Espresso: Przemoc wobec kobiet mieszka TUTAJ

Artykuł opublikowany 12 stycznia 2016
Artykuł opublikowany 12 stycznia 2016

[OPINIA] Po napaściach na tle seksualnym, jakie miały miejsce w Kolonii (Niemcy) w Noc Sylwestrową, europejska prawica wystosowała masową krytykę wobec ostatnich fal uchodźców i naszej „liberalnej” polityki migracyjnej. Ale czy problem łamania praw kobiet rzeczywiście ma swoje źródło poza naszymi granicami?

W wigilię Nowego Roku w Kolonii setka kobiet zgłosiła napaść lub molestowanie na tle seksualnym opisując napastników jako mężczyzn o „wyglądzie sugerującym arabskie lub północnoafrykańskie pochodzenie”. Zaś najbardziej zjełczałej prawicy Starego Kontynentu zabrakło czasu na to, by zrzucić winę na uchodźców, na politykę, która daje im schronienie i wielokulturowość, którą tak bardzo się chlubimy.

Sprawa wzbudziła wiele sprzecznych opinii i nie mniej znaków zapytania. Nieznany jest powód, dla którego policja oraz media zwlekały z upublicznieniem informacji o tych zajściach. Należałoby także odpowiedzieć na pytanie: w jaki sposób tysiąc mężczyzn zdecydowało się na pogwałcenie praw tych wszystkich kobiet tego samego dnia  i w tym samym mejscu, w okolicznościach, które możnaby wyjaśnić jedynie zakładając uprzednie zorganizowanie napaści?

Ale podczas, gdy niektórzy dyskutują nad tym, kto ponosi winę za podobne bestialstwo, a my czekamy na to, aż wyjaśnią się wszystkie niewiadome, a winni zostaną złapani – debata nad prawami kobiet w Europie nadal jest daleka od ideału. Być może to my, Europejczycy, powinniśmy najpierw przyjrzeć się temu, co dzieje się wewnątrz naszych granic, zamiast pouczać o równości kobiet i mężczyzn oraz twierdzić, że ataków w Kolonii można było uniknąć stosując większą kontrolę imigrantów.

To tutaj wciąż nie znaleźlismy odpowiedniego momentu na poruszenie tematu molestowania seksualnego. Dlatego ciągle znajdują się osoby, które atakują, obrażają i dręczą znaną użytkowaniczkę Twittera (jak i tych, którzy poparli jej inicjatywę) za omawianie problemu za pośrednictwem mediów społecznościowych. I dlatego też, zawsze kiedy pojawia się nagranie ukazujące kobiety napastowane słownie przez dziesiątki mężczyzn podczas gdy spacerują po ulicach - powraca spór na temat granic „komplementu”. A wszystkiemu winny jest fakt, że świadomość, iż żaden mężczyzna nie ma prawa wyrażać swojego zdania na temat cielesności lub nastawienia kobiety, jeszcze nie stała się powszechna.

To tuaj jeszcze uważamy za „normalne” to że kobieta, która wraca do domu sama po nocy, powinna na siebie specjalnie uważać. Fakt, że niektóre kraje wprowadziły do programów nauczania zajęcia z samoobrony dla dziewczynek też nie daje nam do myślenia. A to dlatego, że społeczeństwo nadal akceptuje opinię, że to my powinnyśmy na siebie uważać.

To tutaj nadal przesłuchujemy ofiary gwałtów, pytając o ich nastawienie, o sposób w jaki były ubrane; nie przestajemy upewniać się, czy aby nie były pod wpływem alkoholu lub czy też są pewne, że nie wyraziły zgody na to, co im się przytrafiło. To dlatego, że wciąż nie brakuje tych, którzy uważają, że sposób, w jaki zachowuje się kobieta, może sprowokować atak. 

To tutaj kobiety nadal ponoszą śmierć z rąk swoich partnerów. I nie dlatego, że nie zdały sobie na czas sprawy z tego, że zakochały się w ciemiężycielu; czy też dlatego, że system ochrony ofiar nie jest skuteczny. Winę ponosimy my sami – dumni Europejczycy – ponieważ jeszcze nie nauczyliśmy się wychowywać obywateli w duchu równości praw kobiet i mężczyzn.

To wszystko nie przyszło z zewnątrz. Problem przemocy wobec kobiet jest tutaj. Mieszka tutaj.