Francuscy lekarze stażyści: „każdy z nas ma trupa w szafie”

Artykuł opublikowany 10 lutego 2015
Artykuł opublikowany 10 lutego 2015

17 listopada 2014 roku Francuski Związek Zawodowy Lekarzy Stażystów wezwał do strajku przeciwko pogarszającym się warunkom pracy. Skontaktowaliśmy się z byłym stażystą szpitala uniwersyteckiego (już od dwóch tygodni będącym lekarzem), by nakreślił nam obecną sytuację.  Wyjaśnił nam on, że ratowanie ludzi od śmierci w podobnych warunkach woła o pomstę do nieba.

Cafébabel: Nie jesteś teraz zbytnio zmęczony?

Simon: Jestem, bo dopiero co skończyłem staż. Od dwóch tygodni jestem lekarzem. Nagle zaczęła na mnie spoczywać większa odpowiedzialność. Jestem na oddziale położniczym, więc muszę zajmować się nagłymi sytuacjami, na przykład wezwaniem do krwotoku w trakcie porodu. Ta zmiana stanowiska jest trochę stresująca i tłumaczy moje zmęczenie.

 „Praca dla tego, kto będzie się najbardziej podlizywał”

 Cafébabel: Niewiele spałeś?

Simon: Tak, miałem dyżur w ten weekend, więc w ogóle nie spałem. Teraz jest w porządku, dziś zajmuję się konsultacjami, mogę trochę odetchnąć.

Cafébabel: Jak pracujesz, kiedy masz dyżury?

Simon: Zaczynam o 8 rano i wychodzę ze szpitala następnego dnia o 8 rano.

Cafébabel: W ogóle nie odpoczywasz?

Simon: Nie. Tylko w południe mamy 30 minut przerwy na jedzenie.

Cafébabel: Możesz przypomnieć, kim jest lekarz stażysta?

Simon: To lekarz, który ciągle się uczy, może wypisywać recepty, ale nie ma tytułu lekarza medycyny. Zatrudnia się nas na okres 6 miesięcy, co odpowiada czasowi trwania stażu.

Cafébabel: Czy wziąłeś udział w strajku, do którego nawoływał Francuski Związek Zawodowy Lekarzy Stażystów?

Simon: Nie, przyglądałem się jedynie całemu wydarzeniu z daleka ponieważ nie jestem już stażystą, i nie otrzymałem informacji na ten temat. Jednak, gdy jeszcze byłem stażystą brałem udział w kilku strajkach z takich samych powodów. Poniedziałkowy strajk znowu dotyczył przerw na odpoczynek w trakcie dyżurów, jak również pracy w systemie zmianowym po to, by się uczyć. Teoretycznie przepisy gwarantują nam te prawa, ale w praktyce nikt tego nie przestrzega.

Cafébabel: Czy stażyści zazwyczaj biorą udział w tych strajkach?

Simon: Brali udział  w tych, w których ja uczestniczyłem. Jeśli chodzi o ten poniedziałkowy, to wydaje mi się, że uczestniczyło w nim tylko 5 do 10% wszystkich stażystów. W każdym razie takie strajki bardzo szybko się kończą. Wiele osób boi się o swoje przyszłe miejsca pracy lub obawia się, że będą źle postrzegani przez ordynatora.  Z obietnicą miejsca pracy po stażu jest trochę jak z marchewką na wędce – dostanie je ten, kto będzie się najbardziej podlizywał ordynatorowi.

Cafébabel: Wiesz, że Komisja Europejska ujawniła, że Francja nie respektuje kilku fundamentalnych praw dotyczących organizacji czasu pracy stażystów?

Simon: Tak. Komisja ustaliła tygodniowy czas pracy na 48 godzin. Zazwyczaj pracujemy o wiele więcej, nawet jeśli to zależy od specjalizacji. Kiedy byłem stażystą, mój grafik bardzo się zmieniał. Średnio pracowałem ponad 45 godzin, ale przez nocne dyżury zdarzało mi się dobijać do 90. Wtedy w szpitalu uniwersyteckim było nas 30, a dyżur odbywaliśmy po 4 osoby. Stąd dyżury zdarzały się dosyć często.

Pensja niemalże głodowa

Cafébabel: Jaka jest pensja lekarza stażysty?

