Francuz pesymista - to pleonazm

Artykuł opublikowany 14 stycznia 2011
Artykuł opublikowany 14 stycznia 2011
Powrót z wakacji do Paryża, stolicy najbardziej pesymistycznego kraju na świecie, jest zawsze trudny. Owinięci w czarne płaszcze i szare swetry przygnębieni Paryżanie, którzy podążają za tłumem w metrze, wyglądają jakby wyszli prosto z izby wytrzeźwień.
Jestem jednym z nich i rozpiera mnie z tego powodu duma, ponieważ kiedy jest się mistrzem, nawet w najbardziej podłym nastrój, to robi się to jak najlepiej.

Felietonista prestiżowego francuskiego dziennika „Le Monde”, woli podkreślać bystrość Francuzów kryjącą się za ich wszechobecnym niezadowoleniem, cytując indyjskiego eksperta Gurdarana Dasa: „Być może wasz kraj jest bardziej pesymistyczny niż inne państwa po prostu dlatego, że francuski umysł umie szybciej przełożyć dysfunkcje naszej planety na słowa i na myśli". Bez wątpienia. Kiedy pozwalam sobie być Francuzem w Czarnogórze, zaczynam współczuć osobom zarabiającym 400 euro czy uchodźcom z Kosowa mieszkających w slumsach. „To straszne, co za koszmar, mój Boże.” A oni patrzą na mnie z pobłażliwym uśmiechem: biedacy nawet nie wyobrażają sobie, że mogę współczuć osobom w ich sytuacji. Czy to właśnie jest ten „francuski talent”, jaki opisuje „Le Monde”? Najśmieszniejsze w ankiecie BVA/Gallup „Voice of the people”, dotyczącej perspektyw gospodarczych w 2011 r. i przeprowadzonej wśród 64 203 osób w 53 krajach, są kontrasty. Podczas gdy w Europie Zachodniej, większość ludzi jest pesymistycznie nastawiona na nadchodzący rok, w Afryce optymiści stanowią znaczną większość, bo aż 76%. Aż 80% Nigeryjczyków uważa, że rok 2011 będzie lepszy. Natomiast tylko 3% Francuzów podziela ich zapał.

Francuzi dzielą się na trzy grupy. Są tacy, którzy zaprzeczają, jak redaktor tygodnika „Valeurs Actuelles”, którego wstępniak Un peuple majeur (Wspaniały naród) potwierdza to, co Stéphane Hessel, autor bestsellera Indignez-vous! (Oburzajcie się!) precyzuje na temat nas Galów: Francuzi „mają o sobie bardzo wysokie mniemanie”. Inni, widząc francuski brak wiary w przyszłość, są nim oburzeni, podobnie jak Jean-Marie Colombani, były redaktor „Le Monde” i współzałożyciel magazynu Slate.fr. Wzywa on wszystkich tchórzy, aby wzięli przykład z Ameryki Baracka Obamy, który jest autorem książki „Odwaga nadziei”.

Wreszcie są ci najgorsi – rozczarowani humaniści, którzy już nawet nie rozpaczają nad francuskim pesymizmem, tylko wolą wykorzystywać wszelki potencjał dramatyczny. Kto inny jak nie artyści odkryje najciemniejszą stronę ludzkiej natury? Michel Houellebecq i Virginie Despentes, pisarze, którzy zostali laureatami odpowiednio nagrody Goncourt i Renaudot 2010 (najbardziej medialnych nagród literackich), otaczają swoje dzieła realistycznym i błyskotliwym pesymizmem. Czy zatem to ich mądre podejście do wysokiego mniemania, jakie mają o sobie Francuzi, sprawiło, że ci ostatni akceptują swój los i naśmiewają się z niego? Podpalmy ich bestsellery! Powieśmy zgorzkniałych kelnerów i Nicolasa Hulota, który sprawia, że obwiniamy się za stan naszej planety. Stwórzmy prawo konstytucyjne nakazujące uśmiechać się przy kasie w supermarkecie. O nie, zapomniałem, że tutaj rewolucja jest pomysłem z przeszłości. Zadowólmy się więc spojrzeniem na sytuację poza granicami Francji, zanim odpowiemy na pytania internetowego sondażu.

Fot. (cc)Ohfoohy/flickr