, kupiony za oszczędności całego życia, jak ich jadalnia, która musiała być zawsze w idealnym ładzie, w odróżnieniu od kuchni, gdzie toczyło się życie codzienne, praca i posiłki.

Mińsk jest wielkim, reprezentacyjnym salonem, który przez ostatnie 50 lat nie doświadczył grama kurzu, wiecznie zamkniętym w oczekiwaniu na gości.

Obsesja porządku jest prawie neurotyczna, kompulsywna, i nie sprowadza się do porządku na ulicach: w całej Białorusi trudno jest spotkać kloszardów i żebraków. Deformacje fizyczne, ubóstwo i niepełnosprawność wydają się wykorzenione albo po prostu zakazane, jak gdyby reżim chciał oczyścić miasta dla oczyszczenia świadomości, nawet poza chęcią zrobienia wrażenia na przybyszach.

Più che il paese dell’utopia, Dranikiland(come la definisce Vladimir Tsesler) è il paese senza entropia, dove tutto rimane inesorabilmente uguale nei decenni. Ci sono statue di Dzerzhinsky (tra i peggiori criminali della storia) nei parchi, e i servizi segreti si chiamano ancora KGB.

Come i soldati giapponesi dispersi nelle isole che continuavano a stare all’erta 30 anni anni dopo la fine della guerra, la Bielorussia è rimasta fedele alla linea, nonostante l'opposta direzione presa della storia, e l'abiura del proprio generale.

Bardziej niż kraj utopijny, Dranikiland (jak definiuje go Vladimir Tsesler), jest to kraj bez entropii, gdzie wszystko od dziesięcioleci bezlitośnie pozostaje takie samo. W parkach stoją pomniki Dzierżyńskiego, a służby bezpieczeństwa wciąż nazywają się KGB.

Podobna do żołnierzy japońskich na wyspach, którzy w stanie gotowości pozostawali przez 30 lat po zakończeniu wojny, Białoruś pozostała wierna przyjętej doktrynie, pomimo tego, że jej główni przedstawiciele odwrócili się od tego państwa, a historia obrała przeciwny kierunek.

Białoruś to dyktatura kiczu. Jak prezydencka fryzura na zaczeskę: śmieszna próba pokazania się takim, jakim się nie jest, albo z tym, czego się nie ma. Od ortalionowych kurtek w lamparci wzór do sztucznych kwiatów ozdobnych z plakatów reklamowych 6 na 3 metry, wszechobecnych w restauracjach.

To tak, jakby od 20 lat dbanie o estetyczną stronę kraju leżało w rękach jednego, starszego pana, o prowincjonalnym guście właściciela wielkiego gospodarstwa.

Sergey Pukst twierdzi, że Związek Radziecki upadł przez to, że nie miał dobrych projektantów; Białoruś na odwrót, wydaje się trwać właśnie dzięki temu. Inżynieria artystyczna” (jak nazywa się design) jest tu w pełnym rozkwicie.

Ale na tle reżimowego kiczu, prowincjonalnej wersji gustu radzieckiego, jaśniej świeci kultura niezależna.

Białoruska alternatywa tworzy się między innymi w Galerii Y, nieruchomym poruszycielu i pulsującym sercu życia kulturalnego Mińska. To siedziba takich artystów, jak Artur Klimow czy Siergiej Szabochin. W księgarni działa dom wydawniczy Logvinov, gdzie bywają najlepsi tworzący po białorusku pisarze w kraju. W salach między biurem a restauracją spotykają się codziennie reżyserzy, krytycy, filozofowie, muzycy i wszelkiego typu przedstawiciele myśli niezależnej, od intelektualistów po młodych hipsterów. Galeria Y to typ kawiarni literackiej z przełomu wieków XIX i XX, miejsca, gdzie zachodziła inteligencja, aby pić absynt i organizować rewolucje.

Nie przez przypadek jedyne białoruskie pismo artystyczne nazywa się pARTyzant, bo właśnie z tą figurą identyfikuje się wielu krajowych twórców. Jako kulturalni buntownicy działają w cieniu nurtów oficjalnych, bez środków na swoją pracę i bez nadziei na zyski. Jedynie nieliczni łączą sztukę ze społeczna awangardą, a życie kulturalne jako ratunek przed politycznym.

L'arte contemporanea è provocatoria per definizione, ma in Bielorussia da fastidio anche quando non lo è.

Michail Gulin è stato fermato dalla polizia e ha perso il suo lavoro per aver fatto un’installazione temporanea con 6 cubi colorati in diversi luoghi pubblici. Nessun messaggio nascosto, nessuno spunto polemico, semplici cubi colorati.

In Bielorussia nel 2013 la geometria pare essere un reato.