Simon: Na początku stażu otrzymujesz 1 400 euro. Pod koniec mojego stażu zarabiałem 2 000 euro, 2 300 netto razem z dyżurami. Jeśli wyliczysz z tego stawkę godzinową, to mniej niż SMIC (najniższe wynagrodzenie krajowe brutto we Francji, red.).  Za 24-godzinny dyżur w niedzielę zarabiasz 200 euro.

Cafébabel: Czy zdarzyło się, że miałeś wrażenie, że z powodu zmęczenia możesz zrobić coś głupiego?

Simon: Tak, to jasne jak słońce. Zdarzało mi się już robić głupie rzeczy przez brak czujności. Zostawiłem metalowy przyrząd w cewniku (urządzenie służące do rozprowadzania lub odprowadzania płynów w organizmie, red.), podczas gdy trzeba to szybko wyjąć. Byłem tak zmęczony, że zapomniałem go usunąć. Zorientowaliśmy się tydzień później. To przerażające, bo mogło dojść do uszkodzenia żyły i serca, a to tylko jeden z wielu przykładów. Trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że niektóre błędy dostrzegamy od razu, a niektóre nie, a te ostatnie mogą prowadzić do dramatycznych następstw 3-4 dni później.

Cafébabel: Czy tylko ty popełniałeś błędy spowodowane nieuwagą?

Simon: Nie, nic podobnego. Nawet nasi ordynatorzy powtarzają nam: „nie martwcie się, każdy z nas ma trupa w szafie”.

„Pewnego dnia jakaś ciężarna kobieta może umrzeć na moich rękach”

Cafébabel: Wielu stażystów mówi o wypaleniu zawodowym. Czy ty odczuwasz już coś podobnego?

Simon: Tak. Z drugiej strony to zabawne, ponieważ każdy myśli, że to przytrafia się tylko innym. To tak naprawdę dzieje się w ukryciu. Dochodzisz do momentu, w którym już się nie przejmujesz innymi osobami. Zostajesz sam ze swoimi sprawami.

Cafébabel: Nie masz czasem ochoty tego wszystkiego rzucić?

Simon: Ależ tak, nawet często. Ale od słów do czynów. Wiesz, tak w ogóle to nie jesteśmy zbytnio doceniani przez społeczeństwo. Trochę uchodzimy za bogaczy. Czasem masz już tego dość. Później przychodzi spokojny okres, kiedy mówisz sobie, że w końcu wykonujesz ciekawy zawód. W moim przypadku jest to przynoszenie ulgi ludziom. To całkiem satysfakcjonujące i zawsze można się tego trzymać.

Cafébabel: Czy postulaty stażystów są z reguły popierane przez personel szpitali, ordynatorów?

Simon: To naprawdę zależy. Można spotkać świetnych ordynatorów, którzy nas bronią. Są też i tacy, którzy zdobywali wiedzę według starej szkoły i mieli naprawdę dużo trudności, więc nie rozumieją, dlaczego się buntujemy.

Cafébabel: Czego oczekiwałeś od francuskiego rządu, gdy brałeś udział w strajkach stażystów?

Simon: Szacunku. Mam wrażenie, że nie szanuje się nas jako lekarzy. Stażysta to bardzo ważny tryb w mechanizmie szpitala. Boli nas to, że nowe metody zarządzania, pochodzące z ultraliberalnych ideologii, wprowadzane są przez kolesi, którzy oprócz wiedzy teoretycznej nie wiedzą nic o życiu szpitala. Niszczą zespoły i łamią ducha spójności na bloku operacyjnym.

Nie obchodzi nas, że trzeba dużo i ciężko pracować. Nasz zawód to nasza pasja. Nie jest to jednak normalne, że kryterium opłacalności jest wprowadzane w życie przed sprawdzeniem, czy jakość opieki  odpowiada standardom. Kwintesencja zawodu lekarza jest w fazie zaniku. Bez zastanowienia likwiduje się kolejne stanowiska i jeśli procedury bezpieczeństwa będą usuwane w takim tempie, jak teraz, pewnego dnia jakaś ciężarna kobieta może mi umrzeć na rękach. A wiesz, jaka jest na to odpowiedź? Że prawdopodobnie w skali roku szpital mniej by kosztował jeden proces spowodowany zgonem ciężarnej kobiety niż prowadzenie w szpitalu centrum diagnostycznego, które pozwala na szybkie otrzymywanie wyników badań służących przeprowadzeniu reanimacji w przypadku poważnych krwotoków. Dodaj to tego fakt, że ordynatorzy nami pomiatają.  Trudno nie dojść do konkluzji, że nie pozostaje nam już nic innego, jak się dostosować.