Francuskie wybory prezydenckie: nadrabianie straconego czasu

Artykuł opublikowany 29 marca 2007
Artykuł opublikowany 29 marca 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Zbliżający się koniec kadencji Jacqua Chiraca otwiera nowy rozdział w życiu politycznym Francji. Jego następca w Pałacu Elizejskim będzie miał wiele na głowie, szczególnie w sferze polityki europejskiej.

Jeszcze kilka tygodni temu media sprzedawały Francuzom nieskomplikowany obraz pojedynku pomiędzy prawicą i lewicą. W rolach głównych, bez niespodzianek, Nicolas Sarkazy (UMP-prawica) i Ségolène Royal (PS-lewica). Francuzi najwyraźniej nie wyciągnęli wniosków z poprzednich wyborów prezydenckich w 2002 roku, kiedy to lewica straciła wiele głosów na rzecz kandydata radykalnej partii prawicowej – Jeana-Marie Le Pena (Front Narodowy, FN). Zapomniano także o francuskim „nie“ dla projektu europejskiego w 2005.

Od kilku tygodni sondaże przedstawiają jednak bardziej zróżnicowany obraz. Liczba deklarowanych głosów dla Nicolasa Sarkozego i dla Ségolène Royal spada na rzecz Le Pena, na którego zamierza głosować jeszcze więcej Francuzów niż w analogicznym okresie przed wyborami w 2002. François Bayrou, lider centrowej partii UDF, także zyskał na popularności i może liczyć na 20% poparcia, podczas gdy jeszcze kilka miesięcy temu dawano mu szanse na zdobycie zaledwie 5% głosów.

Zadanie dla trójki

Kandydaci niepewnie manewrują szukając najlepszej strategii, która zjednałaby im elektorat równie zainteresowany wyborami, co niezdecydowany; pragnący zmian, ale obawiający się nieznanego.

Nicolas Sarkozy jeszcze niedawno był zdecydowanie proatlantyckim liberałem, zainspirowanym polityką Blaira. Jednak czując, że traci grunt pod nogami gdy poparcie dla niego zaczęło spadać, przyjął bardziej nacjonalistyczny ton, nie wahając się nawet zbliżać niebezpiecznie w kierunku radykalnych partii prawicowych.

Ségolène Royale broni swojej wizji lewicy, która akceptuje potrzebę globalizacji. Chciałaby lepiej przygotować Francuzów na nowe rozdanie, między innymi poprzez inwestycje w edukację i badania naukowe, nie zapominając jednak o konieczności kompensowania niedoskonałości systemu rynkowego – czyli strategię bliską polityce prowadzonej przez kraje Europy Północnej.

Jeśli zaś chodzi o François Bayrou, stara się on odebrać Le Penowi monopol na krytykowanie establishmentu. Proponuje skończyć z fałszywym systemem wymiany władzy pomiędzy prawicą i lewicą, który i tak nie zmienia znacząco systemu wartości rządzącego Republiką Francuską.

The sum of one and one and one (Photo: banlon1964/ Flickr)Zarówno Bayrou, Royal jak i Sarkozy są orędownikami wzmacniania konstrukcji Unii Europejskiej i rozszerzenia zakresu decyzji podejmowanych na szczeblu europejskim w niektórych dziedzinach. Różnice w opiniach kandydatów dotyczą przede wszystkim kierunku, jaki powinna przyjąć Unia Europejska i problemu rozszerzenia jej granic. Wszyscy zgadzają się, że mamy do czynienia z kryzysem europejskim, symbolizowanym przez brak wspólnych planów na przyszłość.

Reforma instytucji europejskich

Modernizacja funkcjonowania UE zależy, zdaniem trójki kandydatów, od tego czy zostanie przyjęty nowy traktat, który byłby rodzajem umowy społecznej zawartej pomiędzy wszystkimi Europejczykami. Nicolas Sarkozy jako jedyny popiera ratyfikację uproszczonej wersji nowego traktatu tylko przez francuski parlament, bez potrzeby ogłaszania referendum w tej sprawie, podczas gdy i Royal, i Bayrou uważają referendum za jedyny sprawiedliwy sposób przyjęcia przez Francję nowego projektu Konstytucji Europejskiej.

