Europa, Ukraina i Holandia: to skomplikowane...

Artykuł opublikowany 6 stycznia 2017
Artykuł opublikowany 6 stycznia 2017

15 grudnia głowy państw i szefowie rządów UE przeprowadzili rozmowy dotyczące umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą, która została odrzucona w referendum w Holandii. Niedopowiedzeniem byłoby stwierdzenie, że pojawiły się tylko drobne wątpliwości. 

Aftreden en wegwezen " („Podaj się do dymisji i odejdź”). Ten zwięzły, składający się tylko z trzech słów tweet, wysłany do Marka Rutte, holenderskiego premiera, dobrze pokazuje reakcję niesławnego, podburzającego populisty, Geerta Wildersa po negocjacjach przeprowadzonych z Radą Europejską. Na pierwszy rzut oka nie była to zaskakująca reakcja opozycji rządowej, a tym bardziej lidera Partii na Rzecz Wolności (PPV); od którego jesteśmy przyzwyczajeni do otrzymywania nawet bardziej sensacyjnych komentarzy. Jednakże ta wiadomość miała jasny cel: zakłócić umowę stowarzyszeniową UE z Ukrainą.

Aby zrozumieć trudny charakter tego porozumienia, dobrze jest zrobić krok w tył i spojrzeć na jego skomplikowaną historię. Umowa, która obejmowała wolny handel i rozluźnienie warunków wizowych, była pierwotnie wynegocjowana w latach 2007 i 2012 przez UE i Ukrainę, i oczekiwano, że zostanie podpisana w dniu 21 listopada 2013 roku. Wiktor Janukowycz, ówczesny prezydent Ukrainy i rusofil, postanowił jednak nie podpisać umowy. Doprowadziło to do powszechnego protestu i niepokojów na Majdanie, jego ostatecznej przymusowej emigracji do Rosji i dojścia do władzy Petro Porochenko, który był o wiele bardziej skłony do większej współpracy z Unią Europejską. Wtedy to właśnie, były „król czekolady”, a nowy prezydent Ukrainy, ponownie zainicjował proces współpracy i umowa została podpisana, dwukrotnie, w dniu 21 marca i 27 czerwca 2014 r.

Europejskie i ukraińskie parlamenty potwierdziły to porozumienie polityczne i gospodarcze w dniu 16 września 2014 roku. Jednakże, jako porozumienie UE, musiało ono zostać podpisane przez wszystkie 28 państw Unii. To właśnie w tym kluczowym momencie, sprawy przybrały gorszy obrót. W związku z prawem krajowym, Holandia została zmuszona do przeprowadzenia referendum w kwestii umowy, bezpośrednio po petycji podpisanej przez tysiące obywateli. W następnym roku, w dniu 6 kwietnia, mimo niskiej frekwencji wynoszącej zaledwie 32,2%, Holendrzy zagłosowali, aby odrzucić porozumienie.

Oczywiście, referendum miało jedynie charakter doradczy. Niemniej jednak, umieściło Rutte w beznadziejnej sytuacji, zmuszając go do stwierdzenia, że „porozumienie, w jego obecnej formie, nie może zostać zatwierdzone".

Niewielkie gwarancje polityczne

Negocjacje kontynuowano, ale pomimo, że polityczni decydenci i obywatele pozostali pewni swego, wszyscy zgodzili się, że niemożliwością jest zignorowanie wyników referendum. Xavier Bettel, premier Luksemburga, potwierdził to, kiedy przybył na szczyt Rady Europejskiej. „Jestem przekonany, że uda nam się dojść do porozumienia na temat Ukrainy. Musimy uszanować holenderskie referendum i znaleźć rozwiązania, które pozwolą nam doprecyzować związek między Ukrainą a UE. Jestem pewien, że pod koniec tego dnia, będziemy mieli umowę, którą każde państwo członkowskie będzie mogło podpisać".

Wreszcie, 15 grudnia 2016 roku, pod koniec spotkania z głowami państw i szefami rządów, opcja wybrana przez przywódców nie różni się od pierwotnej umowy, która została odrzucona kilka miesięcy wcześniej przez obywateli holenderskich. Holenderski premier wypowiedział się w tej sprawie kilka minut po zakończeniu spotkania. „Nie było to łatwe i przyjemne, ale za to konieczne, aby upewnić się, że Unia Europejska w dalszym ciągu prezentuje wspólny front przeciwko rosyjskiej destabilizacyjnej polityce zagranicznej." Kilka niewielkich gwarancji politycznych zostało wprowadzonych dla Holandii: przede wszystkim umowa nie obdarza Ukrainy statusem kraju kandydującego do UE i nie zawiera gwarancji bezpieczeństwa zbiorowego. Jednak te drobne gwarancje nie stanowią rewolucji w stosunku pierwszego projektu umowy, który również nie uczynił Ukrainy krajem kandydującym do UE. Zanim wejdzie w życie, umowa musi znowu zostać ratyfikowana przez Holandię.

Amunicja dla partii populistycznych?

Przez przyjęcie umowy UE może dostarczyć amunicję dla partii populistycznych w Europie, przede wszystkim w Holandii. Umowa, której główne punkty zostały odrzucone przez ludzi (niezależnie od tego, jak niska była frekwencja), może podsycać uczucia, że Unia Europejska jest autorytarna, obok innych krytyk dotyczących traktatu konstytucyjnego i traktatu lizbońskiego. W kontekście rosnącego eurosceptycyzmu i zaledwie na kilka miesięcy przed niezwykle ważnymi wyborami we Francji, umowa ta doszła do skutku w nienajlepszym momencie.

Z drugiej strony, czy liderzy naprawdę mają inną opcje? Po ostatnich trzech latach dyplomatycznego i zbrojnego wrestlingu Rosji i Ukrainy, biorąc pod uwagę, że teraz ukraiński rząd jest uznawany przez społeczność międzynarodową, a większość mieszkańców zachodniej Ukrainy chce ściślejszej współpracy z Zachodem, mogli oni naprawdę powstrzymać tę umowę? A może, zamiast przyjąć umowę, powinni raczej spróbować załagodzić napięcia z Władimirem Putinem i ukraińskimi  ruchami separatystycznymi? Jednocześnie, wielu obserwatorów zgadza się, że głosowanie w kwietniu 2016 roku, nie było głosowaniem przeciwko Ukrainie, ale raczej przeciw Unii Europejskiej. W tym przypadku, może przyjęcie porozumienia nie było tak niestosowne, jak się kiedyś wydawało.

Innym ważnym czynnikiem, który należy wziąć pod uwagę jest to, że to już druga umowa z 2016 roku, która wywołała poważne wątpliwości dotyczące procesu nawiązywania umów międzynarodowych przez UE. Po gorączkowych usiłowaniach przywódców UE w celu uspokojenie wrogich wyobrażeń publicznych w Walonii o umowie handlowej z Kanadą (CETA), które w efekcie nie przyniosły żadnych zmian w porozumieniu wydaje się, że teraz Holandia sprawia taki sam problem. Niektórzy mogą twierdzić, że zachowanie demokracji jest sprawą nadrzędną, a zignorowanie faktu zawetowania porozumienia przez miliony obywateli świadczy o słabości systemu demokratycznego. Jednak te decyzje podnoszą pytania dotyczące zdolności Unii Europejskiej do zajmowania się i potwierdzania porozumień w formie takiej, jak obecnie, czyli poprzez wszystkie państwa członkowskie UE. Może nadszedł czas, aby przyznać większą moc decyzyjną UE?