Europejska Stolica Kultury P(r)ecz - bezgraniczne granice

Artykuł opublikowany 15 listopada 2010
Artykuł opublikowany 15 listopada 2010
Węgierskie miasto Pecz [Pécs] jest w tym roku Europejską Stolicą Kultury. Natomiast artyści trzymają się od niego raczej z daleka. Artykuł o tym, jak to Stolica Kultury przepędza swój kreatywny potencjał.

Pecz obok Istambułu i Essen jest jedną z trzech Stolic KulturyJeszcze do końca roku może się Pecz szczycić tytułem "Europejska Stolica Kultury 2010". By godnie nosić to miano, miasto podjęło się poważnych inwestycji budowlanych: hotele czterogwiazdkowe, centrum muzyczno-konferencyjne, nowa dzielnica kultury. Za dużo na raz - padają słowa krytyki. Natomiast gdy rok Stolicy Kultury dobiegnie końca, zrealizowana będzie zaledwie garstka zaplanowanych projektów. A po wszystkim Pecz będzie znów tym, czym był: węgierską prowincją w cieniu wszechmocnego Budapesztu.

Budżet roku Stolicy Kultury był przewidziany na 34 mld Foryntów, w przybliżeniu 126 mln euro. Z tego jedna trzecia przeznaczona na odnowę miasta została zainwestowana w teren historycznej manufaktury porcelany Zsolany. Na obszarze 36 tys. metrów kwadratowych ma powstać nowe centrum kulturalne. 150-letnia tradycja fabryki Zsolany została w czasach stalinizmu prawie doszczętnie zrujnowana, a teren zakładu stopniowo podupadał.„Dopiero rok Stolicy Kultury pozwolił podołać stawianym wymaganiom”, mówi Gábor Sztanics architekt tegoż projektu kulturalnego.

Pecz nie dla tych, co chcą zostać kimś

Pecz, ze swoimi 16 tys. mieszkańcami jest piątym co do wielkości miastem na Węgrzech. Tutaj urodził się Victor Vasarely, jeden z twórców kierunku artystycznego Op-Art, a także Marcel Breuer, architekt Bauhausu. Lokalna scena muzyczna przyczyniła się do powstania przydomku „Liverpool Węgier”. „Miasto bez granic” brzmi motto Stolicy Kultury Pecz 2010. I jest tylko jedno ale: Nic nikogo w tym mieście nie trzyma. Kto chce zostać kimś, nie zostanie nim w Peczu.

W swoim profilu na Facebooku w opcji miasto widnieje "Nowhereland (Pécs)" Tak na przykład Eszter Takáts. Jak mówi sama, o rok odmłodniała, odkąd opuściła Pecz dla Budapesztu. Sytuacja finansowa, ciągłe przeprowadzki i brak możliwości występów scenicznych odbiły się znacząco na psychice piosenkarki. Miasto bez granic stało się więzieniem. Ze zmianą otoczenia przyszedł też sukces. Dzisiaj Takáts występuje w całej Europie Wschodniej. Siłą rzeczy nasuwa się pytanie, czy Pecz przepędza swoich artystów?„To przypuszczenie nie jest takie niedorzeczne, ponieważ ciągle panuje bzdurne przekonanie, że wszystko rozgrywa się tylko w Budapeszcie”, twierdzi Zoltán Csernák z peczańskiego Jazzbandu Singas Project.

Polityka kulturalna węgierskiego premiera Viktora Orbána ma na względzie zmianę tego trendu. Marcell Jankovics, przewodniczący węgierskiego narodowego Funduszu Kultury, mówił o „piramidzie kultury”. Konkretnie ma to oznaczać, że w szczególności maluczcy, czyli amatorzy, artyści z prowincji a także artyści węgierscy mieszkający poza granicami kraju powinni dostać więcej wsparcia finansowego. Pecz reaguje optymistycznie na te plany. W przeciągu ostatnich stu lat, by zostać zauważonym, trzeba było wyjechać do Budapesztu. Peter Hűvösvölgyi, gitarzysta grupy Neofolk byłby bardzo rad, gdyby to się zmieniło.

Peter reprezentował Pecz w Essen. Essen, obok Istambułu, to trzecia Europejska Stolica Kultury. Niestety jego występ pozostał bez echa, nie ma także zaplanowanych dalszych występów. Już wcześniej Peter zauważył dyletanctwo miasta Pecz „Tutaj nieważne są poziom i jakość, tylko koteria. Odpowiedzialni za projekt nie martwią się o nic i czekają jedynie, aż będzie już po wszystkim”, denerwuje się muzyk. Repertuar Neofolku czerpie z korzeni romskich, słowiańskich i żydowskich. „Muzyka nadaje się idealnie do przekazywania różnorodności kulturowej”, mówi Hűvösvölgyi. Pomimo tego Neofolk wiedzą dobrze, że Ethno Jazzi Muzyka Świata nie wszystkim musi odpowiadać. „Kto robi coś w tym kierunku, musi ruszać do Budapesztu, w Peczu nie ma popytu na ten rodzaj muzyki."

Natomiast Viktor Molnár nie chce wcale opuszczać Peczu. Z rudą krzaczastą brodą przechadza się po byłym budynku szkolnym na skraju miasta. Dawna szkoła nazywa się teraz Z.I.O.N. i ma zostać nowym Domem Młodzieży i Muzyki. Jest to alternatywny projekt, coś całkiem odmiennego niż mieszczańska dzielnica kultury - Zsolany. W przeciwieństwie do niego „Z.I.O.N.” nie był przewidziany w budżecie Stolicy Kultury. „My tworzymy kulturę, ale ta kultura nie zawsze jest po myśli polityki”, mówi Molnár.

Od dziesięciu lat co roku w Peczu odbywa się także Rockmarathon, tygodniowy festiwal muzyczny, który w tym roku liczył aż 40 tys. odwiedzających. Taka popularność odwiedzających jest, zdaniem organizatorów, związana z rozreklamowaniem wydarzenia w ramach roku Stolicy Kultury. „Pecz jest miejscem dobrym dla tego rodzaju muzyki, chociaż tutaj wszystkiego brakuje”, mówi Zoltán Varga, organizator Rockmaratonu. Zoltan Varga uważa także, że sytuacja miejscowych kapeli nie jest aż tak dramatyczna, ponieważ wiele z nich było na tym festiwalu obecnych. „W Budapeszcie życie jest łatwiejsze niż na prowincji. Ale pomimo tego nie powinno się tak szybko poddawać, i ludziom dać to, czego są ciekawi”. A ciekawość jest podobno bezgraniczna.

Fot. Główne (cc)casso.catena/flickr; Projekt Singas ©facebook.com/SingasOfficial; wideo Zion TV ©zionpecs.blog.hu/; Neofolk ©Youtube