Dyplomacja kulturowa od kuchni

Artykuł opublikowany 2 marca 2017
Artykuł opublikowany 2 marca 2017

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Na całym świecie są znane takie instytucje jak Instituto Cervantes, British Counsil czy Goethe-Institut. Są to oficjalnie przedstawicielstwa różnych krajów, zajmujące się nauczaniem rodzimego języka, promocją kultury za granicą.  Jednak w momencie, gdy takiej organizacji brakuje, ludzie mogą stworzyć ją samodzielnie i oddolnie.

Kilka lat temu ukraiński analog podobnych instytucji powstał w Kijowie. Pomysł należał do studenta Akademii Kijowsko-Mohylańskiej Jurija Miszczenki, który w ramach nauki języka chińskiego trafił na praktykę do Instytutu Konfucjusza. Wspomina, że kiedy koledzy z grupy dowiedzieli się, że jest z Ukrainy, zdarzało mu się uczyć kogoś języka lub pomagać w organizacji świąt i wydarzeń kulturalnych związanych z tematyką Europy Wschodniej.

Po powrocie do domu stwierdził, że potrzebna jest instytucja, która działałaby systematycznie i proponowałaby obcokrajowcom usługi nauki języka ukraińskiego i zapoznania się z kulturą. "Na samym początku - w 2014 roku - organizację tworzyłem ja, moi znajomi i przyjaciele, którzy chcieli mnie wesprzeć, 6-8 osób. Wtedy wszyscy robiliśmy wszystko - jedna osoba mogła prowadzić zajęcia i zajmować sie promocją w sieciach społecznościowych", - opowiada mi Jurij. - "Później zaczęli dochodzić nowi wolontariusze... Dzisiaj u nas działa około 30 osób, są osobne działy odpowiedzialne za różne obszary naszej działalności".

Organizacja została nazwana imieniem Hryhoria Skoworody, ukraińskiego filozofa i pisarza 18 wieku.

Głównie kijowski Instytut Skoworody zajmuje się nauką języka, ale też organizowane są wycieczki i spotkania dla obcokrajowców:

"Zapraszamy naszych studentów na wystawy czy warsztaty sztuki ludowej do muzeów, w ogóle na wszelkie wydarzenia, które mogłyby być dla nich interesujące. Nasz cel to stworzenie sieci organizacji na całym świecie, marki, która byłaby znana. Na Ukrainie oprócz Kijowa placówki są też we Lwowie i Charkowie".

W przeciągu tych kilku lat wolontariusze uczyli ludzi z 36 krajów.

"Dużo było osób z Polski, z Chin, z Niemiec" - mówi Jurij - "teraz jest dużo Koreańczyków, mamy nawet kilka "grup koreańskich".

Bartek trafił do Kijowa w 2015 jako wolontariusz Europejskiej Służby Wolontariackiej, później dostał się na studia magisterskie na Kijowskim Uniwersytecie Narodowym im. Tarasa Szewczenki i dostał pracę w stolicy.

Osobą, która przekonała mnie do podjęcia decyzji o rozpoczęciu nauki języka ukraińskiego, był mój najlepszy przyjaciel na Ukrainie. Powiedział mi, że jeśli nauczę się ukraińskiego, to będę pierwszym obcokrajowcem wśród jego znajomych, który zna jednocześnie rosyjski i ukraiński.”

Sofija działa w Instytucie jako wolontariuszka już półtora roku. Opowiada, że trafiła do Instytutu Skoworody najpierw na klub konwersacyjny dla obcokrajowców, bo chciała podszkolić swój angielski.

"Myślałam, że bezpośrednio podczas zajęć będziemy rozmawiać po ukraińsku, a po zajęciach będę rozmawiała z nimi po angielsku. Jednak im więcej w tym uczestniczyłam, tym bardziej się przekonywałam, że tak to nie działa. Zrozumiałam, że oni nie nauczą się języka, jeśli tuż po zajęciach będą przechodzić ze mną na angielski. Może, zapamiętają jakieś słowa, ale nie będą mieli praktyki, wiedzy systematycznej. Dlatego zostałam wolontariuszką i teraz uczę ludzi swojego języka. Staram się jak najwcześniej zachęcać ich do bezpośrednich konwersacji - od razu, jak nauczą się alfabetu i podstawowych słów."

"Zostałam w projekcie, bo zawsze chciałam poznawać ludzi z innym krajów... Niestety, często na przeszkodzie staje bariera językowa - przecież ja nie znam wszystkich języków świata, znam angielski, ale nie znam chińskiego, włoskiego, hiszpańskiego. W Instytucie Skoworody mogę, ucząc obcokrajowców własnego języka, poznawać też ich samych i ich rodzimą kulturę, możemy wymieniać się doświadczeniami i lepiej rozumieć siebie nawzajem" - dodaje Sofija.

W listopadzie 2016 roku w Krakowie otworzyła się pierwsza zagraniczna placówka Instytutu.

Pomysł stworzenia krakowskiej filii zaczęły realizować najpierw dwie wolontariuszki, jednak niedługo po anonsowaniu spotkania organizacyjnego zorientowały się, że otrzymały już ponad 60 zgłoszeń i w dwójkę nie dadzą sobie rady.  

