Eu…ropa! Gdy w Atenach „stara Europa” spotyka „młodą”

Artykuł opublikowany 3 czerwca 2009
Artykuł opublikowany 3 czerwca 2009

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W barze w głównym hotelu w Atenach „stara” Europa spotyka „młodą”. Wśród zgromadzonych 27 gości znajduje się sześć osób pamiętających jeszcze epokę Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali z lat 1950-51, dwie euroentuzjastycznie nastawione młode osoby, 30-40-latkowie oraz dziesiątka osób z krajów nadbałtyckich oraz Europy Centralnej i Południowej. Co ta cała grupa sądzi o Europie?

59-letni Gert Solberg przelicza swoją pensję: zarabia 1.400 euro. Gert boi się starości w Grecji. W ciągu kilku lat wróci do Danii, gdzie państwo jest bardziej opiekuńcze. „Ale jestem zadowolony, że w Grecji ciągle można przyrządzić jagnię na rożnie i puszczać latawce” – mówi. 58-letni włoski kucharz Fabrizio Bugliani pracował w restauracjach we Francji i w Niemczech. „Odkąd powstała Unia, wydaje się, że nie wydarzyło się nic istotnego oprócz pięciu rozszerzeń” – stwierdza. Bugliani uważa, że decyzje są ciągle podejmowane z dala od obywateli. Czy Unia jest sukcesem, czy też raczej porażką? „Idea europejska jest raczej gospodarcza niż społeczna” – mówi francuska ekonomistka Brigitte Elié-Nikolopoulou. „Obecnie nie możemy mówić o Europie narodów, a o Europie wielonarodowościowej”. Brigitte żyła w Grecji przez 23 lata. „Populacja kontynentu starzeje się, a wejście do Unii nowych państw oznacza również zwiększenie taniej siły roboczej – wszystko to na dłuższą metę będzie mieć fatalne skutki dla krajów członkowskich” – ostrzega. Grecja może się znaleźć wśród krajów, które jako pierwsze dotknie ten problem.

Korzyści płynące z Europy

Dla trzydziestoparoletnich profesjonalistów, drugą stroną rozszerzenia jest „profesjonalna elastyczność”. Architekt Stephan Mirger dojeżdża z Austrii żeby wykładać na uniwersytecie w Patras” „za żelazną kurtyną Wiedeń był zawsze marginalizowany. Dzisiaj granice są otwarte. Możesz w godzinę dojechać na Węgry, do Czech albo do Chorwacji żeby tam pracować albo bawić się. Nikt cię nie zatrzyma po drodze”.

„Czy to nie wspaniałe, że nasze pokolenie nie może sobie nawet wyobrazić Europy w stanie wojny?” – pyta 53-letnia Daniela Stai, która wyjechała z mężem z Berlina do Grecji w 1976 roku. „Rozszerzenie Unii to wielki sukces” – mówi. „Nigdy nie kazałam córkom kochać bardziej Irlandii albo Grecji” – mówi 50-letnia Emer Rona-Asimakopoulou. „17 marca świętują dzień Świętego Patryka, a 25 marca – rocznicę greckiej rewolucji. Ich pokolenie ma zupełnie inny punkt widzenia na Europę.” Marita Asounma i Laura Minano , dwie trzydziestolatki, mają mężów-Greków. Należą do „pokolenia Erasmusów”, które około 20 lat wcześniej odkryło z plecakiem na plecach czym jest Europa. „czerpię pełnymi garściami z Europy” – stwierdza Marita Asounma, 35-letnia Finka. „Obroniłam moją pracę magisterską za granicą. Przenosiłam moje dane podatkowe trzy razy”. Hiszpanka Laura Minano pracowała przez 4 lata w Atenach jako konsultantka do spraw marketingu: „nie czuję się tutaj obco. Gdy zadają mi pytania, czy bardziej się czuję Hiszpanką, czy Greczynką, odpowiadam, że jestem Europejką”. „Nie wiem jak podjęłam decyzję o tym, żeby tu przyjechać” – mówi Susana Zukarova ze Słowacji, która studiuje stosunki międzynarodowe i europeistykę na Uniwersytecie Panteion i zamierza wykorzystać świetną znajomość greckiego do znalezienia pracy w swoim kraju. „Cool” to jedno z pierwszych słów, jakich musiała się nauczyć gdy przyjechała. Jej dwudziestoparoletni koledzy bez kompleksów dyskutują o otwartej Europie.

