Dymisja Horsta Köhlera lub teoria jednego zdania za dużo

Artykuł opublikowany 30 czerwca 2010
Artykuł opublikowany 30 czerwca 2010
Istne trzęsienie ziemi w Berlinie. Po tym jak ku zaskoczeniu wszystkich prezydent Republiki Federalnej Niemiec, Horst Köhler, ogłosił 31 maja (zaledwie w połowie kadencji), że rezygnuje ze swych obowiązków, Niemcy wybierają dziś prezydenta. Czym zawinił poprzedni? Powiedział o jedno zdanie za dużo.

„Ogłaszam swoją dymisje ze skutkiem natychmiastowym”. O kompetencjach porównywalnych do tych, jakimi dysponują następcy angielskiego tronu, ale nadzorowany przez restrykcyjny ustrój demokratyczny i wybierany na pięć lat, Horst Köhler zdecydował się na decyzję wprawiającą w niepotrzebne zażenowanie nawet rząd. Decyzję tak niejasną, że musiała nieco poczekać na pierwsze reakcje.

O jedno zdanie za dużo

22 maja br. podczas lotu do Afganistanu prezydent Horst Köhler ogłosił radiu publicznemu Deutschlandradio Kultur:

„[...] kraj naszych rozmiarów, naszej orientacji handlu oraz o naszej zależności od handlu zagranicznego, musi być przygotowany na ewentualną interwencję militarną, gdy zajdzie potrzeba ochrony naszych interesów, takich jak wolne szlaki handlowe, w celu zapobieżenia niestabilności całego regionu, która może mieć negatywny wpływ na nasze perspektywy w handlu, zatrudnieniu i dochodach”.

Köhler usprawiedliwiał więc wojnę pobudkami ekonomicznymi?

Ta wypowiedź, która następnie pojawiła się we wszystkich największych mediach, sprawiła, że wśród przeciwników wojny w Afganistanie, na czele z partią Die Linke (Lewica) zawrzało. Zaniepokoiła ona także zwolenników Angeli Merkel. Köhler usprawiedliwiał więc wojnę pobudkami ekonomicznymi? Nad Renem trwa nieustająca od roku 2001 debata na temat wysyłania za granicę żołnierzy, toteż krytycy tych praktyk nie zmarnowali szansy, by zwrócić uwagę na rozdźwięk między dyskursem o pokoju i demokracji, a rzeczywistością pobudek ekonomicznych.

Jego wypowiedź w kontekście podróży do Afganistanu rozpętała prawdziwą burzę

Imperializm” - wstydliwe słowo pojawiło się w publikacjach nawet najpoważniejszych mediów, a „Süddeutsche Zeitung” ochrzciła prezydenta „Kaiser Horst I” (wydanie z 27 maja). Echa tego oświadczenia zasiały strach nawet pośród zwolenników zagranicznych działań Bundeswehry. Podczas gdy Niemcy efektywnie powracają w końcu na międzynarodową scenę militarną i dyplomatyczną, temu podobny eksces „mógłyby zakłócić działania Bundeswehry za granicą” – podkreślił Thomas Oppermann, przewodniczący SPD (Socjaldemokraci). Nawet CDU (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna, kierowana przez Angelę Merkel), wspierająca zazwyczaj prezydenta, oceniła jego wypowiedź jako nie na miejscu. 

Dymisja konieczna... dla Niemców

BYły prezes Międzynarodowego Funduszu Walutowego, funkcję zdał po otrzymaniu mandatu prezydentaNic nie jest w stanie rozwiać wątpliwości i zakończyć debat, nawet oficjalny komunikat otoczenia prezydenta wyjaśniający, że jego uwagi nie były skierowane tylko odnośnie Afganistan, ale także wybrzeży somalijskich, a nawet krajów dalekowschodnich, takich jak Chiny, które muszą wysyłać regularne patrole fregat w celu powstrzymywania pirackich praktyk. Niemiecki prezydent, o którym mówiło się, że jest już zmęczony władzą, znalazł się w centrum oskarżeń, które okazały się ponad jego siły. Wypowiedź Horsta Köhlera, byłego zresztą prezesa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, nigdzie indziej nie mogła wzbudzić takiego odzewu, jak w kraju, w którym z wielką ostrożnością podchodzi się do tematów użycia siły oraz ograniczenia wolności, choćby było to uzasadnione z punktu widzenia demokracji. Należy również zauważyć, że dymisja prezydenta, jak bardzo wyjątkowa by ona nie była, nie jest pierwszą w okresie powojennym: Heinrich Lubke zrezygnował z urzędu w roku 1969, po nagonce rozpętanej przez dziennik „Der Stern”i. Jego zbrodnia? W wieku 25 lat rysował plany zagospodarowania budynków obozów koncentracyjnych... W przeciągu czterdziestu lat to samo echo wstrząsnęło dwukrotnie niemiecką polityką .

Zdj.: jedynka, Köhler w Afganistanie: ©isafmedia/Flickr; Köhler z profilu: tgoldkamp/Flickr