German Reyes: utrzymując ducha europejskiego w Jerozolimie

Artykuł opublikowany 15 października 2006
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 15 października 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Cafe Babel jedzie do Jerozolimy, aby porozmawiać z Germanem Reyes, pracownikiem kulturalnym z Agencji Współpracy Hiszpańskiej dla Zajętych Terytoriów.

Jerozolima, międzynarodowe miasto, gromadzi uczucia trzech kultur, trzech religii, które źle ze sobą współżyją na co dzień, pełne napięcia. Dotrzeć do bram starego miasta, siedziby trzech miejsc kultu kosztowało nas wiele godzin pełnych rewizji, pytań i kontroli, źle nazywanymi "środkami bezpieczeństwa". Spotykam Germana siedzącego spokojnie na odosobnionym od bazarowego hałasu, skrzyżowaniu dróg do różnych świętych miejsc, chronionego przez Izraelczyków bez zarostu wbitych w kamizelki bezpieczeństwa.

Podróż do początków świata

Przyjechał do Jerozolimy 18 października 2002 roku. Jego pierwszą pracą była praca wykładowcy na uniwersytecie Al.-Quds, na przedmieściach Jerozolimy, miał 26 lat i właśnie kończył arabistykę w Sewilli. Kiedy go pytam, jakie były jego pierwsze uczucia, jak żył w Jerozolimie na początku, odpowiada: "To było moje pierwsze spotkanie z konfliktową rzeczywistością: decyzje, które się podejmuje wiele kilometrów dalej, mają natychmiast wpływ na zwykłych ludzi". Zniszczone marzenia, niepewność, wypędzenie. "Po 6 miesiącach od mojego przybycia, rozpoczęła się inwazja amerykańska na Irak". Wszystko osobiste nieistotne, pochodzące z zewnątrz, na terytoriach palestyńskich było wyrzucane przez strach przed zaostrzeniem sytuacji. Po powrocie do Hiszpanii pozostawało mu czekać.

German owi zajmie kolejne sześć miesięcy, aby wrócić, żeby kontynuować swoją pracę. Jerozolima, stare miasto, napięte i zaniepokojone, zamyka swoje drzwi. Obraz: kobieta zamyka swoje okna metalowymi płytami, zbliża się ciemność.

Jerozolima i jej wizje świata

Przed osiedleniem się w Jerozolimie, mijał inne państwa muzułmańskie takiej jak Tunezja, Egipt, Jordania i Maroko. Kiedy go pytam, jakie różnice są między tymi państwami, jest zaskoczony, wydaje mu się to oczywiste. Przed tym, proszę go, aby spróbował rozdzielić konflikt od rzeczywistości. „Nie można ich rozdzieli, konflikt jest we wszystkim, co się robi, żyje i czuje… Taka jest różnica”. Spacerować po Jerozolimie, jeśli się odważysz tak to nazwać- ma w sobie coś ekscytującego i malowniczego, smutnego i agresywnego. Możesz się zatrzymać, aby pytać. To jest najlepsza rzecz, jaka jest: ludzie nie boją się rozmawiać. To jest duża różnica. "Palestyńczyk jest jednym z nielicznych Arabów, który wyraża się swobodnie, napięcie sprawia, że mówi bez zatajania" - zaznacza. "Świat arabski cierpi na autokrytykę, która czasami jest zastępowana czarnym humorem. Brak silnego i zakorzenionego państwa otwiera drzwi do wolności słowa" - uściśla. Refleksja i wolność słowa pozwalają Palestyńczykowi być świadomym swojej sytuacji. W sposób inteligentny- owoc samodzielnie przeżytych doświadczeń- jest zdolny rozróżnić rząd od obywatela. Dla nich "Ameryka to rząd Busha i jego obywateli". "A Europa?" - pytam. "Czym jest dla nich?". "Nie ma jednej wizji tego, czym jest Europa. Dla nich jest mieszanką państw o wielkich różnicach. Nie wiedzą, jakie kraje należą do Unii a jakie nie. Tylko Francja się wyróżnia, przyjęli oni Arafata w ostatnich dniach. Nic wspólnego z Europą".

Jednak od jego pracy w Biurze Technicznym Współpracy Hiszpańskiej, jako odpowiedzialny za współpracę kulturalną, próbuje promować obraz Unii Europejskiej. Żeby to osiągnąć, wszystkie delegacje europejskie w strefie spotykają się raz na miesiąc, aby ustalić dalsze wspólne projekty. Tak utrzymują żywego ducha europejskiego jedni znają drugich, pracują razem, łączą wysiłki. Europa istnieje w Jerozolimie.

Nieznana Palestyna, miejsce wydarzeń historycznych

"Ile obrazów masz zakodowanych w swojej pamięci na zawsze?". "Tysiące... Niezapomniane momenty z różnych przyczyn: osobistych, historycznych... Życie w Jerozolimie sprawia, że czujesz się prawdziwym obywatelem świata. Wciąż pamiętam dźwięk helikopterów, które przybyły z Egiptu transportując martwe ciało Yassira Arafata. Spotkał mnie w Muqata (kwaterze generalnej władz Palestyny), w mieście Ramallah. Tysiące Palestyńczyków zgromadziło się, aby przyjąć swojego lidera, tysiące wystrzałów w powietrze witało go. Był to moment historyczny".

Jednak można prowadzić życie mniej lub bardziej normalne. "W piątki, kiedy kończę pracę, pije piwo w jakimś hotelu, w towarzystwie jakiegoś przyjaciela, potem wracam do domu żeby przygotować obiad i po odpoczynku wychodzę na kolację i aby się zrelaksować w jakimś hotelu we wschodniej Jerozolimie, palestyńskiej części miasta". Dziwność tkwi w warunkach, w których się przeżywa codzienność, małe rzeczy są nasycone napięciem, strachem, niepewnością.

Jeszcze będą musiały minąć dwa lata, aby mógł skończyć swoją misję. Potem uważa, że nadejdzie czas, aby opuścić tą strefę. Pytamy o spełnione cele. "Osobiste? Właśnie to". Mówi, że pracuje dzień w dzień, aby zostawić to, co najlepsze w nim samym na tej ziemi. "Mój 18-letni uczeń, dopiero co przyjęty na Uniwersytet powiedział mi: to się nie rozwiązuje, i się nie rozwiąże, dopóki nie będzie państwa dla dwóch narodów. Jego wypowiedź wciąż dźwięczy w mojej głowie".

Aj! - wzdycham. Jakie będzie to miasto bez konfliktu? "Będzie szaleństwem!" - odpowiada mi. "Stare miasto zniknęłoby pod napływem turystów i wierzących. Jako miejsce pielgrzymek dla trzech religii na świecie, byłoby to niemożliwe" - odpowiada mi z uśmiechem. Byłoby szaleństwem, ale oznaczałoby koniec wielu rzeczy.

Nie chcę kończyć mojego wywiadu tym zdaniem, tak więc pytam o coś, czego nie powinniśmy robić w naszej wizycie w Palestynie: "wieczór w Jerychu" - kończy.