Emilio Caruso: Zakochany w Europie

Artykuł opublikowany 14 lutego 2008
Artykuł opublikowany 14 lutego 2008
Historyczna pamięć Komisji Europejskiej jest delikatnie kształtowana rękami Włocha, który widział już wiele

Od 1972 roku młodziutki asystent biura rzecznika prasowego Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej, później sekretarz Wspólnoty Europejskiej. Ma sześćdziesiąt cztery lata i od trzydziestu pięciu pracuje dla Europy.

Ubrany w garnitur z niebieskiego tenisu, nienaganny w zachowaniu, elegancki i uprzejmy, Emilio Caruso przyjmuje nas w swoim gabinecie o godzinie 17. Na ścianach wiszą zdjęcia z balów, z Margot Wallström, przyjaciółmi i wieloma prezydentami, Prodim i Barroso, kolegami dziennikarzami, a także portret siedmioletniego Emilio na Sycylii.

"Jestem pracownikiem Europy, ponieważ wszyscy jesteśmy urzędnikami. Wszyscy możemy tu działać, jeśli zechcemy!". Tak rozpoczyna rozmowę Emilio Caruso, który w Europie zakochany jest od dawna, od małego, kiedy z sycylijską rodziną przeniósł się do Brukseli, gdzie mieszka do dziś.

"Mów mi Emilio, darujmy sobie formalności!"

Zaczynamy od Komisji. "Doktorze Caruso...", "Mów mi Emilio, darujmy sobie formalności!". A więc: "Emilio, co zmieniło się w ciągu trzydziestu pięciu lat twojej pracy w Komisji Europejskiej"? "W 1972, w nowo powstałym Palazzo Berlaymont (siedzibie Komisji Europejskiej) mieliśmy trzydziestu dziennikarzy, sześciu rzeczników Komisji, w tym niektórzy pracowali dla dwóch krajów, i wszystkie propozycje przechodziły przeze mnie, zanim zostały przekazane do Parlamentu. Mam dostęp do wszystkich porządków dnia, ale otrzymuję i czytam dziennie czterysta dokumentów Komisji, drugie tyle Parlamentu i do tego jeszcze trochę z Trybunału Sprawiedliwości oraz Komitetu Ekonomiczno-Społecznego..."

Dziś dziennikarzy jest 1274 i podobnie musiał wyostrzyć pamięć. Nie mówiąc już o tym, że kiedyś mówiło się po francusku, a dziś dominuje angielski. "Nawet, gdy jest możliwość mówienia we własnym języku, ludzie wolą angielski. Cóż..."

Żywe archiwum historyczne Europy

Jako historyczne i ludzkie archiwum Komisji Europejskiej, Emilio Caruso w ciągu czterdziestu czterech lat poznał wszystkich prezydentów i komisarzy. Uprzywilejowany reprezentant dziennikarzy i lobbystów, każdemu, kto pracuje w instytucjach europejskich, jest znany ze swego bezwarunkowego poświęcenia europejskiej sprawie i ścisłego przestrzegania porządku dnia.

Niezmordowany pracownik ("w soboty lubię przygotowywać pracę na następny tydzień"), rozpoznawany przez wszystkich, na ulicach i korytarzach, Emilio Caruso żywo pamięta Jacques'a Delors: "zawsze mówił mi, że jest samoukiem" oraz belgijskiego prezdenta Jean'a Rey: "Był niewielkiego wzrostu, za to wielki humanista. Miałem jakieś 23 lata i spotykałem go każdego ranka, ponieważ mieszkał przed Cinquantenaire (parkiem w Brukseli, w którym mieszczą się różne muzea i największy meczet Belgii), gdzie pracowałem. Zachęcał mnie, mówiąc, że dla nas młodych Europa jest ważna".

A spotkania z Aldo Moro i Giulio Andreotti? "W senatorze Andreotti pamiętam niewiarygodny entuzjazm. Mając w perspektywie przyłączenie Hiszpanii i Portugalii, w 1985 r., "zmuszał nas" do pracy przez 48 godzin bez przerwy. Były to imponujące momenty wielkiej jedności i solidarności".

Humanitarność i prostota. Stosunek do młodych pokoleń

Przechodzimy do prozy życia. Zastanawiam się, czego potrzeba, by móc pójść w ślady Caruso. "Naturalnie, jest konkurs. I wymagania są równie wysokie, jak za moich czasów. Dawniej, podobnie jak dziś. Zauważyłem jednak, że młodzi ludzie mniej dają z siebie. Dawniej mieli ducha, entuzjazm. Dziś wydają się być bardziej bezbarwni, mniej elastyczni. Nie tak oddani, jak wymaga tego ta praca". Niemniej jednak, Caruso nie unika okazji do wdania się w rozmowę z młodymi urzędnikami i stażystami, którzy nieustannie zmieniają się w Komisji. I to im uwielbia udzielać fascynujące lekcje historii i architektury, opowiada przeżyte anegdoty; jest niemal w stanie - o ile ktoś odważyłby się tak powiedzieć i o ile określenie jest dopuszczalne - czystej świadomej naiwności.

Zdjęcia w tekście: Delors i Rey (Parti socialiste/Flickr/European Commission Audiovisual Service), Moro i Andreotti (www.senato.it/lucacicca/Flickr)