Gianfranco Pasquino: „Czy wszyscy jesteśmy europejskimi obywatelami?”

Artykuł opublikowany 31 października 2008
Artykuł opublikowany 31 października 2008
Wywiad z Gianfranco Pasquino, politologiem i wykładowcą, który uważa, że Europa potrzebuje silnego przywódcy, wybieranego przez wszystkich obywateli. Wizjoner czy fantasta?

Pewnego deszczowego dnia dziesięć lat temu, siedząc na tylnych siedzeniach minivana zmierzającego do Paryża – była gęsta mgła, a krople zostawiały podłużne ślady na szybie – zatopiłam się w lekturze. Wówczas przy przekraczaniu włoskiej granicy doświadczało się dreszczu niepokoju, czego dziś już nie ma. Oznaczało to, że masz już za sobą tak dobrze znane uczucie zbliżania się do granicy. Po kilku minutach oczywista była prośba o okazanie paszportu, podczas gdy radio zaczynało swoje pokasływanie, a rodzime piosenki przemieniały się we francuską paplaninę. Tym razem nie było już mowy o paszporcie i nawet jeśli radiostacja pobrzękiwała w różnych językach, nie przerywałam czytania. W moim samochodzie nastąpiło przystąpienie do układu z Schengen. W 1997 r., w wieku trzydziestu lat Europa zniesionych ceł rozpościerała się pomiędzy gwiazdkami, „Odą do radości”, czego zapowiedzią były telewizyjne programy na Eurovisione z czasów mojego dzieciństwa, a obecnym politycznym projektem konsolidacji – w dobie sceptycyzmu – dwudziestu pięciu państw.

Czy wszyscy jesteśmy europejskimi obywatelami?

Wysłuchałam Gianfranco Pasquino, włoskiego politologa, docenta nauk politycznych na uniwersytecie w Bolonii, gdy opowiadał, w trakcie popołudniowego skakania po kanałach telewizyjnych, o powstawaniu jednej europejskiej kultury politycznej. „Można ją rozważać na dwa sposoby : pierwszy ogranicza się do związku każdego kraju członkowskiego z kulturą polityczną innych krajów, dotyczy to stronnictw politycznych i wspólnej pamięci historycznej. Drugi natomiast wiąże się z postrzeganiem Europy jako jednego państwa do którego przystępują kraje kierowane ideą dobrobytu i pokoju”. Profesor rozpoczął taką refleksją po czym kontynuował: „Czy wszyscy jesteśmy europejskimi obywatelami? W pewnym sensie tak, o ile obywatele podążają za Komisją Europejską” sylabizował napisane przez siebie słowa na tablicy. „Są trzy podstawowe składniki europejskiej kultury politycznej: tożsamość (to, kim jestem) - osadzona na tym, co wspólnie przeżywamy, czyli historii; świadomość - rozumiana technicznie która na różnych poziomach może być podstawą informacji; oszacowanie – tego, co wykonuję dla Wspólnoty, na ile w sumie to oceniam”.

Nie mieliśmy odpowiednich przywódców.

Pasquino studiował w Waszyngtonie, zna angielski, francuski i hiszpański – języki, w których wykłada – oraz współpracuje z grupą wydawniczą „L’Espresso” i z „La Rivista dei Libri”. Kto zatem, zważywszy na jego zawód i na drogę jaką przebył, mógłby być bardziej odpowiedni, aby mówić o demokratycznym przedstawicielstwie? „Europie przydałby się silny przywódca wybierany bezpośrednio przez obywateli, na wzór Stanów Zjednoczonych. Jak to zrobić? Dzięki zaangażowaniu dwóch dużych międzynarodowych stronnictw politycznych takich jak partie socjalistyczna i ludowa. Niestety, w ostatnich dziesięciu latach nie trafił się jakiś szczególnie odpowiedni przywódca. Romano Prodi popierał rozszerzenie Unii, ale już nie zajmował się usprawnieniem rządzenia. Dla mnie dobrym kandydatem byłby Tony Blair, także Schroeder. Dodając jeszcze Sarkozy’ego mielibyśmy wyraziste, nieprzeciętne osobowości”. Gianfranco Pasquino mówi szybko, tak jakby te głębokie rozważania były przedmiotem codziennych sporów, jakby od 1957 r. ktoś wierzył nieprzerwanie we „wspólnotę powołaną dla dobrobytu i dla pokoju”, więc, aby się pocieszyć, kończę zapytując go, czy możemy być eurooptymistami (także po niepowodzeniu Traktatu lizbońskiego). „Jest dwadzieścia siedem państw członkowskich, niektóre z nich to byłe kraje komunistyczne, pojawiają się pytania o otwarcie się na takie narody jak na przykład Turcja. Pomimo negatywnego wpływu globalizacji, perspektywa może być tylko optymistyczna”. „Są przecież projekty jak na przykład Erasmus, gdy młodzi ludzie przyjeżdżają aby poznawać Europę i żyć nią. Gdybyśmy spojrzeli na Unię Europejską z zewnątrz, zdalibyśmy sobie sprawę z niezwykłych procesów jakie się dokonały od Traktatów Rzymskich do naszych czasów”. Albo żebyśmy spojrzeli na Europę nie poprzestając na perspektywie z kabiny samochodu w 1997 roku.