"Zaczęłyśmy szukać więcej ludzi, którzy chcieliby w to się zaangażować" - opowiada jedna z organizatorek, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego Ola Petrowska, która przyjechała do Krakowa z Kijowa 5 lat temu na studia. - "Dzisiaj filię tworzy 10 osób. Zajęcia zaczynaliśmy po prostu w kawiarniach, później podpisaliśmy umowę z Wojewódzką Biblioteką Publiczną, która udostępniła nam salę dla zajęć... W ciągu pierwszych miesięcy materiały i zadania na każde zajęcia były pisane przez wolontariuszy; następnie wykładowcy ukrainistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim podzielili się podręcznikami".

Mieszkający w Krakowie Ukraińcy, którzy się zgłosili do uczestnictwa w projekcie, najczęściej tłumaczą swoją motywację chęcią podtrzymywania więzi z własną kulturą, promowania jej za granicą, a w Polsce szczególnie - tym, że ma to pomóc nawiązaniu dobrych relacji między Polakami a Ukraińcami.

"Motywują mnie ludzi, których uczę. Zawsze mnie interesowało, dlaczego obcokrajowcy chcą uczyć się ukraińskiego. Na lekcjach, które prowadzę, dostaję odpowiedzi na te pytania... Jeśli ktoś interesuje się Ukrainą, nie ma mowy, żebym nie pomogła mu poznać ten kraj i jego kulturę." - mówi Olenka Sydorak, która prowadzi zajęcia w jednej z grup. - "Dlatego wydaje mi się, że nie dotyczy to tylko mnie i jeszcze pary osób. To jest coś większego."

 „Większość naszych studentów to ludzie, którzy już mieli kontakty z Ukrainą – chodzili na piesze wycieczki w Karpaty, odwiedzali festiwale i kongresy we Lwowie. Dla niektórych nauka nowego języka – to coś w stylu przygody, po prostu coś nowego” - opowiada Ola Petrowska.

Uczestnicy zajęć zaznaczają również, że czasami będąc na Ukrainie, nie potrafili zrozumieć ogłoszeń i nazw sklepów przez to, że były napisane cyrylicą; lub że ich ukraińscy znajomi lepiej rozumieli język polski, niż oni sami - ukraiński.

Męczyłem partnerów biznesowych w Kijowie swoim polskim, teraz stwierdziłem, że to już czas najwyższy, żeby nauczyć się ich języka” – żartuje Michał, przedsiębiorca uczęszczający do grupy początkującej.

U mnie to była decyzja spontaniczna. Potrzebowałem zrobić sobie jakąś odmianę w życiu, zdobyć nowe hobby” – opowiada Rafał, który zawodowo pracuje jako programista. – „Gdzieś na Facebooku wyświetliło mi się wydarzenie, że jest darmowy kurs ukraińskiego, zaintrygowało mnie. Poszedłem z ciekawości na spotkanie organizacyjne. Było dla mnie zaskakujące, że z obcymi ludźmi może mi się tak fajnie rozmawiać przez kilka godzin, więc uznałem, że może warto w takim towarzystwie zostać na dłużej”.

Poza zajęciami Rafał zaczął się uczyć samodzielnie – tłumaczy artykuły znalezione w Internecie z ukraińskiego na polski: „Podoba mi się, ze niby obcy język, ale sporo można się domyślić. Często są w użyciu słowa, które znam z jakiejś starej literatury”.

Kasia, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, opowiada, że dowiedziała się o kursach na uczleni i zdecydowała przyjść ze względu na zainteresowanie Europą Wschodnią: „Motywacją była dla mnie też chęć poznania ciekawych ludzi, zdobycia nowego doświadczenia. Poza zajęciami mamy możliwość dodatkowej integracji dzięki cotygodniowym spotkaniom na Speaking Club”.  Niedługo po rozpoczęciu nauki spotkała swojego chłopaka Ukraińca, „który stał się dla mnie dodatkową inspiracja” – żartuje Kasia.

"Zobaczyłam wydarzenie na Facebooku, a jako że odbywało w kawiarni, do której często zaglądam, to wpadłam na spotkanie organizacyjne" - mówi Karolina, doktorantka filozofii na Uniwerystecie Pedagogicznym. - "W ramach projektu naukowego na swojej uczelni utrzymuję kontakt z osobami z Lwowskiego Uniwersytetu im. Iwana Franki, więc zdecydowałam się wziąć udział w kursach językowych. Fajne jest, że zajęcia przebiegają w wielu małych grupach, jest to mniej stresujące dla osób, które mają trudności z przełamaniem bariery językowej."

Styczność z językiem i kulturą obcego kraju często budzi chęć poznania jego bliżej - zarówno dla zdobycia nowych doświadczeń, jak też dla praktyki językowej. Piotrek, który zaczął się uczyć ukraińskiego od razu po pojawieniu się Instytutu Skoworody w Krakowie, zdecydował się na kilkudniową wycieczkę do Lwowa: "Zaprosiłem również kolegów z pracy, którzy jeszcze nigdy na Ukrainie nie byli, więc teraz jedziemy taką większą grupą".

Wolontariusze Instytutu opowiadają, że już kilka razy dostawali wiadomości z pytaniami, czy można przyjść na takie zajęcia w Łodzi, Warszawie czy Gdańsku, i musieli tłumaczyć, że na razie organizacja działa tylko w Krakowie.

"Widzimy, że jest zainteresowanie, więc nie wykluczamy możliwości, że niedługo zaczniemy tworzyć placówki też w innych miastach" - mówi Ola.