Europa - Rosja: pełnym gazem

Artykuł opublikowany 26 kwietnia 2006
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 26 kwietnia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Rok 2006 rozpoczął się pod hasłem alarmu energetycznego. Przytłoczona zależnością od rosyjskiego gazu, Europa szuka rozwiązań: oszczędność energetyczna, źródła odnawialne, większy rynek i nowi partnerzy.

Europa zapamięta pierwsze trzy miesiące 2006 jako najtrudniejszy moment nieujawnionego "kryzysu energetycznego". Pierwszego stycznia 2006 Rosja zakręca kurki z gazem przeznaczonym dla Ukrainy, zmniejszając również zaopatrzenie sporej części Europy. To "styl Putina". W ten sposób wysyła on jasny komunikat nie tylko do Kijowa, ale przede wszystkim do Unii Europejskiej, która pozostaje podporządkowana polityce energetycznej Moskwy. Ta zależność to nasza geopolityczna pięta Achillesa: ogranicza przestrzeń manewrów na granicach wschodnich, zawieszonych między strefą wpływów europejskich i rosyjskich. Na zielonym stole tego konfliktu, który już od dawna nie wygląda na dyplomatyczny, Putin gra jokerem energetycznym a Europa, która w 2020 mogłaby importować nawet 70% całego swojego gazu, ryzykuje zostanie zepchniętą w kąt.

Nowa strategia wspólnotowa

Odpowiedź Unii Europejskiej na ten przypadek jest zawarta w Zielonej Księdze o energii. Kluczowe zagadnienia dokumentu to: oszczędność energetyczna (aż do 20% do roku 2020), poprzez wykorzystanie biopaliw i energii odnawialnych i bardziej produktywnych central. Ważne jest również uwolnienie rynku energii i stworzenie paneuropejskiej wspólnoty zdolnej rozwijać energetyczną sieć tam, gdzie teraz są jedynie porozumienia pomiędzy pojedynczymi krajami.

Także podczas Szczytu Rady Europy, wiosną 2006 znów ponowiono wymóg wypracowania właściwej polityki energetycznej, stanowiącej, że 25% energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych i o rezygnacji z użycia energii nuklearnej.

Mimo wspólnotowych dyrektyw, zużycie energii alternatywnych jest jeszcze marginalne i zamiar stworzenia międzynarodowych grup działającym na zasadach konkurencji, ściera się z obroną narodowych monopolów.

Niewiele wniosło marcowe spotkanie twarzą w twarz prezydenta Komisji Europejskiej Barroso i prezydenta Putina. Rosyjski przywódca zagwarantował "wierność" jako dostawcy energii, ale nie ustąpił prośbom europejskim: żadnej ratyfikacji Karty Energii, traktatu, który otwierałby rosyjski rynek energetyczny na inwestorów europejskich (Gazprom, rosyjski kolos gazowy, wciąż jest w rękach państwa); i żadnej koncesji własnych gazociągów i paliwociągów, aby importować gaz bezpośrednio ze Środkowej Europy. Jakby to powiedzieć: nie będziesz miał dostawców cudzych przede mną.

Trudna droga na wschód

Europa szuka wyjścia, aby wysunąć się z imadła Putina: nowi partnerzy międzynarodowi, nowe gazociągi i paliwociągi, żeby pozyskiwać gaz i olej napędowy gdzie indziej. Na przykład budując gazociąg o długości 3.400 km, który łączyłby część południowo-zachodnią Kontynentu z Morzem Kaspijskim, tzw. "Nabucco", omijając Ukrainę. Innymi partnerami tego projektu mogłyby być Kazachstan, Turkmenistan i Uzbekistan, już urabiane przez Putina, który im obiecuje "gazociąg kaspijski". Rosyjskie przodownictwo nie wydaje się, zatem, ulotnić się tak łatwo.

W międzyczasie Niemcy pracują na konstrukcją 1200 km gazociągu, który przecinałby Morze Bałtyckie, łącząc bezpośrednio terytorium niemieckie z rosyjskim. Największą wykluczoną z tego projektu zostaje Polska. Prezydent Lech Kaczyński wyraża swoją dezaprobatę dla przebiegu odcinka gazociągu opisując go jako projekt, który głęboko zagraża interesowi Polski. Jesteśmy sprzymierzeńcami Niemiec zarówno w NATO jak i w UE. Dlatego więc budować gazociąg wzdłuż morskiej granicy Polski?

Tymczasem gaz i olej napędowy z Morza Północnego wyczerpują się, a zużycie rośnie o 12% rocznie. Gaz występujący w Europie wystarczy tylko na 20 lat, a - tak jak w przypadku węgla - koszty jego wydobycia są kilka razy wyższe od średniej światowej. Pojawia się potrzeba, narody kłócą się między sobą, żeby zachować stare monopole i uniknąć reorganizacji rynku energii. Ryzyko jest znaczne: jeśli w polityce międzynarodowej ważne jest powiedzenie "dziel i rządź", nasze podziały wewnętrzne są już prezentem dla "cara" Putina.