Europejska językowa wieża Babel: chluba czy kula u nogi?

Artykuł opublikowany 29 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 29 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W roku 2007 irlandzki stanie się dwudziestym pierwszym językiem urzędowym Unii Europejskiej. Czy są jakieś granice dla różnorodności języków w Unii?

Unia Europejska stanowi największe światowe centrum tłumaczeń, zatrudniając prawie 4000 tłumaczy. Prawie 100000 stron samych tekstów prawnych musi zostać przetłumaczonych na 20 różnych języków urzędowych. Do tego dochodzi jeszcze konieczność tłumaczenia w tym samym czasie powiedzianych i napisach tekstów w 380 kombinacjach językowych. Za swój kolorowy świat językowy Europa musi płacić około 800 milionów euro rocznie. Jednak pieniądze nie są jedynym problemem. To, co w europejskim parlamencie najbardziej przeszkadza to coraz większy spadek wydajności językowej. W przypadku Malty na przykład trzeba było oficjalnie poręczyć, ze język maltański nie jest językiem urzędowym używanym w administracji.

Po co wiec tak olbrzymie inwestycje? Ostatecznie Unia posiada ośmiokrotnie większą liczbę członków, ale tylko czterokrotnie większą liczbę języków. Wyjaśnienie tego problemu tkwi być może w próżności politycznej państw należących do Unii. Ten malowniczy gąszcz językowy ma także niezbity motyw prawniczy. W odróżnieniu do klasycznego prawa międzynarodowego parlamenty narodowe w Unii nie mogą wystawiać siebie jako "oficjalnych" tłumaczy prawa. Bezpośrednie i natychmiastowe działanie prawa wspólnotowego wymusza szybki proces tłumaczeń. Dzięki temu my, obywatele, mamy dostęp do wszystkich przepisów prawnych Unii w 20 językach, klikając jedynie przyciskiem myszki komputerowej.

Granice różnorodności językowej

Artykuł 21 Traktatu Rzymskiego określa, że każdy europejski obywatel ma mieć możliwość w każdej z europejskich instytucji porozumienia się w jednym z 20 określonych ta umową języków. Te natomiast są zobligowane do odpowiedzi w tym samym języku. Ten imponujący dowód europejskiej woli językowej różnorodności jest niestety niezrozumiały: gdy powstają wielopaństwowe twory (a takim jest Unia Europejska), dochodzi najczęściej do językowej homogenizacji. Historyk Abbe Gregoire doliczył się w swojej ekspertyzie dla rządu rewolucyjnej Francji około 30 języków i dialektów. Wówczas prawie połowa - 28 milionów francuzów nie mogła porozumieć się w jednym języku. Jeśli Europa stanie się przykładem takiego Państwa, doprowadzi to do powstania kontynentu o smutnej, pustej monokulturze językowej. Wspólnota europejska nie chce jednak stać się jakimś super państwem. Wielojęzykowość była jest i będzie jej dewizą. Jednak gdzie są granice tego językowego raju? Faktycznie dochodzi do zwiększenia hierarchizacji w użyciu jednego z 20 języków urzędowych. Ta elastyczność zapanowała także w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości pod względem prawniczym. Stwierdzono, bowiem, ze nie ma zasady konstytucyjnej równości pomiędzy językami urzędowymi. Owe niezliczone języki mniejszościowe i regionalne w europie, które mówione są przez około 50 milionów obywateli Unii, znajdują się w cieniu i są ignorowane przez urzędową Europę. Także w przypadku takich języków jak kataloński, baskijski czy galicyjski, które otrzymały status "oficjalnie używanych", jednak nie języków urzędowych.

Obszar gospodarki wielojęzykowej

W USA mobilność jest sześć razy wyższa niż w Unii, gdzie granice językowe hamują wolny przepływ dóbr i usług. Dla gospodarki znaleziono, dlatego dwa idealne rozwiązania: wszyscy mówią jednym językiem lub wszyscy mówią wszystkimi językami. Pierwszy wariant, a wiec utworzenie tzw. lingua franca, w żadnym wypadku nie był chciany przez polityków i faktycznie niemożliwy do wykonania. Jednakże trzeba przyznać, że angielski stał się niemal tym, czym łacina była dla Europy w średniowieczu. Motorem napędzającym angielski wewnątrz Europy do zdobycia dominującej pozycji, nie były instytucje europejskie. Oficjalna Europa, a w szczególności Komisja Europejska nosiła się z zamiarem wprowadzenia drugiego wariantu tyle że w skromniejszej wersji. W Europie powinno możliwie jak najwięcej obywateli mówić tyloma językami ile się da, z czego przynajmniej dwa nie byłyby ich językami ojczystymi

Język demokracji

Przed dziesięcioma laty zaczęto po cichu wątpić, czy prawdziwa demokracja w Unii Europejskiej będzie mogła się rozwijać, jeśli nie będzie wspólnej otwartej przestrzeni i dyskusji. Czy demokracji europejskiej zabraknie europejskiego języka? Nie, tego, co nam brakuje to europejskich mediów, w których będzie się poruszało europejskie tematy dla europejskiej publiczności. Wielojęzykowe inicjatywy, takie jak cafe babel są potrzebą chwili i sytuacji. Nie tylko pod względem różnorodności językowej, ale także miłości do Europy.