EXPO Milano 2015:  głód świata i świat głodu

Artykuł opublikowany 21 września 2015
Artykuł opublikowany 21 września 2015

Przez lata Mediolan niecierpliwie czekał na to wielkie wydarzenie. Wreszcie, Wystawa Światowa otworzyła swe podwoje w finansowej stolicy Włoch. Jednka choć wraz z otwarciem przez miasto przetoczyła się fala euforii i patriotycznej dumy, została ona szybko nadszarpnięta przez korupcyjne skandale, płonące samochody i brutalne incydenty na terenie targów.

Nawet kilka lat temu, kiedy studiowałam w Mediolanie, nie można było tego przeoczyć. Wszystko krzyczało: „Expo nadchodzi!”. Niezliczone budowy wielkich infrastruktur dawały wrażenie miasta zamętu, które chciało prezentować się jako czysta, wyrafinowana i innowacyjna metropolia na otwarcie w maju 2015 roku. I udało się, jakkolwiek w ostatniej chwili, jak – zaznaczył wcześniej burmistrz Mediolanu Giuliano Pisapia – to zawsze bywa na światowych wystawach.

Brokat i gaz łzawiący

Pomimo negatywnej prasy (której i tak już nikt nie pamięta), zobaczyłam dumny kraj w trakcie przemiany. Kryzys już minął, nastał czas działania i patrzenia z nadzieją w przyszłość. W tym duchu przygotowano przynajmniej ceremonię otwarcia – jak Olimpijską, kolorową, euforyczną – cały świat zaproszony do Mediolanu! To był spektakularny start dostarczający niezapomnianych wrażeń. Premier Renzi potwierdził to, co wielu wydawało się niemożliwe – przynajmniej dopóki się nie dokonało – „Wszystko jest gotowe na czas!”

Widowiskowe otwarcie zostało jednak przyćmione przez brutalne protesty. Spodziewano się demonstracji ze strony przeciwników Expo, ale nie zamieszek. Demonstranci odpalili fajerwerki, wypisali sprayem swój gniew na ścianach domów i podpalili samochody. Policja walczyła armatkami wodnymi i gazem łzawiącym.

Chodzi o jedzenie czy o następne wakacje?

Feeding the Planet, Energy for Life to motto Expo. Światowe, ambitne, ale być może zbyt podniosłe? W świecie, który w następnych dekadach będzie miał dziewięć bilionów mieszkańców, Expo skupia się na jednym z największych wyzwań tego stulecia. Pojechałam tam więc z odpowiednio wysokimi oczekiwaniami. Kiedy czekałam w godzinnej kolejce (procedury bezpieczeństwa były raczej chaotyczne), moje oczekiwania jeszcze wzrosły. I nagle znalazłam się w środku.

W wielkim Pawilonie Narodów Zjednoczonych (UN) trafiłam na „Zero Hunger Challenge" i wraz z nim rozpoczęła się moja wycieczka przez historię produkcji jedzenia i konsumpcji. Od „jak się żywiliśmy w poprzednich stuleciach z upraw rolniczych?” do spekulacji jedzeniem i wysp śmieci w oceanie. Byłam podekscytowana artystycznym przedstawieniem i moje uznanie jest w zupełności usprawiedliwione. Przez chwilę pomyślałam nawet o pomysłodawcy grafiki. Udany początek.

Następnie przeszłam do pawilonu Nepalu. Nie spodziewałam się tego, ale nie był on nawet bliski ukończenia. W następstwie trzęsienia ziemi, wielu Nepalczyków powróciło do ojczyzny, aby pomóc w jej odbudowie. Tym samym została wstrzymana konstrukcja pawilonu. Nepal chciał wykorzystać to wydarzenie do promocji turystyki, ale w tym kontekście wygląda to raczej jak kampania charytatywna. Ten przykład pokazuje także, że katastrofy zagrażają fizycznemu bezpieczeństwu nie tylko ludzi ale także żywności.

Podróż dookoła świata i kalejdoskop kultur

I tak wędrowałam z kraju do kraju. Sudan, Belgia, Kambodża. Spotkałam uśmiechniętych ludzi, z dumą reprezentujących swoje kraje i jego skarby. Podróżowałam przez foldery turystyczne i poczułam silny głód poznania prawdziwego świata. Tu etiopska ceremonia kawowa, tam gwiazda pop z Kazachstanu. Ale co z jedzeniem? Wtedy trafiłam do pawilonu kawy i innego, pełnego ryżu. Wciąż odkrywałam grafiki i wyjaśniające teksty przygotowane przez ONZ. Kto produkuje zbyt wiele, jak bardzo kraje są zależne od produktów, jakie efekty mogą mieć zmiany klimatu na produkcję jedzenia. Co się stanie, jeżeli podniesie się poziom morza? Kto znajdzie się pod wodą? Co jeżeli będzie więcej suszy? Jak wielu ludzi będzie cierpieć z powodu głodu w przyszłości?

