Elisabeth Badinter: "Żeby chłopiec stał się mężczyzną, trzeba czasu"

Artykuł opublikowany 23 października 2007
Artykuł opublikowany 23 października 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W latach siedemdziesiątych była zagorzałą działaczką Ruchu Wyzwolenia Kobiet. Filozofka i matka trójki dzieci, Elisabeth Badinter w 2003 roku swoją szokującą książką zatytułowaną "Fałszywa ścieżka" wsadziła kij w mrowisko spisując bilans zysków i strat dyskursu feministycznego

Niewątpliwie można dać jej etykietkę neo-macho. Gdy popatrzy się na niedojrzałych mężczyzn uciekających przed swoimi obowiązkami, walecznymi amazonkami i bezdzietnymi trzydziestolatkami, można dojść do wniosku, że spięcia męsko-damskie nie uspokoiły się od czasów rewolucji feministycznej w latach 70. Jedna z jej pierwszych bojowniczek, pisarka oraz doktor filozofii Elisabeth Badinter nie waha się iść pod prąd. Po zanegowaniu instynktu macierzyńskiego i przedstawieniu wizji mężczyzn w ciąży, Badinter atakuje ideologię feministyczną, którą oskarża o ciągłe stawianie kobiet na pozycji ofiar.

Dzisiejsi mężczyźni wydają się być zagubieni, mają kryzys tożsamości, spowodowany przez drobne codzienne tchórzostwa i chroniczną niedojrzałość. Czy trzydzieści lat feminizmu ich czasem nie wykastrowało?

Ruch feministyczny to jedyna bezkrwawa rewolucja XX wieku. Nie oznacza to jednak, że nie był to ciężki proces, ani że obyło się bez wojen domowych. Czemu tak wielu mężczyzn cierpi dzisiaj na "syndrom Piotrusia Pana?" Przede wszystkim dlatego, że nieświadomie noszą w sobie brzemię swoich przodków i nieustannie się ich oskarża. Na przykład według przeprowadzanej każdego dziesiątego marca ankiety, jedna kobieta na dziesięć jest ofiarą przemocy małżeńskiej, co pozwala na negatywne interpretowanie wyników tej ankiety. Obraz mężczyzn jest tak negatywny, że nic dziwnego, że uciekają. Amerykański radykalny odłam feministek przylepia na wyrost mężczyznom łatkę tych "złych" a kobietom - ich ofiar. Jednak tak naprawdę niewielu mężczyzn jest łajdakami i, czy tego chcemy, czy nie, możemy zaobserwować proces społecznej kastracji mężczyzn.

Wspomina pani o oswojeniu seksualności przez nowy feministyczny porządek moralny. Jednak czy banalizacja pornografii oraz poniżający obraz kobiet nie przeczą tej idei?

Niepełnoletni nie mają prawa korzystać z pornografii. Dla dorosłych jest to rozrywka, jednak dla młodych może ona stać się obowiązującym modelem seksualności, co jest nie do zaakceptowania. Sądzę, że wiele kobiet jest zaszufladkowanych w tradycyjnym schemacie, będącym karykaturą męskiej dominacji. Czy mielibyśmy potrzebę pornografii, gdyby ten archaiczny podział ról nie zaspokajałby w pewnym stopniu naszych potrzeb seksualnych? To zagadnienie jest też okazją do zastanowienia się nad masochizmem kobiet. Tego typu popęd seksualny jest ciągle ważny.

Twierdzi pani, że nie ma czegoś takiego jak męska dominacja, że to kobiety nie prą do zaakceptowania swojej autonomii

Zarówno mężczyźni, jak i kobiety dominują. Szokuje mnie masowy opór młodych kobiet wobec tradycyjnego modelu feministycznego, głoszącego równość. Niewątpliwie częściowo jest on poszukiwany, jednak kobiety pragną również zachować wcześniejszy, nie pozbawiony zalet, schemat nadający każdej płci określoną rolę. Czemu coraz więcej wykształconych i inteligentnych kobiet woli zostać w domu i opiekować się dziećmi? Jak wyjaśnić fakt, że w osiemdziesięciu procentach wykonują one prace domowe, jeśli to nie jest z powodu pewnej władzy, którą mają?

Mężczyźni, nawet ci wychowani przez matki-feministki, niezbyt entuzjastycznie odnoszą się do feminizmu

Problem nierówności płci w życiu zawodowym czy politycznym wynika z nierówności w życiu prywatnym. To prawda, że wielu mężczyzn nie wykonuje swojej części zadań po to, by dać odpór wszechobecnej nienawiści. Jednak różnice w porównaniu z latami 50. są widoczne. Wtedy mężczyźni nie tykali się prac domowych nawet małym palcem. Równość jest formą współodpowiedzialności. Sytuacja poprawia się, nawet jeśli nie jest satysfakcjonująca; zawsze będą łajdacy i egoiści. Na to, żeby stać się mężczyzną trzeba czasu. I to coraz więcej: od 35 do 40 lat.

W swojej książce zatytułowanej "XY - tożsamość mężczyzny" przewiduje pani, że mężczyźni i kobiety staną się bliźniętami różnej płci. A jednak mam wrażenie, że nigdy dziejach nie było aż tylu różnic między nimi?.

Nie da się mówić o męskiej tożsamości, nie powodując przy tym dużej frustracji i zamętu. Mężczyźni zawsze bali się kobiet, a zwłaszcza ich seksualności. Jednak na zewnątrz wydają się być twardzi i silni. Zgodnie z archaicznym modelem podziału ról dziewczęta ograniczały się do roli biednych istotek, marzących o założeniu rodziny. Dzisiejsze kobiety są zdobywczyniami i są niesamowicie pewne siebie. Jednocześnie mają wyjątkową zdolność dawania życia oraz niezależność finansową i zawodową. A co zostaje dla mężczyzny? Na dostosowanie się do tej sytuacji potrzebne mu pewnie będzie jeszcze jakieś pół wieku.