Flexicurité - „cud duński”

Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Moda na „flexicurité” - elastyczność, przybyła z Danii i robi furorę wśród polityków europejskich, według których jest to sposób na złagodzenie kryzysu socjalnego.

Francuskie słowo „flexicurité” ma swoje odpowiedniki: „flexicurity” po angielsku lub „flexicuridad” po hiszpańsku. W każdym z tych języków pojęcie to łączy w sobie dwa słowa: elastyczność i ochrona. Oznacza strategię polityczną mającą na celu uelastycznienie rynku pracy, przy równoczesnym zapewnieniu pomocy socjalnej, szczególnie tym pracownikom, których sytuacja jest najbardziej niestabilna. Wydaje się, że znaczący bilans ekonomii duńskiej wiele zawdzięcza „flexicurité”. Austria, która obejmie w styczniu 2006 przewodnictwo w Unii Europejskiej, wyznaczyła sobie za priorytet włączenie „flexicurité” do swojej polityki.

Elastyczność, ochrona i polityka aktywacji

Wyobraźmy sobie 6% wskaźnik bezrobocia, przy wysokiej liczbie zatrudnień kobiet i młodzieży i 1,2% wskaźnik bezrobocia wśród osób aktywnych zawodowo. To wszystko upiększone przez PKB w wysokości 34 772 euro w 2003. Dodajmy do tego jeszcze pewne wyrównanie dochodów oraz inwestycje w edukację w wysokości 8,51% PKB, co odzwierciedlają dobre wyniki uczniów. Współzależności dostosowane odpowiednio do kontekstu socjalnego, oto „cud duński”.

Elastyczność przejawia się w płynności rynku pracy (między 600 000 a 700 000 Duńczyków zmienia pracę każdego roku), ale również w prostocie procedur zwolnień. Pracownik może być zwolniony z wymówieniem 3 dniowym, bez żadnego odszkodowania ze strony pracodawcy. Sytuacja taka doprowadziłaby do strajku w innych krajach. Tymczasem w Danii, obie strony, pracodawca i pracownik, zgadzają się na te zasady z prostego powodu, to oni ustalają reguły rynku pracy.

Duńczycy mogą liczyć na odpowiednie zasiłki dla bezrobotnych. Otrzymują oni nawet do 90% swojego dotychczasowego wynagrodzenia przez maximum 4 lata. Taka praktyka byłaby nieskuteczna, gdyby nie towarzyszyła jej słynna polityka aktywacji, oparta na koncepcjach prawa i obowiązku ważnych w kulturze duńskiej. Głównym celem tej polityki jest nakłonienie bezrobotnych to szybkiego znalezienia pracy. Osoba szukająca pracy musi zastosować się do indywidualnego planu aktywacji, który umożliwia jej uczestnictwo w kursach szkoleniowych, a rotacja pracowników (job rotation) pozwala na zastąpienie osoby przebywające na urlopie lub na szkoleniu.

Porozumienie ponad wszystko

Wielu polityków pragnie od razu zaaplikować w swoich krajach ten magiczny środek umożliwiający ożywienie polityki ekonomicznej i socjalnej. Jednak sukces duński poprzedzał długotrwały proces, który zaowocował w 1994 roku za rządów socjaldemokratów. Polityka aktywacji wcielona w życie po raz pierwszy zakładała znalezienie pracy dla jak największej liczby osób a tym samym doprowadzenie do redukcji zasiłków dla bezrobotnych. Program polityczny prowadzony zarówno przez rząd lewicy jak i prawicy możliwy był dzięki porozumieniu społecznemu z roku 1899. Zawarto wtedy „Kompromis wrześniowy” będący skutkiem poważnego konfliktu między pracodawcami a pracownikami. Po tym wydarzeniu państwo duńskie zaczęło akceptować znaczenie związków zawodowych, które dopuszczane są do udziału we wszystkich decyzjach rządu dotyczących rynku pracy. Kultura korporacyjna zakorzeniła się w społeczeństwie duńskim, w którym to 80% obywateli należy do związków zawodowych. Porozumienie miedzy rządem a związkowcami ma znaczenie polityczne, gdyż wybory rządu mniejszościowego oznaczają tu sprawowanie władzy przy poparciu opozycji. Jest to jeden z tych kluczowych elementów „cudu duńskiego”, który uniemożliwia zastosowanie go w innych krajach.

Jak trwały jest system duński?

Od 2001 roku, koalicja liberalno-konserwatywna kierowana przez Føgh Rasmussen kładzie nacisk na aspekt "elastyczności" jako temat przewodni „indywidualnej odpowiedzialności” i „poprawy moralnej narodu duńskiego”. Program „Flere i Arbetje”, czyli więcej osób w pracy, przewiduje znalezienie miejsc pracy dla maksymalnej liczby osób, nie wahając się cięć w udogodnieniach socjalnych, takich jak zamrożenie podatków. Dwa aspekty, które zachowują równowagę flexicurité.

Trwałość tego systemu jest zagrożona starzeniem się populacji oraz nieustanną imigracją. Do roku 2040 wzrośnie liczba osób w wieku powyżej 65 lat z 0.8 miliona do 1.2 miliona. Jednym z możliwych rozwiązań tego problemu jest przekonanie obecnych pracowników do jak najdłuższej aktywności zawodowej przy jednoczesnym zachęceniu młodych obywateli do szybkiego rozpoczęcia pracy. Jak doprowadzić do tego, aby porozumienie społeczne przetrwało przy napływie ludności wyłączonej z „cudu duńskiego”? Premier znalazł rozwiązanie tego problemu, zmniejszył zasiłki socjalne dla imigrantów z 40% do 30% podczas ich pierwszych 7 lat w Danii. Poprzez taki bodziec rząd chce nakłonić imigrantów do rozpoczęcia pracy. To nie takie proste dzielić się cudem...

Już najwyższa pora, aby zaproponować obywatelom Europy nową umowę społeczną, skupioną na wzroście zatrudnienia wśród kobiet, inwestycjach w młode pokolenie, elastyczności rynku pracy połączonej z lepszym systemem opieki społecznej i wysoką jakością usług publicznych. W pewnym stopniu może dokonać tego program Lizboński połączony z wolą polityczną. Może wiec czeka nas więcej „cudów” w Europie.