FEDERICO BADIA: SZEWC, KTÓRY STWORZYŁ BUTY ODPORNE NA KRYZYS

Artykuł opublikowany 28 sierpnia 2013
Artykuł opublikowany 28 sierpnia 2013

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Federico w wieku dwudziestu lat zdecydował, że chce zostać szewcem. Dziś, sześć lat później, jego rówieśnicy, świeżo upieczeni absolwenci wyższych szkół,  nie mogą znaleźć pracy, podczas gdy Federico właśnie otworzył własny zakład w samym centrum Umbrii.

Federico Badia siedzi okrakiem na stołku, w ręku trzyma szczotkę i starannie czyści parę skórzanych butów. Są prawie gotowe, ale potrzeba było trzech tygodni by efekt był naprawdę olśniewający. Pomiędzy kolejnymi  machnięciami szczotką, podmuchem powietrza poprawia sobie opadające na twarz włosy. Ma 26 lat, a od trzech prowadzi własny zakład w Orvieto, w Umbrii. „Moje buty są odporne na kryzys” – śmieje się – „Reszta to już ich sprawka” – kontynuuje rzucając szybkie spojrzenie w stronę kilkorga turystów z Holandii, którzy właśnie weszli do sklepu. W pewnym sensie ma rację, Federico nie dokonał niczego przełomowego,  poza tym, że odkrył na nowo zawód szewca.

Made in Italy, BEZ PODRÓBEK

Historia sukcesu młodego przedsiębiorcy zaczęła się w 2006 roku, gdy Federico ukończył technikum i zamiast składać papiery na wyższą uczelnię, zdecydował, że będzie dojeżdżać z Orvieto aż do Rzymu by nauczyć się zawodu: „każdego dnia ten sam pociąg regionalny o 6 rano, później przesiadka w autobus nr  64, który wiózł mnie aż do centrum miasta” – opowiada, marszcząc czoło w skupieniu, gdy uderzeniem młotka modeluje podeszwę w kolejnej parze butów. Po miesiącu praktyk wrócił do Orvieto, gdzie zaczął pracę w sklepie, który sprowadzał produkty z Chin. „Sprzedawali wszystko z etykietą made in Italy”- mówi ściszonym głosem;  nie sposób nie dostrzec rozgoryczenia, które maluje mu się na twarzy. Co roku z Chin do Europy sprowadza się podrabiane towary o wartości  567 milionów euro. Włochy znajdują się na pierwszym miejscu wśród państw europejskich pod względem importu takich towarów: ich liczba wynosi 6 milionów. Jako sprzedawca Federico zdobył doświadczenie i zdecydował się na poważniejszy krok: w 2010 postanowił założyć własną działalność. „Na początku zajmowałam się prawie wyłącznie naprawą obuwia, ale zdałem sobie sprawę, że tracę czas nie tworząc nic oryginalnego” – opowiada – „Obecnie poświęcam się własnoręcznie wykonanym produktom” – dodaje. Młody szewc ma swój sposób na zdobywanie klientów. Zaglądają do niego turyści, ale często to on sam wychodzi naprzeciw ludziom zainteresowanych jego wyrobami. Zeszłej zimy udał się nawet do Mediolanu by zdjąć miarę z klienta.

NIE TYLKO RZEMIEŚLNIK, ALE I BUSINESSMAN

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Confartigianato, produkcja wyrobów ze skóry to działalność, która nie ucierpiała na skutek kryzysu. Między 2011 a 2012 rokiem we Włoszech powstało 1390 nowych zakładów dając półprocentowy wzrost w skali roku. W tym samym okresie wielu rówieśników Federico, którzy ukończyli wyższe uczelnie, znaleźli się bez źródła utrzymania: bezrobocie wśród młodych ludzi między 20 a 25 rokiem życia wynosi obecnie 40%. W okolicach Orvieto wielu młodych ludzi zostało zwolnionych w ciągu ostatnich dwóch lat albo nie wypłaca im się od miesięcy należnego wynagrodzenia: miejscowe przedsiębiorstwa zamykają się jedno po drugim i wydaje się, że taki tok wydarzeń jest nieunikniony. Nie trzeba chyba dodawać, że znalezienie pracy w takich warunkach graniczy z cudem. Federico należy przypisać zasługę, iż miejsce pracy stworzył sam, bez potrzeby wyjazdu do krajów północnej Europy. Ale wyjazd na zachód mieści się w jego planach na przyszłość: „nie pracuję po to, by tu zostać” – mówi – „w ciągu kilku lat chciałbym otworzyć sklep we Frankfurcie lub w Brukseli”” – dodaje patrząc wzrokiem człowieka przekonanego o własnych umiejętnościach. Dlaczego Federico wybrał właśnie te miasta? Odpowiedź jest krótka i można ją ująć jednym słowem: „instytucje”.

BUTY DLA TECHNOKRACJI

Frankfurt to finansowe centrum kontynentu, w Brukseli zaś mają siedziby instytucje europejskie. „Wyobraź sobie ilu dobrze zarabiających ludzi krąży po ulicach tych miast. Kto nie chciałby kupić pary eleganckich butów, otrzymując przy zakupie gwarancję, że obuwie zostało wykonane ręcznie we Włoszech?” – pyta przekonany o swojej racji. Zauważam, że do realizacji tych planów, Federico będzie zmuszony zatrudnić pracowników, poznać zasady, wedle których można rozpocząć własną działalność w obcym kraju: trudne kwestie, w związku z którymi przydałoby się sięgnąć  po radę do bardziej doświadczonych. Ale wyzwanie, które stawia przed sobą Federico, zdaje się dodawać mu sił: „oznacza to, że będzie więcej miejsc pracy dla innych, może młodych tak jak ja, którzy znają się na rzeczy i mają chęci do pracy”. Słuchając Federico odnosi się wrażenie, że antidotum na kryzys to umiejętność działania na własną rękę. W rzeczywistości to tylko jedna strona medalu. Wyjście kryzysu wiąże się bowiem z decyzjami, które zapadają na szczytach Unii Europejskiej i są podejmowane przez ludzi, którym być może, prędzej czy później, Federico uszyje nową parę butów.