Gaëtan Tarantino: „Graffiti nie przyjdzie ci do salonu”

Artykuł opublikowany 2 marca 2010
Artykuł opublikowany 2 marca 2010
Cudem uniknął więzienia. Z montera systemów wentylacyjnych stał się pełnoetatowym artystą. Dziś żywi się graffiti. Ten 32-latek pochodzący z Marsylii odmienia życie mieszkańców szarych dzielnic Brukseli dzięki sztuce, która rodzi się na betonie.

Z czym kojarzy się nam europejska stolica? Myśl przeciętnego turysty biegnie najpierw torami cielesnych przyjemności, czyli frytek, czekoladek i piwa, po czym karmi również ducha, wędrując do zabytkowych symboli miasta: figurki chłopca Mannekin Pis i zbudowanego z okazji Expo 58 Atomium. Ale gdy raz odwiedzimy Brukselę, zobaczymy znacznie więcej – miasto pełne kontrastów, gdzie w spokojnych, rezydencyjnych dzielnicach nie brak miejsca dla ulicznych festiwali. Doświadczyłam tego podczas mojego ostatniego pobytu w „trzyjęzycznym mieście”, kiedy spacerując , natknęłam się na mury, tunele i słupy pokryte niesamowitymi freskami. To właśnie te kolory przywracają Brukselę do życia.

Gaëtan Tarantino, graficiarz od 18 lat, w 2004 założył stowarzyszenie zajmujące się organizacją imprez artystycznych i społeczno-kulturalnych. Jego zamiłowanie do graffiti narodziło się już w czasach szkolnych, kiedy w drodze do domu przyglądał się namalowanym na murach imionom. Zaintrygował go paradoks anonimowego wyrażania się w przestrzeni publicznej: - Chciałem robić to samo, co ludzie, których podpisy widziałem w całym mieście, mimo że przecież nie wiedziałem, kim są. Samouk. Mówi, że jego życiowa droga była bardzo typowa: najpierw jako prosty writer zdobił wszystkie mury w mieście swoimi tagami, później pracował nad rozmiarem

i kolorami swoich prac . Kolejnym etapem była realizacja dużego projektu – fresków. Poznając świat graffiti, Gaëtan poznawał również innych graficiarzy, „zwykłych ludzi, nie wandali, jak można by się spodziewać”.

(Gaëtan Tarantino /myspace)

Więcej niż puszka z farbą

Na początku graficiarstwo było dla Gaëtana przede wszystkim pasją, pracował natomiast w zupełnie innej dziedzinie: branży klimatyzacyjnej. Rozgraniczenie tych dwóch sfer życia uważa za słuszne: - Dzięki tamtej decyzji nie zatraciłem siebie, graficiarstwo pozostało czystą przyjemnością a nie przykrą koniecznością. Obecnie udaje mu się „mniej więcej” utrzymać ze swojej artystycznej działalności, która jest jednak czymś więcej niż pracą: stała się potrzebą ekspresji, stylem życia. - Myślisz graffiti, jesz graffiti, śpisz...raczej nie śpisz, ponieważ właśnie malujesz graffiti! - tłumaczy z uśmiechem.

- Kogo można nazwać graficiarzem? Kolesia, który opanował różne techniki i style liternictwa, flop (zaokrąglone, szybko namalowane litery), bottom (szerokie litery o wysokości od 10 do 60 m ), który zna presję i adrenalinę nocnej pracy, ale umie też pracować w ciągu dnia, używając różnych kolorów. Chodzi o coś więcej niż zwykłe malowanie muru farbą w sprayu. Gaëtan nie ma idoli i nie zachwyca się twórczością poszczególnych graficiarzy, ale docenia dobrze wykonaną i wartościową pracę.

Praca na nielegalu

(Gëtan Tarantino /myspace)Odkąd powstają muzea i galerie sztuki związane z graffiti, coraz częściej pojawiają się pytania o zgodność tej sztuki z prawem. Czy graffiti musi być nielegalne? Czy artysta malujący na płótnie może tworzyć graffiti? Gaëtan doświadczył już konfliktu z prawem. Na szczęście, dzięki pomocy organizacji ochrony praw człowieka i łaski udzielonej mu przez króla, uniknął kary roku więzienia i mandatu wysokości miliona belgijskich franków . Obecnie twierdzi, że okres wandalizmu (nielegalnego graficiarstwa) należy do przeszłości, a przykre doświadczenie nauczyło go, że malowanie ściany budynku zawsze wymaga zgody jego właściciela... no, prawie zawsze! Według Gaëtana to właśnie uliczny krajobraz jest prawdziwym domem graffiti: - To ty wychodzisz zobaczyć graffiti, a nie ono przychodzi do twojego salonu. Nie potępia współczesnych jemu artystów, którzy wystawiają swoje malunki w muzeach, ale uważa, że praca nie może być pozbawiona sensu: - Myślę, że moje pokolenie jest zainteresowane twórczym wykorzystywaniem możliwie wszystkich powierzchni, ale tworzenie ulicznego graffiti na płótnie bez konieczności dopasowania swojego malunku do danego miejsca nie jest szczególnym artystycznym czy ideowym wyzwaniem.

Brukselski świat graffiti

Na początku września 2010 r. stowarzyszenie Gaëtana zaplanował organizację piątej edycji Brussels Graffiti, spotkania ponad pięćdziesięciu belgijskich i zagranicznych artystów, którzy łączą swoje siły w pracy nad potężnym freskiem. Pomysł na imprezę narodził się w 2006 r. i przemienił w rzeczywistość dzięki pomocy lokalnych władz. Pierwszą powierzchnią oddaną w ręce artYstów został miejski plac targowy Mabru , a przez kolejne lata metamorfozę przechodziła stacja kolejowa De Wand , którą dziś zdobi największy fresk w całej Europie (5000 m² ).

Zeszłoroczna impreza nie odbyła się z powodu braku wsparcia sponsorów. Koszty przedsięwzięcia niestety są niebagatelne: trzeba zorganizować tygodniowy pobyt zagranicznych twórców i dostarczyć im materiałów do pokrycia setek metrów kwadratowych powierzchni. Od początku istnienia festiwalu ożywiono 7000 metrów kwadratowych betonu i wykorzystano 22 000 puszek ze farbą. W 2008 roku importowano 6000 puszek, ponieważ w samej Belgii nie można było znaleźć wystarczającej ilości! W tym roku będziemy świadkami reaktywacji tego niezwykłego festiwalu, ale która ze ścian zostanie oddana pod opiekę artystów graficiarzy - na razie pozostaje tajemnicą.

zdj.: Gaëtan Tarantino /myspace