Dzień z masonami: Masonica 2015

Artykuł opublikowany 22 maja 2015
Artykuł opublikowany 22 maja 2015

Reportaż naszego dziennikarza Nino Aveni, który wybrał się na Masonica 2015 - dzień otwarty, organizowany przez brukselską brać masonów. Nino słuchał starych opowieści, badał, jak przedstawiciele wolnomularstwa postrzegają samych siebie oraz odkrywał drogocenne artefakty. (Relacja nie zawiera teorii spiskowych).

Masonica 2015 to targi literatury masońskiej organizowane w Brukseli. Co więcej, to jedyny taki dzień w roku, kiedy czołowi przedstawiciele brukselskiego wolnomularstwa otwierają się na resztę społeczeństwa oraz bez wątpienia jedyna impreza z takim nagromadzeniem masonów na metr kwadratowy.

Po ciepłym powitaniu przez Jiri Pragmana, masona i organizatora Masoniki, spędziłem z nim trochę czasu w Wielkiej Świątyni, wybudowanej w 1910 roku. Masonica to „impreza wyraźnie zorientowana na literaturę masońską" - mówi Jirie, dodając, że „skupia się wokół autorów, którzy piszą na temat masonerii, niekoniecznie będąc masonami". „Nie chodzi tu jednak o zaprezentowanie książek czy rozdawanie autografów" - kontunuuje. „To przede wszystkim wymiana poglądów i konferencje na tematy podejmowane w literaturze masońskiej". Kiedy chcę zrobić Jiriemu zdjęcie, ktoś podpowiada, żeby uśmiechnął się do aparatu. „Nie zrobię tego" - odpowiada. „Ludzie nie poznaliby mnie, gdybym się uśmiechnął".

Kiedy już zapoznałem się z surrealistycznymi wnętrzami o zdobieniach nawiązujących do cywilizacji egispkiej, którymi upiększone były pomieszczenia, w których odbywały się targi, postanowiłem zaczepić przyjaźnie wyglądającego mężczyznę i poprosić go o jakąś historię związaną z jego masońskim doświadczeniem. François Jeanray opowiedział mi o dwóch najważniejszych momentach w jego życiu. Pierwszym z nich był dzień, kiedy jako członek brał udział w obradach komisji orzekającej podczas procesu, w którym oskarżony „popełnił morderstwo w kontekście częściowo usprawiedliwiającym jego czyn". Wraz z jeszcze jedną osobą z komisji sprzeciwił się wtedy odrzuceniu przez sąd argumentów oskarżonego.

Drugim był dzień, kiedy 10 lat później spotkał tego właśnie członka komisji na spotkaniu masonerii i usłyszał od niego: „To było coś, co głęboko mnie naznaczyło. Nie wiedzieliśmy wtedy, że oboje należymy do ruchu masońskiego, a jednak zareagowaliśmy dokładnie tak samo na decyzję sędziego."

Za stosem książek zatytułowanych „Le Rêve du Philosophe" („Sen Filozofa") siedzi starszy, elegancki mężczyzna. Jean Somers, bo tak się nazywa, opowiada mi poruszającą historię wolnomularstwa w Portugalii, zakazanego przez 47 lat dyktatury. „Kiedy siły wyzwoleńcze przywróciły wolność masonerii, zanikł zwyczaj masońskiego rytuału i przetrwała tylko jedna loża. Nosiła ona nazwę «La Liberdade». Jej członkowie spotykali się w szkole, w sali przeznaczonej na obrady nauczycieli".

„W razie policyjnej inspekcji, mieli oni udawać, że uczestniczą w zjeździe absolwentów" - wspomina Jean. „Dowiedzieliśmy się o tych spotkaniach drogą prywatnej korespondencji i postanowiliśmy odwiedzić naszych portugalskich przyjaciół, aby pokazać im jak wygląda rytuał inicjacyjny. [...] W kulminacyjnym momencie usłyszałem płacz kogoś stojącego za mną. Był to jeden z naszych najstarszych Braci, który zwyczajnie nie mógł powstrzymać swoich emocji. My również zapłakaliśmy. To był bardzo przejmujący moment".

Zapytałem Jeana kim w jego rozumieniu jest mason, na co odpowiedział: „wolnomularz nie jest osobą, która para się sekretami czy bierze udział w spiskach. To ktoś, kto stara się postępować dobrze, dołożyć swój kamień do budowy świątyni człowieczeństwa. Tym kamieniem jest on sam, to, czym się zajmuje" - tłumaczy. „Każdy z nas stara się z całych sił spełnić w roli członka rodziny, w swej roli zawodowej, w otaczającym nas świecie. To może być niewielki wkład, lecz wszystkie wielkie zmiany są wynikiem działania dużej ilości osób. Torebka piasku nie jest zbyt użyteczna,  ale wiele takich torebek może powstrzymać powódź".

Kiedy przyglądałem się kolekcji masońskich antyków, Clemens Hondtong, siedzący za stoiskiem mężczyzna, zaprezentował mi tabakierę z różanego drewna, wykonaną we Francji około 1825 roku.

„Co ona przedstawia?" - zapytałem.

„Na przedzie została ukazana świątynia Salomona i masońskie narzędzia pracy" - odpowiedział Clemens. „Wnętrze tabakiery jest jednak bardziej sprośne - umieszczono tutaj scenę erotyczną. Tak, dwie kobiety i mężczyzna podczas aktu seksualnego. Szczęściarz z niego. To bardzo ciekawy i niespotykany przedmiot".

„A co jest z tyłu tabakiery?"

„Nic, po prostu drewno różane!"

„Ile ona kosztuje?"

„Około 1 800 euro"

Kiedy zmierzam do wyjścia, moją uwagę przykuwa błękitna sala z lśniącymi na suficie gwiazdami. To Niebieska Świątynia, idealne miejsce na zakończenie tego surrealistycznego dnia. Do zobaczenia za rok, Masoniko.

Więcej zdjęć Nino Aveni zobaczysz na jego profilu na Tumblr.