F1, Premier League i olimpiada w Londynie zagrożone przez kryzys

Artykuł opublikowany 17 listopada 2008
Artykuł opublikowany 17 listopada 2008
Podczas gdy NBA zachowuje spokój, po drugiej stronie Atlantyku robi się trochę gorąco w tradycyjnym europejskim sporcie i nadchodzących wydarzeniach.

makeroadssafe /FlickrNazywa się ją bilionowym imperium, ale Formuła 1 (F1) rezygnuje ze swojego ekstrawaganckiego image'u przeprowadzając znaczące cięcia w budżecie na nadchodzące sezony. Ten komunikat przedstawiły w prasie 21 października organ zarządzający FIA (Międzynarodowa Federacja Samochodowa) i FOTA - Formula One Teams' Associacion. Przewodniczący FIA Max Mosley określił koszty Formuły 1 jako niemożliwe do utrzymania. Nawet zanim doszło do kryzysu finansowego, wydawanie więcej niż się posiada stało się tak powszechne w sporcie, iż niezależne zespoły zależą teraz od dobrej woli bogatych jednostek, a zespoły producentów liczą na datki od swoich macierzystych firm. 

Może się okazać, że zaciskanie pasa nie było dobrym posunięciem. Zmiany FIA w poprawionych regułach nie zostały dobrze odebrane przez swoich własnych graczy. 27 października Ferrari zagroziło wycofaniem się z zawodów ze względu na wprowadzenie wymogu stosowania przez zawodników „pojedynczego silnika i skrzyni biegów” w nadchodzących sezonach. Włoska ekipa nie jest jedyna: Fernando Alonso, hiszpański kierowca F1 oznajmił 2go grudnia podczas konferencji prasowej, że jeśli FIA wprowadzi zmiany, to przejdzie na wcześniejszą emeryturę: "jeśli zdecydują się na pojedynczy silnik, będzie to ostatnia kropla.   Zacznę wtedy myśleć o emeryturze." Najwyraźniej kryzys zagraża wyścigom. 

Wyścigi F1 już odczuły skutki kryzysu: francuska federacja ogłosiła 15-go listopada, że odwołuje swoje Grand Prix (organizowane w 2010 roku przy wsparciu Disneya) a w Niemczech będzie działał tylko jeden tor wyścigowy zamiast dwóch goszczących wyścigi Grand Prix, i to tylko jeśli znajdzie sponsorów i otrzyma pomoc ze strony państwa.

Piłka nożna: ofiary w Premier League

Formuła 1 jest jednym z wielu sportów, które wykorzystują model biznesu polegający na korzystaniu z pomocy pochodzącej od bogatych darczyńców, ważnych uczestników rynków finansowych. John Print jest prezenterem sportowym specjalizującym się w piłce nożnej i jednocześnie zajmuje się zarządzaniem operacyjnym dla Sports Management Worldwide - międzynarodowej agencji sportu. Mówi, że światowy kryzys ma ogromny wpływ na branżę sportową ze względu na jej powiązanie z rynkami finansowymi. „Sport ucierpi bardziej przez ten kryzys niż przez inne, ponieważ model dochodowy w sporcie stał się bardziej złożony. W przeszłości większa część dochodów pochodziła ze sprzedaży biletów, przekąsek, napojów i handlu. W dzisiejszym sporcie jednak zmienił się on na „model, w którym chodzi o duże przedsiębiorstwa”. John Print zwraca też uwagę na to, że „wpływ telewizji na świecie sprawił, iż media i sponsorzy stali się głównymi źródłami dochodu, a sprzedaż biletów spadła na drugie miejsce”.

Według niego piłka nożna nie pozostanie nietknięta. Sport ten jest tak zaplątany w sieć problemów finansowych ze względu na swoją zależność od inwestorów i sponsorów. Print ostrzega też, że obecny kryzys finansowy będzie miał negatywne skutki na piłkę nożną spowodowane ogromną liczbą zamorskich inwestycji finansowych, które poważnie mogą zagrozić przyszłości klubu. Angielskie kluby, takie jak West Ham United i Liverpool już odczuły skutki kryzysu. „West Ham stracił głównego sponsora koszulek”. Umowa opiewała na warte 7,5 miliona koszulki XL Holidays. 4-go grudnia podpisano kontrakt z azjatycką firmą sportową SBOBet.com, opiewający na prawie 3 miliony euro. Ich islandzki właściciel Bjorgofur Gudmundsson zastanawia się nad sprzedażą klubu. Liverpool również odczuł skutki kryzysu przez problemy z funduszami na ich nowy stadion w Kirkby. Właściciele klubów mają trudności z zebraniem pieniędzy na kupno najlepszych graczy.

Manuel.A.69 / Flickr

Amerykańska koszykówka i olimpiada w Londynie - mniej dramatyzmu, więcej optymizmu

Inne branże reagują spokojniej na nadchodzące cięcia.15 października, The National Basketball Association (NBA) ogłosiła, że zwalnia 9% swoich pracowników fizycznych w USA. Jednakże w związku z wejściem na rynki chińskie, stworzyli oni wraz z firmą rozrywkową AEG spółkę z połączonym kapitałem. W Londynie organizatorzy olimpiady w 2012 roku już ograniczają koszty: zmienili swój plan i nie chcą przekroczyć budżetu wynoszącego 11 310 milionów euro. W normalnej sytuacji takie środki, oraz wykorzystanie starych budowli byłoby źle widziane przez Komitet Olimpijski, jednak kryzys pozwala na cięcie kosztów bez utraty wiarygodności. Możliwe też, że sportowcy biorący udział w Olimpiadzie będą mieć mniej przestrzeni dla siebie: liczbę miejsca ograniczono z 4 200 do 3 000 z powodu kryzysu - sprzedaż domów po Olimpiadzie nie będzie się opłacac. Budżet zaplanowany kilka lat temu ma zostać obcięty ze względu na braki funduszy zarówno z sektora publicznego, jak i prywatnego. Ze względu na kryzys olimpiada w Londynie nie dorówna olimpiadzie, która odbyła się w Pekinie.

Mimo to, obecne zamieszanie związane z kryzysem finansowym nie zmniejsza optymizmu Johna odnośnie do branży sportowej, w szczególności do piłki nożnej. „Kryzys będzie pobudką dla właścicieli drużyn. Muszą zdać sobie sprawę z tego, że odpowiedzialni są nie tylko za sukces klubu, ale też za zapewnienie długoterminowego zabezpieczenia finansowego klubu dla fanów i społeczności.” John wierzy, że kluby pozostaną chodliwymi markami, doświadczeni właściciele klubów sportowych będą się z nimi dobrze obchodzić. „Nawet jeśli właściciel wpadnie w kłopoty i będzie chciał sprzedać klub, zawsze znajdą się chętni. Interesująco będzie przyglądać się temu, co będzie się działo z Newcastle United i West Ham w przeciągu nadchodzących miesięcy. Mimo że żaden z nich nie został sprzedany, chętnych na kupno nie brakuje” - podsumowuje John; amerykański potentat przemysłowy Philip Anschutz jest związany z tym pierwszym.