Dziennikarstwo obywatelskie: nowe znaczenie zawodu dziennikarza

Artykuł opublikowany 12 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 12 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Dziennikarstwo "obywatelskie" lub też uczestniczące nie chce być konkurencją dla dziennikarstwa tradycyjnego. Jednak trzeba wiedzieć, jak przygotować się do tej "rewolucji".

36-letni Benoît Rapahël jest dziennikarzem i zajmuje się stroną internetową w regionalnym dzienniku francuskim Le Dauphiné Libéré. W lutym jego dziennik stworzył stronę internetową quelcandidat.com ("którykandydat.com"), która pozwala internautom na jeszcze większy udział we francuskiej kampanii prezydenckiej. W sześć tygodni po jej utworzeniu, strona odnotowuje około 40-50 tys. odwiedzin dziennie. Rapahël prowadzi również bloga poświęconego zjawisku dziennikarstwa obywatelskiego. Uważa, że media powinny wykorzystać bogactwo materiału produkowanego przez internautów.

Jakie są według Pana czynniki, które spowodowały rozwój dziennikarstwa obywatelskiego?

Dzisiejsza prasa przechodzi przez ten sam kryzys co politycy samorządy. Dziennikarze są zbyt blisko władzy. Oprócz tego, niektórzy z nich są zamknięci na inne środowiska, odmawiają uznania swoich błędów i wytykają brak inteligencji zwykłym ludziom. W obecnych czasach każdy próbuje w czymś brać udział: politycy w demokracji uczestniczącej, media w dziennikarstwie obywatelskim... Jednak internauci nie mają w ogóle ochoty znaleźć się na miejscu dziennikarzy. Oni chcą uczestniczyć w debacie, wypowiadać się i rozpowszechniać informacje. Dziennikarstwo uczestniczące zmusza nas do przedefiniowania znaczenia naszego zawodu

Jakie są największe trudności internetowych stron obywatelskich?

Współtworzenie. Musi ono być naturalne i spontaniczne. Następnie, ważne jest wspieranie internauty podczas jego pierwszych odwiedzin na stronie, pozwalanie mu na wypowiedzenie się na każdy temat. Są to zabiegi stosowane od dawna przez prasę lokalną w stosunku do swoich korespondentów. Na stronie quelcandidat.com pracujemy nad otrzymanymi tekstami, zmieniamy tytuły i rozdziały. "AgoraVox" przedstawia się jako medium "ludowe" ale większość piszących dla nich to dziennikarze, eksperci, znane osoby. Ważne jest żeby media stały się obywatelskie na każdym poziomie.

Mówi Pan, że nie należy przeciwstawiać dziennikarstwa tradycyjnego dziennikarstwu obywatelskiemu. Jednak obecnie blogi i strony prywatne zawierają więcej subiektywnych opinii niż informacji...

Pierwsze zdjęcie tsunami w Tajlandii z grudnia 2004 roku zostało zrobione przez zwykłego człowieka i umieszczone na jednym z blogów zanim informacja o kataklizmie zdążyła obiec cały świat. Wydarzenie to bardzo szybko zaistniało w Internecie dzięki takim stronom jak youtube, dailymotion, flickr. Tym niemniej, strony współtworzone przez internautów nie potrafią wyłowić cennych informacji i brakuje im spontaniczności. Internauci nie będą dostarczać cennych informacji, zostanie to w gestii dziennikarzy, ale będą za to dawać inne spojrzenie na prezentowane fakty. Cała praca mediów powinna polegać na włączeniu do obiegu informacji otrzymanych od internautów, na ich sprawdzaniu, porządkowaniu i hierarchizowaniu. Dziennikarze zamiast bać się utraty zawodu powinni korzystać z bogactwa tworzonego przez internautów.

Raport Tessiera, opublikowany w lutym przez rząd francuski, sugeruje opłacanie "dziennikarzy obywatelskich" tak jak korespondentów prasy lokalnej. Co Pan o tym sądzi?

