Europejska Konferencja Pisarzy: „Europa jest projektem, który nigdy nie zostanie ukończony”

Artykuł opublikowany 29 lipca 2016
Artykuł opublikowany 29 lipca 2016

Kryzys euro, napływ uchodźców, katastrofy klimatyczne. Jak o tym mówić w tekstach literackich? Właśnie o tym dyskutowano podczas Europejskiej Konferencji Pisarzy w Berlinie. 

Podczas tegorocznej Europejskiej Konferencji Pisarzy, która odbyła się  9 i 10 maja w berlińskiej Akademii Sztuki dyskutowano o tym, jaką rolę może odgrywać europejska literatura w czasach kryzysu. Szybko stało się jasne, że cele, które sobie postawiono, są ambitne: pozwolić mniejszościom dojść do głosu, zwalczać cenzurę odwagą i pisaniem, przekraczać granice. Brzmi to trochę abstrakcyjnie, a nawet z lekka lamersko? I tak niestety po części wyglądała rzeczywistość.

Ten temat szczególnie mnie interesuje ze względu na to, że sama jestem pisarką, a pytanie, jak polityczne muszą lub mogą być własne teksty stale zajmuje mnie i moich znajomych z Niemieckiego Instytutu Literatury. Dlatego też podekscytowana wyczekiwałam paneli dyskusyjnych, których szumne nazwy obiecywały bardzo wiele: „Czym są dzisiejsze wartości europejskie?”, „Co się dzieje, gdy wychodzimy poza język?” i w końcu motto wydarzenia: „GrenzenNiederSchreiben" (pol. „Zapisując granice”).

Na dobrym pomyśle się jednak skończyło. Dużo pracy włożono w przygotowanie wydarzenia. Konferencja była ciekawa. Jest tylko jedno „ale”: Europejska Konferencja Pisarzy, przedstawiana jako niezwykle demokratyczne, międzynarodowe i otwarte dla wszystkich miejsce wymiany poglądów, okazała się w gruncie rzeczy całkiem elitarna. Jeśli przyjrzymy się dokładniej, okazuje się mianowicie, że grupa zaproszonych gości jest dosyć homogeniczna, a różni ich tylko pochodzenie. Wszyscy to lewicowi liberałowie, uznani intelektualiści i ludzie w wieku przynajmniej 35 lat. Spotyka się tu zasiedziała elita europejskiej sceny literackiej, która podczas przerwy obiadowej tapla się w sosie własnym,  wymienia się uściskami dłoni i pogryza przekąski. Tylko dla zaproszonych gości. Na zakończenie nawzajem się oklaskują. Jednak niezbyt głośno, nie są przecież próżni. Na kontrowersje nie ma w tym wszystkim zbyt wiele miejsca.

Być może organizatorzy inicjatywy byli po prostu zbyt ambitni. Panele dyskusyjne o imponujących nazwach (patrz powyżej) kończyły się bardziej lub mniej nijakimi kompromisami. Ostateczny wniosek: potrzebujemy więcej człowieczeństwa. Wow, co za odkrycie! I empatii. A to dopiero niespodzianka! Jakieś konkretne rozwiązania? Nope.

Najbardziej poruszające są osobiste historie niektórych autorów i opowieści o pracy w ciężkich warunkach. Chorwacka pisarka Ivana Saijko opisuje na przykład coraz bardziej śmiałe ataki mediów publicznych na chorwacką scenę kulturową, nazywając jej przedstawicieli „darmozjadami państwa”. Bywa, że w jej kraju pisarze są nawet atakowani na ulicach. 

Najbardziej interesujące pytania padają wtedy z widowni. Są niczym uwagi na marginesie i często zadają je młodzi ludzie. Jednym z nich jest Necati Öziri, który obecnie pracuje w berlińskim teatrze Maxim Gorki. Jego trafne pytanie brzmi: Jak można jeszcze wierzyć w demokrację, gdy cała Europa upada? Udzielona odpowiedź jest niejasna i brzmi jakoś tak: „demokracja to przekonanie”.

Przyznaję, że chyba zbyt wiele spodziewałam się po Europejskiej Konferencji Pisarzy – spodziewałam się, że padnie podczas niej kilka konkretnych odpowiedzi na pytania, które często sobie stawiam. Na przykład: jak pisać w czasach przedłużającego się kryzysu? Czy dzięki moim tekstom mogę teraz coś tak właściwie zdziałać? Być może nie jest to do zrobienia –  brzmi odpowiedź. Być może sama odpowiedź nie jest ważna, byłaby wręcz niebezpieczna, być może trzeba do tego wszystkiego podejść po prostu z większą pokorą? „To teksty, a nie ich autorzy, mają władzę” – powiedział na konferencji belgijski autor Peter Terrin. I być może ta moc słowa wystarczy. Być może  metodą jest powtarzanie w kółko tego, co musi zostać powiedziane. Po prostu trzeba nieustannie dyskutować i nigdy nie gubić wątku. I zapamiętać jedno zdanie wypowiedziane przez Francuzkę Shumonę Sinhę: „Europa jest projektem, który nigdy nie zostanie ukończony”.

Być może niedługo do dyskusji zostaną zaproszeni również ludzie, którzy wprowadzą do niej powiew świeżości? Ludzie, którzy nie należą do pisarskiego establishmentu? Autorzy poniżej 35. roku życia? Lub blogerzy? Lub nawet ludzie o poglądach innych niż liberalne i lewicowe? Jak dla mnie – to byłoby prawdziwe przekraczanie granic. I w końcu coś nowego.