W niektórych pawilonach można było dowiedzieć się o połączeniach pomiędzy klimatem i katastrofami a produkcją jedzenia – przynajmniej jeżeli opuściło się główne trasy i weszło na mniej uczęszczane drogi (kilka kierunkowskazów tu i tam było bardzo pomocnych). Motyw ten przewijał się przez całą wystawę. Dla wielu biednych krajów frontowe drzwi na wystawę nie zostały otwarte.

Pozostały tylne. „Czy mogę wejść?” – „Oczywiście, witamy na Mali!” Po podłodze ciągnęło się kila kabli, a półki świeciły pustkami. „Jesteśmy gotowi!” – ogłosił reprezentant Mali. Siedział za małym biurkiem, sam w pawilonie. „Nie do końca udała nam się współpraca z organizatorami, dlatego to tak wygląda”. Spróbował się uśmiechnąć i zapytał się, czy wiem gdzie na mapie świata leży Mali. Powiedziałam że tak, ale jeszcze tam nie byłam. Ucieszył się. Życzyłam mu szczęścia i wycofałam się do dużego pawilonu obszarów pustynnych.

Odwiedziłam Senegal, gdzie wszystko kręci się dokoła jedzenia. Nie wiedziałam, że uprawia się tam tyle ryżu i orzeszków ziemnych! Ruszyłam dalej w pustynię. Dżibuti, Somalia, Palestyna. Wszystkie drzwi były zamknięte. Pomyślałam o słowach Renziego. Nie wszystko było skończone. Kraje rozwijające się wciąż potrzebują więcej czasu. Byłam rozczarowana.

Orgoglio: Świat bez Włoch?

Musiałam zobaczyć pawilon włoski. Jak zaprezentował się gospodarz? Okazało się, że celebrował siebie (jak, do pewnego stopnia, wszystkie inne kraje na Expo) w każdym aspekcie. Krajobrazy i różnorodność regionów, pięknie. Kuchnia, sama przyjemność. „Świat bez Italii?” – to pytanie dominowało całą przestrzeń. W filmie wyświetlanym w pawilonie, obcokrajowcy tłumaczyli, jak bardzo świat bez Włoch nie miałby sensu. Słowo orgoglio („duma", red.) było wszędzie. W porządku, lubię Włochy, możecie być dumni ze swojego kraju, ale czy musicie to wszędzie wciskać?

Z włoskiej wystawy wynikała jedna rzecz – Italians do it better. Wychodząc z pawilonu (przez przejście, w którym ciągle kable zwisały z sufitu) przypomniałam sobie nagłówki o wypadkach w pierwszych dniach Expo: dwóch włoskich polityków utknęło w windzie.

W pawilonie tureckim (gospodarz następnego Expo) na kobietę spadła metalowa płyta, przez co trafiła do szpitala. Darmowe jedzenie – fałszywa reklama. „Musisz spróbować wszystkiego, będziesz jeść przez cały dzień”. Nie. Ktokolwiek wierzy, że jedzenie na Expo jest za darmo, grubo się myli. Jasne, możesz spróbować wielu rzeczy – indyjskiej lassi z mango, kebabów z czekoladowych naleśników, belgijskiego piwa, hiszpańskich tapas. Polując na lunch, zauważyłam, że było niewiele dań wegetariańskich i żadnych wegańskich. Jem wszystko, więc dla mnie nie był to problem, ale zastanawiam się – gdzie te możliwości, szczególnie kiedy mówimy o zdrowszym, bardziej przyjaznym środowisku jedzeniu przyszłości?

W końcu zdecydowałam się na francuską bagietkę. Po prawie dziesięciu godzinach chodzenia po wystawach, czekaniu i byciu zadziwioną, moje stopy zaczęły boleć (a i tak, nie zwiedziłam wszystkiego). Błyskawiczna podróż po świecie była oszałamiająca. Nigdy w ciągu jednego dnia nie spotkałam tylu pozytywnych ludzi, którzy fascynowali mnie swoim stylem życia. Oczywiście, oczekiwanie na odkrycie całej nowej galaktyki możliwości ochrony środowiska i świata było naiwnością z mojej strony. Bilet nie był tani – 27 euro – ale jak na wycieczkę dookoła świata, nie było źle.

Oficjalna strona Expo Milano 2015.