Coś się popsuło

„W Belgii współistnienie wielu narodów i języków zepsuło narodową spójność” – mówi 60-letnia Yvette Schroeder-Stathopoulou. Badania Komisji Europejskiej pokazały, że 4 na 10 obywateli Unii uważa, że „kulturowy tygiel” doprowadzi do zaniknięcia zwyczajów narodowych. „Rumunia i Bułgaria zmieniły się w ogromne fabryki” – stwierdzają 20-letni Ivo Dimitrovi 27-letni Robert Krokerou i martwią się o zbliżające się problemy ze środowiskiem naturalnym. Twierdzą, że ich przyczyną będzie nagłe uprzemysłowienie ich krajów, a dokładniej budowa nowej fabryki Nokii.

„Rozszerzenie Unii zwiększyło ilość imigrantów przyjeżdżających do Grecji. Jesteśmy w trakcie największego napływu imigrantów z Azji i nie możemy przyjąć już więcej osób” – mówi dyrektor greckiego oddziału Amnesty International Dimitris Botsos. „Nielegalni imigranci to w zasadzie podróżni bez dokumentów. Gdy się ich obawiamy, wykluczamy ich ze zjednoczonej, wolnej i pełnej idei Europy. Pozwalamy im na pół-legalne życie, pokazujemy obojętność wobec ich przyszłości”. Pedro Adrante z Portugalii zgadza się z tym stwierdzeniem: „to nie do przyjęcia, że imigranci umierają w drodze z Albanii do Włoch czy gdy próbują się dostać do Portugalii i Hiszpanii z Afryki. To, w jaki sposób ci ludzie przyjeżdżają do naszych krajów jest bardzo ważny: to sposób, w jaki wchodzą do Europy”.

„Nie wiem, czym jest Europa, jakie są jej granice” – wyznaje Robert Krokerou. Marko Bock, 48-letni hutnik z Luksemburga pracował w Ankarze przez 7 lat. „Turcja jest zupełnie inna niż Europa w kwestiach kulturowych i religijnych.” – stwierdza. „Turecka diaspora w Niemczech zmusiła państwo do założenia szkół, w których ich dzieci będą uczyły się tylko tureckiego i gdzie nie ma integracji. W Turcji nie ma klasy średniej. Jeśli kraj miałby przystąpić do Unii, jego populacja zostałaby podzielona, ponieważ miliony ludzi wyemigrowałoby i rozjechałoby się po całej Europie.” Leo de Vos z Danii, 60-letni radca prawny w towarzystwie żeglugowym również jest przeciwko dalszym rozszerzeniom: „nikt nie może o nic prosić będąc imigrantem. Należy dostosowywać się do prawodawstwa kraju.” Tomasz Iwański, 24-letni Erasmus z Polski, który studiuje nauki polityczne na Uniwersytecie w Atenach jest bardziej tolerancyjny: „należy dać Turcji nadzieję na przystąpienie do Unii. Oskarżamy Turków o fundamentalizm, ale zobacz, ilu gorszych fundamentalistów jest obecnie w Europie.”. Skończyło mi się miejsce na dyktafonie. Wszystko to, co zostało powiedziane oficjalnie i nieoficjalnie to tylko garść pomysłów. Podobnie jest z Unią, która nie jest określana poprzez jej granice czy instytucje. Europa to jej mieszkańcy – czyli, innymi słowy, my.

W 2008 roku ten artykuł zdobył Europejską Nagrodę  dla Młodych Dziennikarzy.