Jest to ważne pytanie i do tej pory na nie jednoznacznie nie odpowiedziano. Nie uważam by trzeba było płacić internautom. Każdy kto współpracuje z gazetą powinien otrzymywać zapłatę. Jednak dziennikarze obywatelscy nie chcą zastąpić tradycyjnych dziennikarzy, chcą jedynie uczestniczyć w debacie i w wymianie informacji, weryfikować to o czym opowiadają dziennikarze. Wierzę że ten dialog jest bardzo potrzebny. Danie im pieniędzy stworzyłoby z nich kastę dziennikarzy obywatelskich, mogłoby to zniweczyć tę piękną rewolucję.

Dziennikarstwo obywatelskie w Europie: za dużo za zbyt mało

Wolni strzelcy skazani są na coraz bardziej niepewną egzystencję, targani zmianami w świecie mediów. Do takiego wniosku doszli uczestnicy międzynarodowego seminarium Pigeons pas pigistes odbywającego się w Liège, w Belgii, 29-30 marca. Spotkanie określono półmetkiem kampanii Belgijskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Zawodowych (AJP) mającej na celu pomoc wolnym strzelcom w całej Europie.

Dochody

Badania Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ) podają, że wysokość kwoty płaconej dziennikarzom za tekst jest zależna od ilości znaków, słów lub stron (np. w Belgii i Chorwacji). Rzadziej na zarobki wpływa czas poświęcony pracy, choć jest to powszechna praktyka w Danii i Finlandii.

W Niemczech tylko niektórzy wolni strzelcy są opłacani za godziny pracy. Dzieli się ich na "zatrudnionych wolnych strzelców" ("fixed freelancers") i "wolnych wolnych strzelców" ("free freelancers"). Pierwsi nie pracują w redakcjach, są jednak wynagradzani za czas pracy. Piszący sporadycznie otrzymują wynagrodzenie zależne od ilości znaków w tekście.

Fakt, że wydawnictwa wolą płacić za rozmiar tekstu a nie czas poświęcony na jego napisanie dowodzi tego, że przedkładają ilość nad jakość. To z kolei może prowadzić do powstawania większej ilości tekstów "pisanych" metodą "kopiuj-wklej", zamiast rzetelnych artykułów powstających na bazie zdobytych przez dziennikarza informacji.

Gotowi na wszystko

Duża ilość pracy oznacza, że zarówno zatrudnieni na stałe dziennikarze, jak i wolni strzelcy, mają niewiele czasu na porządne dochodzenie dziennikarskie, które jest niezmiernie ważne dla demokracji. Wprawdzie związki zawodowe starają się zapewnić dziennikarzom godziwe wynagrodzenie w zamian za rozwijanie umiejętności, nie powinny jednak zapominać, że przyswajanie nowych technologii (video, dźwięk, grafika komputerowa i praca z Internetem) także wpływają pozytywnie na szanse dziennikarza na otrzymanie zatrudnienia.

Brak solidarności

Saafi Allag-Morris z Krajowego Związku Zawodowego Dziennikarzy we Francji krytykuje brak solidarności pomiędzy wolnymi strzelcami a etatowymi dziennikarzami. Jej zdaniem im gorzej wolni strzelcy są opłacani, tym atrakcyjniejsi się stają dla wydawnictw. Leży zatem w interesie dziennikarzy zatrudnionych na stałe rozwiązanie tego problemu - kiedyś sami mogą stać się wolnymi strzelcami.

Wyzyskiwanie stażystów

Francja jest pełna naopłacanych lub opłacanych słabo stażystów, świeżo upieczonych absolwentów, których nikt nie ostrzegł przed niebezpieczeństwami zawodu. Dyrektorka EFJ, Renate Schroeder, określa to zjawisko jako "wielki problem" związków zawodowych, nad rozwiązaniem którego EFJ obecnie pracuje.

Tekst: Julian Hale - Bruksela. Tłumaczenie: Natalia Sosin.