Dyskryminacja w Niemczech: lepiej wracajcie do domu

Artykuł opublikowany 21 stycznia 2011
Artykuł opublikowany 21 stycznia 2011
Niemcy już dawno temu przestały być oazą dla imigrantów. Od lat opuszcza kraj więcej osób, niż do niego przyjeżdża. Wśród wyjeżdżających znajdują się świetnie wykształceni młodzi Niemcy, którzy odwracają się plecami od swojego kraju. A wszystko to z powodu dyskryminacji.

Martin Hyun urodził się w Niemczech, studiował politologię w USA i Belgii, włada biegle trzema językami obcymi. Mimo to nie może znaleźć w swojej ojczyźnie zatrudnienia odpowiadającego jego kwalifikacjom. „Wszyscy mówią o tym, że Koreańczycy czy Wietnamczycy stanowią wzór integracji, ponieważ potrafią się dostosować, są zmotywowani do nauki i lojalni wobec konstytucji. Ale co z tego, skoro nie mają takich samych szans, co ich niemieccy rówieśnicy”, mówi bezbłędnym niemieckim.

„Gdy ubiegałem się o pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, zapytano mnie najpierw, czy jako Koreańczyk byłbym lojalny wobec Niemiec. W niemieckiej filii Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego spytano mnie nawet, czy nie będę lobbować na rzecz kandydatury Korei do organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2018 r. Dla kogoś, kto wychował się w Niemczech, jest to uwłaczające.” Zdaniem Martina większość rozmów kwalifikacyjnych w znanych niemieckich firmach kończy się przyjazną radą, żeby pracy poszukał raczej w Korei: być może tam mógłby się przebić na rynku pracy ze swoimi kwalifikacjami i znajomością języków. „Wielu moich znajomych naprawdę przeniosło się do Korei”, dodaje Martin. Nie spuszcza jednak nosa na kwintę. Ostatecznie ten 28-latek będzie robił doktorat na Uniwersytecie w Bonn.

W Niemczech brakuje 70.000 specjalistów

Statystyki potwierdzają słowa Martina. Niemcy ledwo co pogodzili się z byciem krajem imigrantów, w którym niemal co piąty mieszkaniec wywodzi się ze środowiska migrantów, a już muszę przyzwyczaić się do zgoła odmiennej sytuacji. Już od trzech lat Niemcy stają się raczej krajem emigracji, niż imigracji. Kraj nad Odrą opuszcza rocznie średnio 15 000 osób więcej, niż do niego przyjeżdża. To w połączeniu ze starzeniem się społeczeństwa i najniższym wskaźnikiem urodzeń w Europie (współczynnik urodzeń 1,4), sprawiło, że ten najbardziej zaludniony kraj UE skurczył się w ciągu ostatnich ośmiu lat o niemal milion obywateli. Gospodarka i eksperci biją na alarm: Niemcy tracą swoją konkurencyjność. Emigrują lekarze, naukowcy czy inżynierowie. I nie chodzi już tylko o Niemców. Coraz więcej młodych imigrantów pakuje walizki, nie widząc w Niemczech perspektyw dla własnej kariery. A wszystko to w chwili, gdy niemieckiej gospodarce brakuje nawet do 70.000 specjalistów. Próby zwabienia nowych wykwalifikowanych pracowników z zagranicy odniosły znikomy skutek: w 2009 r. jedynie 142 międzynarodowych fachowców otrzymało zezwolenie na osiedlenie się w Niemczech na stałe.

Odpływ wykształconych imigrantów przyczynia się do wzmożonej dyskusji o ich integracji w Niemczech, rzekomo zakończonej niepowodzeniem. Wywołał ją Thilo Sarrazin w 2010 r., prezentując swoje kontrowersyjne tezy o muzułmanach. Kanclerz Niemiec Angela Merkel uznała wówczas, że wielokulturowość „poniosła całkowitą klęskę”. Zdaniem federalnego ministra spraw wewnętrznych de Maizière blisko 15% imigrantów „odmówiło integracji”.

„Porozmawiajmy o dyskryminacji i rasizmie”

Blisko 900 przedstawicieli tureckiej elity w Niemczech protestuje obecnie w liście otwartym przeciwko jednostronności dyskusji w polityce i mediach: „Cierpi na tym nasze zaufanie oraz zaangażowanie na rzecz naszego kraju i naszego społeczeństwa.” List protestacyjny odwołuje się do badań przeprowadzonych przez Fundację im. Friedricha Eberta, według których prawie jedna trzecia Niemców zgadza się z następującymi stwierdzeniami: „obcokrajowcy przyjeżdżają po to, żeby wykorzystać państwo socjalne”, a wobec braku miejsc pracy „powinno się odesłać obcokrajowców do ich ojczyzny”.

„Nie mam dobrego zdania o integracji. Porozmawiajmy o dyskryminacji i rasizmie. Porozmawiajmy o tym, że imigranci są sfrustrowani z powodu nierównych szans na rynku pracy”, zżyma się w trakcie dyskusji o wskaźnikach integracji Kenan Kolat, wójt gminy tureckiej w Niemczech. Cztery piąte studentów wywodzących się ze środowiska imigrantów pochodzi z niewykształconych rodzin - wśród rodowitych Niemców odsetek ten wynosi tylko około 16%.

Do wzorcowych przykładów udanej integracji należy 23-letni Kadir Sak. Pochodzi z typowej rodziny gastarbeiterów z Anatolii i urodził się w Niemczech w trzecim pokoleniu. Jego matka otrzymuje Hartz-IV. [świadczenie społeczne wypłacane osobom będącym na bezrobociu ponad 9 miesięcy – przyp. tłum.] Mimo to Kadirowi i dwójce jego rodzeństwa udało się dostać na uniwersytet. Kadir chce być nauczycielem i wzorem dla dzieci, które mają inne korzenie niż niemieckie. Jednak coraz bardziej wątpi w swój kraj. „Chciałem stać się Niemcem, ale zrozumiałem, że tutaj zawsze będę Turkiem”, mówi Kadir.

Nie pomaga nawet mało wyróżniający się wygląd. „Podczas gdy ja wyglądam jak Niemiec, mój brat ma ciemną karnację i czarne włosy. On ma jeszcze gorzej.” Dlatego Kadir zastanawia się nad tym, czy wraz z żoną nie pójść śladem setek tureckich fachowców i nie wyemigrować do kraju swoich przodków. Jest jednak świadomy tego, że również w Turcji nie będzie miał łatwo. „W domu z żoną mówimy po niemiecku, język turecki sprawia mi trudność. Każdy po 3 zdaniach domyśla się już, że jestem alemanci. Tkwię między młotem a kowadłem: nie należę ani do tego, ani do tamtego świata”- Kadir wzrusza ramionami. A mimo to nie chce się poddawać: „Niemieckie społeczeństwo potrzebuje więcej wykształconych ludzi ze środowiska imigrantów – tak mówi sama kanclerz Merkel”.

(Tekst ten został opublikowany we fragmentach 16. 11. 2010 r. w gazecie  Hospodářské noviny)

Fot. (cc)Loving Earth/flickr; Sarrazin (cc)oparazzi photos/flickr; Multikulti (cc)Gertrud K./flickr