Europejczyk w Chinach

Artykuł opublikowany 19 kwietnia 2013
Artykuł opublikowany 19 kwietnia 2013
Zapach smażonego bakłażana miesza się z dymem papierosowym. Kelnerka podaje nam menu - na szczęście pod każdą nazwą znajduje się ilustracja. Chińskie pismo wciąż pozostaje dla nas tajemnicą. Kilka słów przyswojonych przed wyjazdem i gastronomiczny słowniczek zamieszczony w Lonely Planet okazują się niewystarczające, aby swobodnie zamówić posiłek.

Próbujemy porozumieć się po angielsku, wokół nas gromadzi się grupa osób, które szeroko otwierają głęboko osadzone skośne oczy - zdaje się, że po raz pierwszy słyszą język Szekspira. Z pomocą przychodzą nam przyjaciele, którzy od ponad roku mieszkają w Suzhou. Kate jest Angielką i udziela korepetycji z języka. Tomek jest Polakiem i uczy matematyki w tutejszej Szkole Międzynarodowej. Wytrawnym okiem spoglądają na długą listę warzywno-mięsnych mieszanek i polecają nam swoje ulubione dania z miejscowej kuchnii szanghajskiej. Po posiłku, gwarnymi i rozświetlonymi jaskrawymi neonami ulicami, udajemy się do ich mieszkania. Co chwilę trąbią na nas otuleni w puchowe kurtki i wełniane szaliki kierowcy elektrycznych skuterów, którzy poruszają się po alejce spacerowej z zawrotną prędkością. W końcu udaje nam się uciec od tego zgiełku i zagłębiamy się w urokliwą uliczkę biegnącą wzdłuż kanału. To jedno z niewielu miejsc w Suzhou, gdzie można podziwiać dawną zabudowę. W ostanich latach, na gruzach dawnego bogactwa architektonicznego Chin, masowo niszczonego w trakcie Rewolucji Kulturalnej, wyrosła nieskończona ilość drapaczy chmur, które idealnie wpisywałyby się w panoramę Nowego Jorku i tylko nieliczne pagody przypominają nam, że jesteśmy w Państwie Środka.

Nowe osiedla mieszkaniowe i centra biurowe powstałe w przeciągu ostatnich 7 lat. Przed nimi jedna z nielicznych pagód, jakie zachowały się w mieście.

Mieszanka nowoczesności z tradycją

To właśnie tam swoje pierwsze miesiące spędzili Kate i Tomek. Po przeprowadzce do Azji dołączyli do grupy ekspatów żyjących na uboczu chińskiego społeczeństwa. Ale po roku mieli już dość tej betonowej i martwej rzeczywistości. Podobnie jak my, byli zszokowani i rozczarowani tempem, w jakim nowoczesny i skomputeryzowany świat przejął kontrolę nad krajem o tak bogatej kulturze i tradycji.  Od kilkunastu lat tempo wzrostu gospodarczego nie schodzi poniżej 7%. Efekty widać gołym okiem - zmienia się krajobraz, zmienia się społeczeństwo. Dzisiejsze Chiny to mieszanka nowoczesności z tradycją. Na tle typowych azjatyckich targowisk różnorodności wznoszą się nowo powstałe centra handlowe. Młodzież podąża za ostatnimi trendami mody, każdy ma w ręku najnowszego iphona, po ulicach mkną sportowe samochody, a pociągi osiągają prędkość 300 km/h.

Noszenie maseczek chroniących przed wysokim zanieczyszczeniem powietrza stało się ostatnio bardzo modne. Najpopularniejsze wzory to te z "Hello Kitty".

Ale wśród tej parady nowoczesności, nadal wielu z nich wsiada na rozklekotany rower i w wolne od pracy dni paraduje po ulicach w ciepłej frotowej piżamie. Ich kultura osobista wciąż pozostawia wiele do życzenia - nieustannie chrząkają i plują, wszędzie się pchają, zajadają się wędzonymi kurzymi łapkami, a po posiłku zostawiają wokół siebie straszny bałagan. Pomimo tych kontrastów, partia komunistyczna potrafi trzymać w ryzach ten najbardziej zaludniony na świecie kraj. Sytuacja wymyka się z rąk, gdy nadchodzi Nowy Rok i rozpoczyna się exodus określany mianem największej migracji na świecie. Około 130mln pracowników fabryk, zlokalizowanych w największych metropoliach kraju, wraca wtedy w rodzinne strony i przewraca Chiny do góry nogami.

Europejczycy versus Chińczycy

Pomimo Chińczycy masowo przemieszczają się na rowerach po mieście. Towarzyszenie im w tej podróży to nie lada wyzwanie. iż nasza podróż skończyła się kilka tygodni wcześniej, to nieustannie odczuwaliśmy wrażenie, że znajdujemy się w samym środku tego kotła. Dla Europejczyka reguły jakimi rządzi się życie w tym społeczeństwie są na początku kompletnie niezroumiałe. Czuje się przytłoczony, nie potrafi wykonać najprostszych czynności, takich jak zakup biletu kolejowego czy złapanie taksówki. Dodatkową barierą jest język - Chińczycy nie chcą mówić po angielsku. Wrodzona obawa przed porażką kompletnie ich blokuje. Wielokrotnie rozkładaliśmy ręce w geście rozpaczy, nie mogąc się porozumieć. Problem pogłębia się w miarę oddalania się od dużych ośrodków miejskich. Doświadczyliśmy tego, próbując dostać się lokalnym transportem na Wielki Mur. Godzinami bezradnie szukaliśmy właściwego autobusu. Prosiliśmy o pomoc dziesiątki osób, dopiero ktoś na kartce papieru nakreślił kilka znaków, które pomogły nam dotrzeć do celu. Niestety czasem i ten sposób komunikacji nie jest możliwy - ministerstwo oświaty trąbi na alarm, że młodzież, która na masową skale używa komputerów i telefonów komórkowych, traci umiejętność zapisu chińskiego pisma.

Tomek i Kate ambitnie podjęli próbę nauki języka. Dziś znają go na poziomie komunikacyjnym, co pomaga im dalej integrować się z lokalną społecznością. Ich nowe mieszkanie położone w starym centrum Suzhou pozwala im odkrywać atmosferę dawnych, niezmodernizowanych Chin. Codziennie rano piją jaśminową herbatę w barze u zaprzyjaźnionych Chińczyków, na ulicznych targach próbują rozmaitych potraw i każdego dnia udają się do pracy na dwóch kółkach. Wydaje się, że przyzwyczaili się już do tutejszego życia, czasem tylko rozdrażni ich widok plujących przechodniów albo komunikat o rosnącym zanieczyszczeniu powietrza. Zbudowali tu sobie swój mini europejski świat, bo pomimo iż Chiny desperacko próbują dogonić zachód, to interpretują jego realia na swój, całkiem odmienny od nas sposób.

Fot.: główna (cc); w tekście: Anna Zajdel