Europa wschodnia daje przykład

Artykuł opublikowany 16 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 16 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Romowie, uznani w Europie za mniejszość, mogą korzystać z ochrony prawnej, ale w każdym kraju Unii Europejskiej prawo to działa inaczej.

Ludzi tych nazywa się różnie, najczęściej nazwy te nacechowane są negatywnie Od dziś będziemy mówić „Roma” co w ich języku znaczy po prostu „człowiek”. To brzmi grzeczniej. Wspólnota międzynarodowa przyjęła to określenie w 1990 r, w czasie, gdy miały miejsce rozmowy nad stworzeniem prawa chroniącego tę mniejszość. Problem Romów nie pojawił się dziś, nęka Europę od czasów średniowiecza. Ci koczownicy nie mogą się nigdzie zatrzymać na dłużej i wszędzie im się dostaje od polityków, którzy chcą ich osiedlenia i stworzenia prawa dotyczącego regulacji wędrówek. Romowie znajdują się poza prawem za sposób bycia, który my sami im narzuciliśmy. I to my umieściliśmy ich na marginesie społeczeństwa.

Kryteria kopenhaskie

Jeśli kwestia Romów znowu się dziś pojawia to dzieje się tak dzięki Radzie Europy i nienaruszalnym kryteriom z Kopenhagi, określonym przez Radę Europejską w 1993 r., które postawiły minimalne wymagania, jakie kandydujące kraje miały spełniać: demokracja, państwo prawa, szanowanie praw człowieka i ochrona mniejszości. Kraje kandydujące z Europy środkowej i wschodniej zmuszone były rozwinąć specyficzną politykę – poprawną i naznaczoną dobrymi chęciami.

Przeciwstawne przypadki Słowacji i Węgier dobrze ilustrują ten rozwój. W 1993 r. zupełnie nowa Republika Słowacka musi pogodzić tworzenie własnej świadomości narodowej i nowe kryteria dobrego rządzenia, w tym ochrony mniejszości. Konstytucja słowacka uwzględnia pierwszeństwo reguł międzynarodowych, ale rządzący realizują stopniowo specyficzny polityczny wymóg oparty nie tylko na samym przeciwdziałaniu dyskryminacji. Mimo to Romowie nadal pozostają wielkimi przegranymi tych przemian na lepsze: komisarz do spraw Romów pozbawiony środków, ogromne bezrobocie sięgające 100%, brak możliwości studiowania w ich języku. Inaczej się ta sprawa przedstawia na Węgrzech. Ten wielonarodowościowy kraj, ojczyzna madziarów, jest pierwszym na świecie krajem, który uznał wspólne prawa mniejszości, co zresztą stało się inspiracją dla Europy. Rzeczywiście konstytucja węgierska wspomina o 12 oficjalnych, najbardziej rozpowszechnionych w Europie mniejszościach, korzystających ze wspólnych praw: dostęp do edukacji, reprezentacja w radzie miejskiej, integracja w narodowe struktury polityczne, organizacja manifestacji kulturalnych, stworzenie stanowiska komisarza do spraw mniejszości, orzecznictwo sądowe w trybunale konstytucyjnym z korzyścią dla mniejszości narodowych w ramach prawa wyborczego... Jeśli Węgry rozwinęły taki arsenał prawny i polityczny na korzyść mniejszości, to także po to, by zapewnić sprawiedliwe i odwzajemnione traktowanie swoich mniejszości w innych krajach. Ale Romowie nie mają państwa, nie mają możliwości by dobrze traktować mniejszości węgierskie, więc i prawa te się do nich nie odnoszą. Tu, jak i wszędzie, są ofiarami przemocy policyjnej, korzystają w mniejszym stopniu z polityki socjalnej i nie mogą liczyć na takie samo traktowanie jak inne mniejszości.

Zachodnia wystarczalność

Jak to wygląda w Europie zachodniej? We Francji Romowie zniżeni są do kategorii „ludu wędrownego”. Ich sytuacja powinna się polepszyć, jeśli chodzi o warunki przyjmowania do społeczności lub do szkoły- mówi o tym prawo ustanowione 5 lipca 2000 r., w którym znajduje się zapis dotyczący przyjmowania Romów. Niestety nie korzystają oni ani z polityki społecznej związanej z pobytem ani z żadnych innych praw. W krajach zachodu Romowie stanowią mniejszość źle reprezentowaną i mało chronioną. Kilka organów konsultacyjnych zostało stworzonych tu i tam jak np. w Austrii lub Belgii. W Danii i Szwecji ochrona Romów zależy od mediatora a tym zajął się bezpośrednio rząd Holandii. Finlandia rzuciła hasło stworzenia Europejskiego Forum Konsultacyjnego dla Romów (ERTF). Organizm ten założony został w grudniu 2004 r., a jego celem jest obrona ich interesów we wszystkich krajach Europy. Oznacza to wycięgnięcie na wierzch odwiecznej kwestii uznania wspólnych praw, która przeraża rządzących. Załóżmy jednak, że od czasu pierwszych propozycji rzuconych przez Radę Europy w latach ’90, Europejczycy dojrzeli do tej myśli.

Na razie Europa wschodnia pozostaje najbardziej aktywna. Na początku lutego reprezentanci ośmiu krajów Europy centralnej i wschodniej spotkali się w Sofii by wspólnie rozmawiać na temat nowej drogi tolerancji dla Romów. Powinni byli zaprosić starą Europę. Na pewno by jej to nie zaszkodziło. We Francji, ignorując kryteria kopenhaskie, komisja tak naprawdę nie zastanawia się nad problemem traktowania Romów. Ostatni raport PNUD (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju), najważniejszy jaki kiedykolwiek sporządzono, dotyczący sytuacji Romów, zajmował się tylko sposobem ich traktowania w Europie wschodniej. To żałosne, bo w starej Europie, Romowie są nadal tylko „cyganami”.