Gdzie jest Bob Dylan naszego pokolenia? 

Artykuł opublikowany 22 grudnia 2016
Artykuł opublikowany 22 grudnia 2016

Patrząc na mijający rok ciężko powstrzymać się od załamywania rąk i westchnień irytacji. Zamiast piosenek na temat reform i rewolucji, jako mechanizmy radzenia sobie z sytuacją nasze pokolenie wybrało memy i parodie. Dlaczego coraz bardziej oddalamy się od tradycyjnej muzyki protestu?

2016 rok przyniósł nam śmierć Prince'a, Davida Bowiego i Leonarda Cohena. Każdy z nich odcisnął swoje piętno w historii muzyki. Ponadto, zostaliśmy świadkami wręczenia Bobowi Dylanowi Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za jego liryczny geniusz i wpływ na innych artystów. Mimo, że ich muzyka zdominowała listy przebojów w późnych latach 60-tych i 70-tych, pozostaje ona źródłem inspiracji dla naszego pokolenia. 

Piosenki protestu (protest songs) i muzyka polityczna były kluczowymi elementami lat 60. Kontrkulturowa rewolta podbiła świat czymś, co wydawać by się mogło jednym, wspólnym głosem. Prawa obywatelskie, anywojenne nastroje i feminizm stały się światową retoryką.

W 2016 roku świat charakteryzuje się silną polityczną niestabilnością, wszechobecnymi atakami terrorystycznymi i walką aby ochronić prawa, które dotychczas wydawały się pewne. Jeżeli więc historia uczy nas, że świat może znaleźć wspólny głos przez muzykę, to gdzie jest Bob Dylan naszego pokolenia?

Kiedy byłam nastolatką mój bunt przeciwko światu, starszym i ogólnie patriarchatowi był najlepiej wyrażany przez muzykę, która nie pochodziła nawet z mojego pokolenia. Należała do pokolenia moich rodziców. Mogłam utożsamiać się z For What It’s Worth Buffalo Springfielda, z coverem The Clash Police and Thieves i z Subterranean Homesick Blues Boba Dylana, ale nie miałam nic wspólnego z Shakirą, Pitbullem czy Jasonem Derulo. I chociaż przyznaję, że czułam się zaintrygowana Eminemem i jego portretem białej Ameryki, a także byłam pod wrażeniem tego, jak Lil' Kim otwarcie rapuje o kobiecej seksualności i demistyfikuje łechtaczkę. Sądzę jednak, że ich muzyce brakuje uniwersalności – zdolności przekraczania granic. W 2016 roku (czy szerzej: w naszym pokoleniu) istnieje wciąż muzyka polityczna, wydaje się być jednak mniej skuteczna niż wcześniej.

Mimo, że piosenka M.I.A. Borders została wypuszczona pod koniec 2015 roku, jej motyw był wyjątkowo adekwatnym tematem w 2016 roku: europejski kryzys migracyjny. Byś może jestem naiwna próbując porównać tę piosenkę z tymi, o których wspomniałam wcześniej, ale to dobry sposób zademonstrowania jak nieostra stała się definicja muzyki politycznej. Piosenka ma chwytliwy rytm, a M.I.A. często powtarza frazę „what's up with that" („O co w tym chodzi?"), aby zaakcentować dylematy dzisiejszego społeczeństwa w dziedzinie „polityki", „tożsamości", a nawet „prawdziwości". Szanuję M.I.A. i jej aktywne zaangażowanie się w podnoszenie świadomości kwestii migracji, ale gdy oddzielę artystę od sztuki to, co mi pozostaje, to aż nazbyt uproszczony tekst piosenki i chwytliwy rytm. 

Nasz stosunek do muzyki politycznej niewątpliwie się zmienił. Czy jest to zmiana na lepsze, czy na gorsze –trudno powiedzieć, biorąc pod uwagę, że wyrażanie sprzeciwu zostało zdominowane przez nowe media. Wprowadzenie streamingu i serwisów takich, jak Spotify i Youtube, zmieniło nasz stosunek do radia. To może być jeden z powodów, które sprawiły, że protest songs utraciły swój powszechny charakter. Jednocześnie obeserwujemy wzrost znaczenia mediów społecznościowych, a wraz z nim – falę przeróbek i memów. Zamiast próbować zrozumieć globalne ruchy społeczne, mamy tendencję do pobieżnego odczytywania wiadomości i szukania najlepszego sposobu, aby zadrwić z polityki. Nie śpiewamy o potrzebie zmiany. Jedynie wyśmiewamy to, jak bardzo świat jest gówniany.

Najbardziej zasmuca mnie, że w roku globalnej fali złych wiadomości nadal muszę słuchać Boba Dylana, aby poczuć jedność ze światem i odnaleźć motywację do rewolucji czy reform. Wciąż trzymam się słynnego cytatu Jimi'ego Hendrixa: „Kiedy siła miłości przezwycięży miłość władzy, świat zazna pokoju".

Rok 2016: najgorszy rok wszechczasów. A naszą jedyną reakcją było narzekanie

---

Jasne, 2016 rok był beznadziejny. Nie powinniśmy jednak popadać w depresję. Redakcja postanowiła podsumować mijający rok serią artykułów, którym przyświeca jedna, bardzo prosta zasada: nie ma żadnych zasad. Od kontrowersyjnych opinii, przez post-prawdę, aż po zwyczajną fikcję. Zapnijcie pasy, przedstawiamy Best Year Ever.