Alaksandr Zimenko che conosce dall'interno le dinamiche del ministero della culturaci spiega che il governo teme l'arte contemporanea perché non la comprende, e per paura di non riuscire a cogliere di volta in volta eventuali metafore contro il potere, preferisce buttar via il bambino con l'acqua sporca.

Sztuka współczesna jest prowokacyjna ze swojej definicji, ale na Białorusi jest niepożądana nawet jeśli nie prowokuje.

Michaił Gulin został zatrzymany przez policję i stracił pracę z powodu swojej czasowej instalacji, składającej się z 6 kolorowych sześcianów stojących w miejscach publicznych. Żadnego ukrytego przekazu, żadnego nastawienia polemicznego, proste kolorowe sześciany.

W Białorusi 2013 roku geometria może być reakcyjna.

Aleksander Zimenko, który od środka zna mechanizmy rządzące Ministerstwem Kultury, wyjaśnia, że rząd traktuje sztukę współczesną poważnie bo jej nie rozumie i ze strachu przed przypadkowym niezrozumieniem ewentualnych metafor antysystemowych, woli dmuchać na zimne.

Krytykowanie prezydenta nie oznacza tutaj wolności słowa, ale obrazę ojczyzny, i jest surowo karane. Rozumieją to ci, którzy wybrali pozostanie w kraju, i [próbują to sobie zracjonalizować]. Niezależnie od tego, największe problemy niezależnych artystów są natury ekonomicznej; liczba odbiorców jest ograniczona, a prywatni przedsiębiorcy nieliczni, bo 80% firm pozostaje w rękach państwa, którego mecenat wiąże się z bezlitosnym wartościowaniem.

Organizowanie koncertów i wydarzeń przez niezależnych artystów nie jest zakazane, ale nie jest również dozwolone. Na Białorusi kaleka jest tradycja wolnej ekspresji: wszystko, co nie jest dozwolone w dosłownych zapisach prawnych, jest zakazane.

Jeśli nie wejdzie się w ścisłe kręgi przekazu ministerialne i rządowe, przeszkody natury ekonomicznej i biurokratycznej sprawiają, że niemożliwe jest, aby niezależny show stał się również biznesem.

W jeszcze gorszej sytuacji znajduje się teatr. Chęć samodzielnego decydowania o tym, co znajdzie się na scenie, oznacza nie tylko odrzucenie pomocy państwa, ale również tej prywatnej. Mowa tu o teatrze niezależnym, przede wszystkim teatrze niemym i teatrze tańca. Innymi prawami rządzi się teatr opozycyjny.

Reżyserzy Free Theatre, na wygnaniu w Londynie, są zmuszeni do kierowania swoimi aktorami przy użyciu kamerek internetowych. Ich przedstawienia, odbywające się w starym domu na dalekiej prowincji Mińska, są nadzorowane przez policję, legitymującą również widzów.

Zarządzenia władz niespecjalnie poważa dyrektor Państwowego Teatru w Grodnie, były pułkownik KGB, który na nasze pytanie o szczegóły swojego życiorysu odpowiada, że teatr to tylko inna forma służby dla ojczyzny. Oto więc przykład kulturalnego eksperymentu, cóż z tego, że w tak reakcyjnym sensie.

Dla pisarza Pawła Kościukiewicza z chaotycznej sytuacji ideologicznej kraju, poddanego re-rusyfikacji, post-kolonializacji i otwierającym się na światowy kapitalizm, czerpią artyści każdego gatunku, szczególnie poeci i powieściopisarze, którzy dzięki temu źródłu inspiracji należą do najbardziej interesujących w Europie.

Ale należy przy tym uważać, aby nie wpaść w pułapkę upoetycznionej wizji autorytaryzmu. Najczęściej nagradzany reżyser teatralny Vladimir Szczerban stwierdza wprost, że białoruski świat kultury jest bez wątpienia ściśle związany z aktualnym stanem polityki. Artyści nie są wielkimi bohaterami romantycznymi, ale żyjącymi ludźmi z rodzinami i dziećmi, którzy nie otrzymują żadnych zastrzyków kreatywności czy zachęty do walki z codziennymi trudnościami ekonomicznymi i społecznymi.

MCDONALDS z ULICY LENINA

Pomimo iż kraj zajmuje 154. pozycję na 177 w rankingu uwzględniającym wolności ekonomiczne, realizacje innowacyjnych projektów ekonomicznych prawdopodobnie (i paradoksalnie) osiągną tu sukces, ponieważ są nieliczne i ponieważ Białoruś rozwija się w tempie, o jakim strefa euro tylko śni. Młodzi Białorusini są w istocie spokojniejsi niż ich koledzy z innych krajów wiedząc, że wskaźnik zatrudnienia w ich państwie utrzymuje się na poziomie 99,4%, i to pomimo ograniczeń stawianych przez blok UE-USA.

