Gdzie podziali się rumuńscy lekarze i francuscy studenci medycyny?

Artykuł opublikowany 23 listopada 2010
Artykuł opublikowany 23 listopada 2010

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W branży medycznej, jak i w wielu innych sferach, zauważyć można skutki zwiększonej mobilności na terenie Unii Europejskiej. Mowa tu o swobodzie przemieszczania się, posiadającej zarówno wiele zalet, jak i prowadzącej do wielu problemów. Porażki w medycynie bez granic - Célia Laherre.

W dniach 17-18 maja 2011 r. w Zagrzebie w Chorwacji odbędzie się europejski szczyt poświęcony turystyce medycznej – Turystyka Medyczna i Opieka Zdrowotna w Europie Środkowo-Wschodniej. Uczestniczące w nim kraje, tj. Rumunia, Serbia, Bułgaria, Węgry, Czechy a nawet Polska, zamierzają zainteresować swoją ofertą medyczną agencje turystyczne, stowarzyszenia, szpitale i konsulaty z całego świata. Powstaje pytanie, do jakiego stopnia możemy obwiniać Unię Europejską o niedociągnięcia w naszych systemach medycznych? Ruchy migracyjne wzrastały znacząco przez ostatnie dziesięć lat, przybierając na sile od 1 stycznia 2007 r., kiedy to Rumunia i Bułgaria przystąpiły do UE. Swoboda przemieszczania się, powstanie tanich linii lotniczych, ujednolicenie programów nauczenia i uznawanie studiów medycznych pomiędzy krajami członkowskimi przyczyniły się do powstania „europejskiej autostrady medycznej” łączącej zachodnią i wschodnią Europę. Lekarze opuszczają ojczyznę, by pogłębić swoje doświadczenie zawodowe, studenci kontynuują naukę za granicą, a pacjenci biorą udział w turystyce medycznej.

Francja i Rumunia

Wielka Brytania, Irlandia, Dania, Norwegia, Szwecja, Holandia, Austria, a nawet Francja i Niemcy rekrutują lekarzy ze wschodniej Europy, by wypełnić wakaty internistyczne na mniej atrakcyjnych, wiejskich obszarach. Kraje te zapewniają swoim nowym lekarzom wysokie pensje i perspektywę lepszych warunków pracy. Podczas gdy lekarze emigrują na Zachód, studenci wyjeżdżają na Wschód, a pacjenci z zachodniej Europy podążają za nimi. Chorzy, zniechęceni perspektywą kilkutygodniowego oczekiwania na wizytę i niezdolni zapłacić wysokich stawek za procedury medyczne (w szczególności opłaty za dentystę i okulistę), udają się do prywatnych gabinetów w Rumunii, Węgrzech, Polsce i Czechach, nie wahając się dłużej wsiąść do samolotu, by wstawić implanty lub poddać się operacji okulistycznej.

Francja i Rumunia są świetnym przykładem tego zjawiska. We Francji ok. 12% zagranicznych lekarzy pochodzi z Rumunii. Od czasu wstąpienia Rumunii do UE, 1 stycznia 2007 r., liczba rumuńskich lekarzy będących członkami Francuskiego Stowarzyszenia Medycznego wzrosła z 174 do 1000. Dzięki targom i agencjom, francuskie samorządy wiejskie nie mają żadnego problemu w pozyskaniu specjalistów i lekarzy ogólnych skuszonych obietnicą pensji 10 do 15 razy wyższych od rumuńskich oraz dodatkowych świadczeń (zakwaterowanie, miejsce w żłobku, własny gabinet lekarski, pomoc w zadomowieniu się itd.)Państwowa opieka zdrowotna w Rumunii odczuwa dotkliwie skutki tego eksodusu. W rumuńskich szpitalach brakuje lekarzy. Rząd inwestuje w prywatne kliniki dla obcokrajowców, pogarszając tym samym obecnie niepokojącą już sytuację. Brak dofinansowania państwowych instytucji oznacza wybrakowane zaplecze techniczne oraz niewystarczającą ilość leków. Główny szpital w Brasov, w październiku ubiegłego roku, tymczasowo zamknął oddział nagłych wypadków z braku wystarczającej ilości leków i zapasów. W tym samym czasie, szpital w regionie Mehedinti, w Drobeta Turnu Severin, ogłosił długi w wysokości 1,35 mln lei oraz niezdolność pokrycia wypłat dla personelu szpitalnego. Francuscy studenci, z drugiej strony, wyjeżdżają z Francji, by kontynuować swoją naukę na rumuńskich uniwersytetach, widząc siebie jako ofiary nierealistycznych wymagań procesu rekrutacyjnego (85% studentów oblewa pierwszy rok studiów). Francuzi rozpoczynają naukę m.in. na Uniwersytecie w Cluj, który otworzył specjalnie francuski wydział. W odróżnieniu od francuskich uniwersytetów, Uniwersytet w Cluj pobiera opłaty (5000 euro rocznie) i rekrutuje jedynie na podstawie dokumentów. Obecnie studiuje tu ponad 260 francuskich studentów. Przenosząc się z Paryża do Budapesztu, francuscy studenci nie kierują się lepszym poziomem nauczania, lecz faktem, iż ukończenie studiów medycznych we Francji jest pełne przeszkód.

Stan obecny

“Medyczna autostrada” zapewnia natychmiastowe rozwiązania, nie eliminując jednocześnie samego problem. Jak bandaż, którego nie można założyć na głębokie rany, ponieważ bez dogłębnego leczenia, ich stan będzie się pogarszać. Za reformę systemu opieki zdrowotnej odpowiada każdy członek rządu. Kraje Europy Zachodniej tj. Niemcy, Anglia czy Francja zachęcają studentów i lekarzy do pozostania w kraju. Reforma studiów medycznych we Francji, z 2009 r. ma na celu zwiększenie ‘numerus clausus’ w regionach cierpiących na brak lekarzy. Lokalne inicjatywy jak np. „Maisons de Santé” (wielowydziałowe centra opieki zdrowotnej) przyciągają młodych lekarzy. W chwili obecnej większość projektów przyciąga niewielu słuchaczy ze światka medycznego. Rządy krajów Europy Wschodniej starają się również poprawić stan swoich systemów opieki zdrowotnej. Pod koniec 2009 r. rumuński rząd uchwalił dodatkowe środki dla narodowego funduszu zdrowia w wysokości 3,2 mld lei. Rząd obiecuje również „radykalną reformę systemu zdrowia i składek”. To ambitny projekt, a na zmiany trzeba będzie długo poczekać. W międzyczasie zjawisko „autostrady medycznej” będzie nadal kwitnąć.

Autorka,Celia Laherre(Francja), została dzięki temu artykułowi jednym z 27 finalistów nagrody EU Health Journalism Prize 2010

Fot. © główne (cc) weno/ Flickr/ weno ilustracao and design