Sposoby działania UE

Pomimo tego, że Royal widzi potrzebę Europy bardziej socjalnej niż jej konkurenci do fotela prezydenckiego, to panuje między nimi wszystkimi zgoda jeśli chodzi o wiele istotnych sprawach dotyczących funkcjonowania Unii Europejskiej. Z jednej strony, cała trójka podkreśla znaczenie zasady subsydiarności. Zgadzają się, że UE nie powinna rościć sobie praw do podejmowania decyzji, w sferach za które są teraz odpowiedzialne poszczególne kraje członkowskie, gdy nie jest to ani mile widziane, ani potrzebne. Z drugiej strony, chcą by Unia Europejska była bardziej aktywna jeśli chodzi o problemy, którymi już teraz się zajmuje: polityka monetarna jest krytykowana jako zbytnio koncentrująca się na walce z inflancją, co często odbywa się kosztem wzrostu gospodarczego. Europa jest również oskarżana o robienie za mało dla ochrony przed dumpingiem krajów rozwijających się i nielegalną emigracją.

Kandydaci to bez wątpienia również i Francuzi, którzy nie chcą by Europa była gettem. Ten fenomen oscylacji pomiędzy przyciąganiem i odpychaniem ukazuje co najmniej istnienie silnych uczuć między Francuzami a Europą, jak i jest dowodem na to, że ani silne poczucie dumy narodowej, ani przywiązanie do idei europejskiej, nie znikną. Silne uczucie przynależności do społeczności europejskich ukazuje się przede wszystkim w debacie na temat przyjęcia Turcji do Unii Europejskiej.

Granice Unii

Gdy w roku 1995 weszła w życie europejsko-turecka unia celna, tylko eurokraci i niewielka grupa biznesmenów wyrażali entuzjazm w związku z takim rozwojem współpracy handlowej. Większość obywateli nie wyrażała prawie zainteresowania tym tematem. Jeśli chodzi natomiast o perspektywę przystąpienia Turcji do Unii Europejskiej, to stała się ona przyczyną wielu konktrowersji i jest jeszcze kwestią nie do końca rozstrzygniętą.

Celem tej pełnej emocji debaty jest rzecz jasna odpowiedź na pytanie o to, gdzie znajdują się granice Europy. Przy okazji pokazuje ona również, że Europejczycy, choć często podzieleni, czują jednak silne przywiązanie do Europy, które wychodzi poza koncepcję unii handlowej. Nicolas Sarkozy i François Bayrou wypowiedzieli się zdecydowanie przeciwko przyjęciu Turcji do Unii Europejskiej, choć skutecznie unikali komentowania toczących się obecnie negocjacji akcesyjnych. Ségolène Royal nie ujawniła jeszcze do tej pory swojej opinii na temat problemu tureckiego.

Historia wyboru

Kryzys, który gnębi Francję nie dotyczy jedynie problemamów gospodarzczych czy socjalnych. Jest związany przede wszystkim z zagadnieniem tożsamości narodowej. Zanim zdamy sobie sprawę z tego, gdzie zdążamy, musimi wiedzieć, kim jesteśmi i kim chcemy być. Te pytania nie powinny służyć w celu osiągnięcia jednolitej tożsamości, która odrzucałaby odmienność, ale raczej jako rodzaj głebokiej introspekcji. Imigracja jest jednym z aspektow międzynarodowego ruchu zwanego globalizacją, która jest pierwszym w historii świata procesem prowadzącym do powstania prawdziwego międzynarodowego społeczeństwa.

Francuzi stoją teraz przed wyborem, którego celem nie jest odrzucenie lub zaakceptowanie tego procesu, ale raczej zdefiniowanie, w jakim stopniu chcielibyśmy przystosować się do potrzeb zmieniającego się świata, a w jakim stopniu starać się przystosować ten świat do naszych własnych oczekiwań.

Fot.: W tekście banlon1964/Flickr; Strona główna PE Weck/Flickr

Specjalne 'wyborcze' wydanie cafebabel.com, reportaże z ulic Paryża, już 16 kwietnia.