Szczególnie sektor technologii informatycznej jest mocno rozwinięty. Relatywnie niskie koszty zatrudnienia inżynierów sprowadzają klientów takich jak Coke, Google, Citigroup, Sears, Colgate-Palmolive, Thomson Reuters, Siemens, Mercedes-Benz, Bosch, Philips, Samsung, Barclays, którzy podejmują współpracę z Białorusinami. Aplikacje takie jak Viber czy gry w rodzaju World of Thanks są perełkami marki Made by BY.

Aktualnie największą przeszkodą w rozwoju jest strach przed stakeholdersami. Naruszenie statusu quo przez wprowadzanie całkiem obcych pomysłów i projektów może być niebezpieczne, a w kalkulacjach inwestorów zwykle przeważają wątpliwości i podejrzenia.

George Zaborski opowiada o swoich doświadczeniach z Me100, najbardziej interesującą przestrzenią współpracy w Mińsku. Studio zajmuje 300 metrów kwadratowych w post-industrialnym, leżącym odłogiem budynku.

Jego właścicielem jest bank, mało zainteresowany podwyższaniem czynszu czy przebudową kompleksu, narzekając tymczasem na działania podejmowane w studiu. Kilka dni temu George otrzymał telefon od dyrektora który, zamiast gratulować inicjatywy ożywienia pustostanu, wściekał się na „te gołe kobiety i kamery” (wernisaż wystawy fotograficznej).

Ekonomia Białorusi rozwija się na spokojnie pomiędzy przeciwnościami. Kto wie, co Lenin powiedziałby na widok wielkiego McDonalda otwartego na ulicy jego imienia. I kto wie, jakie, trzecie rozwiązanie istnieje pomiędzy monopolem państwa a nerwowym wyprzedawaniem dziedzictwa narodowego rosyjskim oligarchom.

Obiektywnie rzecz biorąc, poziom wolności dozwalanej przez reżim od dwóch lat się podnosi. Obecnie nie ma już (prawie) więźniów politycznych, muzycy z byłej czarnej listy mogą na powrót tworzyć, szwadrony śmierci nie łamią nóg dokumentalistom, nawet mówienie po białorusku (a nie po rosyjsku) staje się z czasem tolerowane. Jak wyjaśnia Jurij Chaszczewski, reżim się nie rozwija, bo nie ma już takiej potrzeby: Łukaszenko umocnił swoją władzę, tworząc machinę państwową, która musi się sprawdzić jako działająca na dobre i na złe.

Nowym normom wolnościowym młodzi odpowiadają, że bitwą do przeprowadzenia nie jest już bitwa polityczna, ale ta wewnętrzna, z autocenzurą na czele, i że musi się skończyć czas narzekania.

Jednak więcej niż optymizm wobec nowego kursu obranego przez dyktaturę, na wierzch wychodzi głębokie rozczarowanie.

Zmęczenie, z jakim Białorusini mimo trudności patrzą w przód, nie jest spowodowane dwudziestoma latami rządów Łukaszenki, ale historią całego półwiecza, jedną z najbardziej tragicznych wśród europejskich i azjatyckich krajów. Bo na tych ziemiach spotykają się bogactwa i cierpienia kultur dwóch kontynentów.

Artur Kilnau mówi, że Dostojewski w San Petersburgu musiał znać wielu Białorusinów, ponieważ nikt lepiej niż on nie opisał ich charakteru, rezerwy, cynizmu, obojętności, cech niezbędnych do przeżycia pod rządami dyktatury ostentacyjnie anachronicznej, z którą wkraczają w nowe, pozbawione wyraźnych ideologii tysiąclecie.

Spacerując po ulicach Mińska, Kilnau zwraca moją uwagę na to, że monumentalna stolica zbudowana według utopijnych założeń komunistycznych jako miasto słońca, dziś przypomina scenariusz sielanki w stylu teatru absurdu: nie dramat Białorusinów, Polaków, Rosjan czy Niemców, ale uniwersalne dzieło teatralne o snach ludzkości i o niemożliwości ich zrealizowania.

Powracając do metafory Pasoliniego, naszym jedynym pocieszeniem byłoby, gdyby razem z dyktaturą znikły również i „świetliki”, to znaczy tradycje, zwyczaje i wrodzona uprzejmość, które z kultury wiejskiej, przekazywane przez wieki, zachowały się u współczesnych młodych. Ale zrozumieliśmy też, że Białoruś jest krajem poza dobrem i złem, poza sądami moralnymi. Razem z Kilnauem zadajemy sobie pytanie, czy lepiej byłoby mieć kolejną stolicę europejską czy ten dziwaczny twór, będący więcej symbolem niż niezrealizowaną utopią, pełną donkiszotowskiej odwagi do wiary w przyszłość.